Komedia · 13 min czytania
Cierpienia początkujacej pisarki – część V
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
- Dzieje się odrodzenie! Powróciły do łask porzucone pomysły i przedsięwzięcia. Muzyka spłynęła z gwiazd i nikt już nie zastanie mnie nad pustą listą życzeń. Mogę znowu cieszyć się życiem i zaprzyjaźnić się z własną wyobraźnią. Zachowam jasność widzenia, nie dam się uwieść ciemnej stronie własnych snów. Od dziś, to nie wielkie, przełomowe wydarzenia, ale błaha codzienność stanowić będzie treść mego życia.
Ten monolog powtarzałam kilka razy przed lustrem w przedpokoju.
To było tak jak powrót do zdrowia po chorobie. Odradziły się moje związki z ludźmi, powrócił rozproszony krąg przyjaciół. Zrozumiałam, czemu tak źle znosiłam trudny okres po odejściu taty. Nie umiałam go z nikim dzielić. W każdym kolejnym miesiącu, mimo, że wiele się działo, coś zawsze psuło atmosferę. Ile w tym domysłów i projekcji? Ani trochę. Konflikty zawsze wytrącały mnie z równowagi. Nigdy ich nie znosiłam i wysyłałam do wszystkich diabłów. Dobrze, o jednym opowiem króciutko, bo był zabawny. Miesiąc po pogrzebie ojca odnalazł mnie Paweł. Chciał do mnie wrócić. Alleluja. Nie zdawał sobie sprawy z własnej zuchwałości. Nie lubię odgrzewanych kotletów, ale spotkałam się z nim któregoś wieczoru, u mnie w domu. Odnalazłam się w tym jak dorosła, nie dziecko. Dużo się nauczyłam, bardzo dużo. Razem poszliśmy w zawody, kto więcej wypije. Nie czułam w tym nic niewłaściwego.To był nasz wspólny pomysł, wyglądał obiecująco. Paweł lepiej ukrywał, że jest pijany, zachowywał pozory trzeźwości, ale musiał zamknąć na moment oczy, bo pokój wokół niego wirował. Postanowił dojść do końca. Może za dziesięć lat będzie znów zniewalający, tym razem wrósł w to swoje niezgrabne ciało i ulotny urok. Dywan przyjemnie szemrał pod jego stopami, przed nim tylko pustka przyprawiająca o zawrót głowy, zrobił, trzy radosne, szybkie kroki. Upadł na kolana, próbował się pozbierać. Co najlepszego narobił? Wystraszył mnie nie na żarty, gdy zapytał:
- Co tu robisz i dlaczego jesteś w piżamie?
Nagle zgasło światło, w pokoju zapanowała ciemność. Szczęście mu nie sprzyjało, sądząc po dźwiękach dochodzących z głębi mieszkania. Prawdopodobnie nie mógł znaleźć szklanki lub butelki whisky. Pozwoliłam sobie na cichy śmiech. Na zewnątrz była już gęsta noc, lampy uliczne sterczały jak wielkie, białe lizaki w śniegu. Przez okno widziałam, że moje życie jest dobre. Kocham takie chwile – ciepłe, przytulne i spokojne - w miejscu, które jest dla mnie bezpieczną oazą. Lubię wsłuchiwać się w tykanie starego zegara, śledzić wzrokiem cień jego skrzynki ospale wędrujący się po ścianach obleczonych tapetą w wąskie paski. Ten zegar mnie lubi, czasem mruga do mnie porozumiewawczo okiem wytartego latami, srebrnego cyferblatu. Czy ma duszę? Zapewne. Zatrzymany prosi o ciepły dotyk, nie ulega obcych namowom, tylko cierpliwie czeka. Nakręcony na pożegnanie, odprowadza mnie spojrzeniem kochanka, życząc dobrej nocy. Moją zadumę przerwał Paweł, gwałtownie wstał i próbował włączyć światło. Skok w ciemność i po ułamku sekundy rozległo się mrożące krew w żyłach trzaśnięcie. Kolejna próba spełzła na niczym. Należało przypuszczać, że w końcu zrobi sobie krzywdę, sądząc po tępych odgłosach musiał wyrżnąć głową w gdański kredens.
