Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

pisarstwo · 16 min czytania

Cierpienia początkujacej pisarki - Epilog

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Grozi ci samotność, odrzucenie," wypadnięcie z toru", oraz brak zewnętrznego powodzenia. Zbyt daleko poszłaś w niewłaściwym kierunku, i już nie jesteś w stanie brnąć tam dalej. Dlatego musisz zawrócić. Ale nie jest to twój wybór i nie ma w tym nic przyjemnego, po prostu okoliczności nie pozwalają ci iść dalej. Zapowiada się okres smutku i depresji. Ze swoimi problemami pozostaniesz sama, sama musisz je rozwiązać, choć nie będzie to łatwe. Karta Pustelnik w tym negatywnym położeniu oznacza wewnętrzne oczyszczenie, ale cały ten proces zajmie sporo czasu i nie będzie przyjemny. To, czym się zajmujesz, wymaga wytrwałej, uporczywej pracy i powtarzanych wciąż ćwiczeń. Ale innej drogi nie ma! Inaczej pozostaniesz kimś chaotycznym, niezdecydowanym i nierozumianym przez innych. Jeśli zaniedbasz tych uporczywych ćwiczeń, nie będziesz mieć sposobów, żeby wykazać innym własną wartość, żeby zaistnieć jako ktoś "sensowny".

- Przykro mi kochanie, to pokazują karty Tarota. Sama chciałaś - mówiąc to wróżka Konstancja spojrzała na mnie ze współczuciem spod burzy ogniście rudych loków.

Wstała, ziewnęła i wyciągnęła pulchną rączkę po kasę.

- Bla, bla, bla, … co mnie do cholery podkusiło?

Przynajmniej od miesiąca Ewa namawiała mnie na to pójście do wróżki, no i mam za swoje. Znowu poczułam, że zawisa nade mną ciemność. Widząc moją kwaśną minę, oczy mojej przyjaciółki wypełniły się litością.

- Rzeczy nie są dobre czy złe same w sobie. Są takie jak nam się wydają – wyrecytowałam jednym tchem.

- Potrafisz w nieskończoność mówić o niczym - skarciła mnie.

Wycofałam się, otworzyłam usta, ale nic nie odpowiedziałam Po powrocie Maroka, coś się we mnie zmieniło, sama sprzątałam dom, wynosiłam śmieci, myłam sedes i okna. Spałam też sama. Już chciałam kupić sobie dmuchaną lalkę, żeby mieć, komu mówić dobranoc. Prowadziłam iście klasztorne życie. Dni były coraz krótsze, lato i jesień minęły jak jeden dzień. Codziennie czekałam, aż zrobi się ciemno i zasiadałam przed laptopem. Kiedy ciało oddzielało się od przyziemnych potrzeb, upodabniałam się do ducha, odrywałam się od ziemi, a moja wyobraźnia zaczynała szemrać w krwioobiegu jak pszczoły w ulu. Towarzyszył temu zawsze ten sam dziwny entuzjazm.

- Wystarczy spróbować pisać. Mogę popełniać błędy, a cały świat i tak czeka, aż wreszcie mi się uda – pocieszałam się jak umiałam.

Kończyła się moja kolejna sobota, do północy została niecała minuta. Spojrzałam z ukosa na wiszący na ścianie, portret ciotki Marii. Jej nadęta mina dobitnie świadczyła o tym, co o mnie myśli, nawet jej opasły kot pokazał mi ogon.

- Nie poddam się - westchnęłam.

Nie wiem ile czasu, bębniłam w klawisze. Mizeria! Kilka nieśmiałych linijek, wszystko, bez składu i ładu. Wersy dyszały, czytałam je z melancholią i zawstydzeniem. Ale nuda! Cóż, moja wena bawiła nadal za oceanem i nie miała najmniejszego zamiaru wrócić, nawet przez moment nie dawała się złapać za poły surduta.

Za oknem dniało, rozsunęłam zasłony. W nocy spadł gęsty śnieg. Pługi oczyszczały ulice, tworząc ogromne zaspy. Ta nieskazitelna biel podziałała na mnie kojąco. Patrzyłam, jak ulicą idzie mała dziewczynka w czerwonym kombinezonie. Opierała się matce. W końcu wyrwała rękę i zaczęła kręcić się w kółko, próbowała przebrnąć zaspę i wyjść na ulicę. W połowie drogi zjechała na dół. Raz po raz próbowała ponownie, wbijając stopy w śnieg. Jej matka nie reagowała. Wstrzymałam oddech i wypuszczałam powietrze, kiedy dziecko się przewracało. Wyglądała jak mucha, która wpadła do kieliszka z winem i nie potrafi wydostać się po szkle. Wreszcie dziewczynka ze zmęczenia osunęła się na chodnik i oparła głowę o zaspę. Z pewnością płakała. Miałam ochotę też się rozpłakać. Po chwili kobieta z dzieckiem zniknęły. Długo o nich myślałam. O tym, co sobie wyobrażała matka patrząc na kolejne upadki dziecka i jego łzy. Pomyślałam, że mądre matki zawsze skazują swoje dzieci na samotną walkę, po to żeby nauczyły się żyć. Może tajemniczym powodem była bezgraniczna miłość? Poczułam dawno zapomniany słonawy smak gorącego mleka, które mi moja mama z uporem serwowała na śniadanie. Nie cierpiałam go. Nagle, w mojej głowie zapaliło się światło.

