psychologia · 22 min czytania
CIERPLIWOŚĆ
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
CIERPLIWOŚĆ Motto:“ A groan of tedium escapes me, starling the fearful. Is this a test? It has to be. Otherwise I can’t go on. Draining patience, drain vitality, this paranoid paralyzed, vampire act’s a little old. But I’m still right here giving blood and keeping faith. And I’m still right here. But I’m still right here giving blood and keeping faith. And I’m still right here. I’m gonna wait it out If there were no rewards to reap, no loving embrace to see me through this tedius path I’ve chosen here, I certainly would’ve walked away by now. I’m gonna wait it out I still may. And I still may. Be patience. I must keep reminding myself on this... I’m gonna wait it out. Gonna wait it out.” TOOL „The patient” ********* Było piękne przedpołudnie. Rześkie powietrze drapało w nozdrzach. Gdzie niegdzie na drogach Warszawy widać było jeszcze kałuże- pozostałości porannej burzy. Ulice były puste, żadnego samochodu, żadnego przechodnia. Tylko Chodnikiem przy jednej z ulic na Mokotowie szedł chłopak w granatowej bluzie z kapturem i szarych spodniach. Nie spieszył się nigdzie, spoglądał prosto przed siebie. Po chwili zatrzymał się, z kieszeni spodni wyjął papierosa. Już miał go zapalić, gdy coś przykuło jego uwagę. Na trawniku przy drodze ktoś leżał zwinięty w kłębek. Początkowo chłopak myślał, że to jakiś pijak, ale podszedł bliżej. „Ktoś” okazał się dziewczyną o niezwykle bujnych czarnych włosach posklejanych krwią, z rozerwaną nogawką spodni, podrapaną nogą. Dziewczyną, która była prawie całkowicie przemoczona. Chłopak zapomniał już dawno o papierosie, którego zapewne gdzieś upuścił. Przyglądał się dziewczynie z mieszaniną strachu, zaciekawienia, przerażenia i konsternacji. Tak, że jego duże niebieskie oczy zrobiły się jeszcze większe. Ukucnął przy niej i odgarnął jej włosy z twarzy. Drgnęła, syknęła z bólu, a następnie otworzyła oczy. Przez chwilę patrzyła na niego, potem zaczęła bredzić wymachując rękami: -Proszę... nie... ja już nic nie mam... Proszę nie rób tego... -Spokojnie nic ci nie zrobię- wyszeptał chłopak najdelikatniej jak potrafił. Dziewczyna dotknęła swojego krwawiącego czoła obejrzała poplamioną czerwienią krwią i zamknęła oczy. Niebieskooki chłopak po chwili zastanowienia wziął ją na ręce i skierował się w stronę bloków przy ulicy Jagiellońskiej.
Pierwsze, co pamiętam to potworny ból głowy. Potem strach, gdy otworzyłam oczy... „ Gdzie ja jestem?”- pytałam sama siebie. Leżałam na jakimś starym niezbyt wygodnym łóżku w małym brzydkim pokoiku. Umeblowanie było tu raczej skąpe: szafa, krzesło, mały stolik, stojący na podłodze telewizor. Z wyblakłych ścian odpadała farba. Ani śladu luksusu, do którego tak przywykłam. Zrzuciłam z siebie koc, którym byłam przykryta i spróbowałam się podnieść. Nie udało mi się nawet usiąść. Zrobiło mi się słabo, jakbym dostała czymś po głowie. Dotknęłam czoła. Rzeczywiście dostałam czymś po głowie. Ktoś też opatrzył moją ranę. Tylko kto? Co w ogóle się ze mną stało? Kiedy zobaczyłam go jak się we mnie wpatruje tymi niebieskimi oczami pomyślałam, że on też zadaje sobie to pytanie. -Mam nadzieję, że już lepiej się czujesz.- powiedział- Nie wiem czy pamiętasz, ale znalazłem cię na trawniku przy drodze... „Trawnik... tak! Pamiętam, miękka trawa. I jakiś zapach, właściwie odór... piwa, alkoholu. I ich dotyk. Uścisk silnych rąk.” -Mam na imię Adam, a ty?- spytał chłopak. Przez chwilę wpatrywał się we mnie, aż na jego twarzy pojawiło się zniecierpliwienie. Powróciłam do rzeczywistości: -Monika. Przepraszam, zamyśliłam się. Dziękuję za pomoc- odpowiedziałam. Nagle coś niepokojącego przyszło mi do głowy: -Dzwoniłeś może na policje albo na pogotowie?- spytałam nieśmiale. -Nie, wiesz wyłączyli mi telefon. Coś cię boli, zawiadomić kogoś? Jak chcesz to skoczę do sąsiadów. Odetchnęłam z ulgą. -Nie zawiadamiaj nikogo ok.? Nie dzwoń nigdzie. Znów wlepił we mnie swój wzrok. Patrzył raczej z zaciekawieniem niż ze zdziwieniem. Myślałam, że spyta, „dlaczego?”, ale on podszedł do telewizora,włączył go, podał mi zrzucony koc, po czym usiadł obok mnie na kanapie. Na Polsacie nadawali właśnie jakiś serial komediowy. Roześmiałam się patrząc w ekran. -Mieszkasz sam?