- Co za dramat! - Utknę z tym mężczyzną na zawsze – pomyślałam strapiona.
- Naprawdę dawałem z siebie wszystko. Robię to, co kocham, jak Bóg świadkiem. To już bardzo wiele - bełkotał.
Część 22 / 3
- Być może – odpowiedziałam patrząc się w okno na rozmemłany księżyc. Jego słowa wydały mi się mechaniczne. Próbował mówić jak mężczyzna, ale głos mu się trząsł.
- Złe aktorstwo, Pawle.
- Słabo grał, prawda?
Tylko jemu wydawało się, że jest dobrym aktorem. Moje serce nagle skurczyło się. Było jak skórzana kabura.
– Boże, miej mnie w opiece- szepnęłam strwożona.
Mogę zajmować się do woli, tylko tym, co mnie ciekawi i cieszy. Paweł był dawno zamkniętą książką, odłożoną nie w porę na półkę. Może powinnam ją spalić wzorem Sybilli? Oświetlając sobie drogę telefonem komórkowym, opuścił scenę.
- Więcej nie wróci, chyba będzie na tyle uprzejmy.
Część 33 / 3
Usłyszałam krótki łomot na klatce schodowej, prawdopodobnie spadł. Oczami wyobraźni zobaczyłam kręte schody, gdy gasło światło zmieniały się w czarne otchłanie. Zaczekałam, aż drzwi się zamkną.
– Idę spać – szepnęłam i zniknęłam w sypialni.
Spojrzałam w jej mrok z nadzieją. Po chwili siedziałam na brzegu łóżka, ogrzewając dłońmi filiżankę czarnej herbaty. Mogłam nareszcie odpocząć po nocy pełnej niespodzianek.
- Pawle, ktoś zbawi twoją duszę, musi to zrobić. Wiesz, co się stanie na Sądzie Ostatecznym z takim bezbożnikiem jak ty?
Nie czekałam na odpowiedź. Niczego też nie żałowałam. Jako kobieta przyznaję mu sześć punktów na dziesięć możliwych. Wolałam być tą dobrą, zresztą to kwestia perspektywy. Zwykle wybieram najprostsze rozwiązania. Postanowiłam już nigdy nie pisać o Pawle, z nadzieją, że kiedyś się opamięta.
Czułam, że jestem na dobrej drodze, a moim przedsięwzięciom patronują głębokie siły przeznaczenia. Miałam przekonanie, że przez cały czas ktoś mnie obserwuje i ocenia. Nie, nie korzystam z usług wróża, podejrzewałam, że to może być sprawka ducha mojej ciotki malarki i jej białego kota. Jej portret, a ściśle cudne zdjęcie wisi na ścianie pokrytej tapetą w paski w mojej sypialni. Jak się tam znalazło? Tę ciekawą historię mojej rodziny, nierozerwalnie związaną z Gdańskiem pamiętam jak przez mgłę, opowiem ją innym razem. Mgła jest zjawiskiem, bez którego nie byłoby baśni i poetów.
Rankiem obudziłam się o zwykłej porze, zziębnięta do kości. Groziło mi, że zamarznę. Pani Zima lubi się poznęcać – pomyślałam. Przeraźliwie głodna i spragniona usiadłam w kucki na łóżku i zjadłam całe pudełko czekolado podobnych batoników. Popijałam lodowatą wodą mineralną z kubeczka. Kiedy skończyłam, uświadomiłam sobie, że nie ma ogrzewania, bo nadal nie ma prądu a batoniki smakowały jak piłki do tenisa, które tydzień przeleżały w krzakach. Pochłonęłam ich stanowczo za dużo, więc groziło mi, że wykończę się na nadczynność jelit. Na dodatek wczoraj zużyłam baterię w laptopie i nie zaprzątałam sobie głowy ładowaniem, bo nie…