- Ta mucha w kieliszku, to cała ja.

Serce zaczęło mi walić jak młotem. Mój wzrok spoczął na wiszącej, między zdjęciami karteczce z cytatem Kafki „Chorobą jest całe życie”. Takich haseł na mojej ścianie widniało więcej. Bardzo pouczające było ich oglądanie.

Przepływałam przez kolejne dni. Czas się wykoleił. Życie za oknem było pełne bogactw, a moja samotność nabierała namacalnych kształtów, stała się długim korytarzem na piętrze, z rzędami drzwi zamkniętych na klucz. Bywa okrutna, z czasem może stać się dobrowolnym piekłem. Brakowało mi ciepła, poziom mojej radości obniżał się z każdym dniem. Nie mogłam się skupić, mało czytałam, rozrywki dostarczały mi płyty winylowe, byłam jak zakładka w nudnej książce. Jedynym źródłem informacji były kanały pogodowe. Bez ładunku wiedzy i aktywności fizycznej umysł gonił w piętkę, siejąc wspomnienia gdzie popadnie, więc aby jak najmniej czasu spędzać w domu, wychodziłam. Pochłaniały mnie basen, siłownia, kółko brydżowe i kino. Ostatnio obejrzałam „Lego Batmana” i „Ciemną stronę Greya”.

Z kina wracałam do domu taksówką, kontemplując ten ostatni.

- Co za kicz! O tym filmie nie będzie się długo mówiło i dobrze, żeby się nie mówiło.

W każdym razie miłego zdziwienia we mnie nie było.

Odbite we wstecznym lusterku oczy kierowcy na dźwięk mego głosu widok radośnie się rozświetliły. Miałam ochotę zanurzyć w nich twarz jak w miękkiej poduszce.

- Paweł?

Szczęśliwie, to nie był on. Z nim płakałabym przez resztę życia. Ostatnio przysyłał mi listy. Zawierały niewiele, ograniczały się do żartów na pornograficznych pocztówkach. Na samo wspomnienie ramiona podeszły mi do uszu. Zadźwięczały w uszach słowa ojca „Życie bez mężczyzny jest nijakie".

I jakby nie spojrzeć takie właśnie było. To, co czułam niewarte jest opisania. Jak spałam sama, było mi strasznie smutno.

- Chyba kupię sobie dmuchaną lalkę w sex - shopie, żeby mieć się, koło kogo budzić rano. Już dawno o tym myślałam.

- Umów się z modelem, to jedno i to samo – poradziła mi Ewa.

- Nienawidzę tej gładkiej buzi. Nadęty narcyz z idealnym kaloryferem. Mój typ to brodaty mężczyzna z charakterem, może mieć i czarny, nie znoszę nudy, ale gdzie takiego znaleźć. Ostatni spotkany w samolocie do Maroka okazał się księdzem. Szach i mat – mówiąc to, ledwo powstrzymywałam śmiech.

- Stara śpiewka. To już koniec z tobą, zostaniesz starą, samotną, zgorzkniałą pisarką – zadrwiła Ewa.

- To prawda, nigdy nie zadawałam się z przeciętnymi śmiertelnikami, mimo, że mam inklinacje do brzydszej połowy ludzkości. Wszyscy moi dotychczasowi faceci byli jak z jednej sztancy. Mój wymarzony mężczyzna nie musiał być wcale Szekspirem, ale powinien imponować mi intelektem, fantazją, wiedzieć, kiedy rzucić mnie na materac, zanurzyć w pościeli i jak pocieszać. Jestem może zarozumiała, ale nie lubiłam być zabawką, nie chodziło mi oto, żeby facet całował moje piersi, pieścił uda czy zgrabny tyłek. Dobrze jak otworzy ramiona, zrozumie, czemu płaczę lub urwie kawałek papierowego ręcznika, aby owinąć mój krwawiący palec. Zawsze wiedziałam, o czym mówię i czego oczekuję. Wierzyłam, że się na starość nie zmienię. Stereotypy i lęk przed staropanieństwem to nie moja bajka. Nie mogłam zawieść nieżyjącego ojca, unikał ryzyka kontaktów ze słodkimi idiotkami. Szkoda, że umarł tak młodo.

W każdy czwartek, o szóstej wieczorem czekałam na maile od Andrzeja. Znalazł mnie zimową nocą, na pisarskim portalu. Dziwne spotkania mnie lubią. Jego maile były rzadkie i pospieszne, przejrzyste, pełne przeznaczonego dla mnie ciepła, skłaniające ku refleksji. Gdy było mi źle, gdy na talerzu znajdowałam…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%