- spytałam Adama podczas reklamy. -Tak.- głos jakby mu drgnął- A co przeszkadza ci to? -Nie, tak pytam z ciekawości. -A ty? -Co ja? -Gdzie mieszkasz? -Właściwie to... uciekłam z domu. -To możesz pomieszkać trochę ze mną- zaproponował. Nie pytał, po co, dlaczego uciekłam. Kiwnęłam głową i uśmiechnęłam się na znak aprobaty. Nagle ktoś zapukał do drzwi. Adam poderwał się szybko. Myślałam, że zaprosi gościa do mieszkania, on jednak rozmawiał z nim przez drzwi. Doszły do mnie strzępki zdań i ogarnął mnie strach. -Adam, chodź z nami dzisiaj...No, co ty? Musisz iść, bo Gruby cię zabije! -Nie, nie dzisiaj. - A kiedy? Dzisiaj najwięcej autek można obrobić, dzień zakupów. Ludziska noszą przy sobie cash...No i niezły towarek można poderwać... -Zastanowię się, a teraz spadaj. Niewiele z tego rozumiałam, ale... Po plecach przebiegł mi dreszcz. To dziwne, ale dopiero wtedy spostrzegłam, że mam na sobie tylko bieliznę i jakąś za dużą koszulę. Poczułam się naprawdę nieswojo i w jednej chwili to wszystko wróciło. Poprzednia noc. To przerażenie, strach, ból, krew... „Muszę uciekać!”- przemknęło mi przez głowę. Wydawało mi się, że Adam był wśród nich tamtej nocy, spróbowałam się podnieść. Znowu się nie udało. -Spokojnie, leż- stanął nade mną. Zdawało mi się, że zaraz zrobi coś złego- Może chcesz coś zjeść, czegoś się napić? Co? Przynieść ci coś z kuchni? Pokręciłam tylko głową. -Ja w każdym razie pójdę coś przekąsić. Gdy tylko zniknął mi z oczu otuliłam się kocem, zamknęłam oczy i zasnęła.
Była piękna, gdy tak przyglądał się jej. Patrzył na jej twarz otuloną długimi włosami. Patrzył jak śpi. Czy nie zastanawiał się, dlaczego uciekła? Zastanawiał się, jasne, że tak. Ale bał się o to spytać. Wiedział, że dla Moniki to też nie będzie przyjemne. Zresztą, czy to miało tak wielkie znaczenie? Teraz była tutaj, w jego mieszkaniu. Teraz nie był sam. Usiadł na wolnym skrawku łóżka i patrzył na Monikę. Przez głowę przemykało mu się tysiące myśli. Patrzył na nią, aż zrobiło się ciemno. Patrzył, aż oczy same mu się zamknęły.
Śniło mu się, że idzie gdzieś z Moniką. Trzymają się za ręce. Jest noc. Nagle zza rogu wychylają się jacyś kolesie z kijami. Chwileczkę... on ich zna... „ Nie proszę! Ją zostawcie!” Biją ich, kopią. Monika jest cała we krwi... Obudził się zlany potem. Rozejrzał się wokół się wokół siebie. Nie było Moniki! Przestraszył się, ale po chwili zobaczył, że dziewczyna leży na podłodze. „Dziwne”- pomyślał. Przykląkł przy niej. Mimo ciemności zauważył siniaki na twarzy i dużego strupa na czole. Ten sen... Nagle Monika otworzyła oczy. -Co robisz, zostaw mnie!- krzyknęła, aż zadrżał. -Spokojnie... yyy zastanawiam się, dlaczego śpisz na podłodze. Dziewczyna ostrożnie usiadła. Tym razem jej się udało. -Ty jesteś jak oni!- szlochała- Chcesz to zrobić? Proszę bardzo. No dalej! -Ale, jacy oni? Monika, nie wiem, o co ci chodzi. -Słyszałam tę rozmowę. Już wiem, czym się zajmujesz- łzy spływały jej ciurkiem po policzkach- Śnili mi się rozumiesz. To wszystko wróciło. Oni... najpierw dostałam po głowie, zabrali mi wszystkie pieniądze, dokumenty. A potem... chcieli... jeden wyjął nóż, kazał mi się rozebrać... uciekłam, ale rozciął mi nogawkę spodni. -Monika...- nie wiedział, co powiedzieć, zrobić, delikatnie otarł łzy z jej policzka, ona jednak odwróciła szybko głowę.- Ja nie miałem pojęcia. Nie myśl, że mógłbym coś takiego zrobić. -Adam... ja jestem tu sama, całkiem sama w tym okropnym mieście. Pomóż mi.- wyszeptała cichutko. Była taka bezsilna. Otoczył ją ramieniem i tulił aż usnęła.
Część 22 / 2
„I’m gonna wait it out”- powtarzałam sobie słowa piosenki „The patient” zespołu Tool, zespołu, na którego koncert przyjechałam do Warszawy. „Przetrzymam to”- powiedziałam sobie nim otworzyłam oczy- „Jest ktoś, na kogo mogę liczyć.” Adama jednak nie było w mieszkaniu.Na stoliku przy łóżku leżała karteczka: „Wyszedłem. Będę około piątej. Czuj się jak u siebie. Adam.”- napisał koślawo i niezbyt wyraźnie. Spojrzałam na zegarek. Była pierwsza. No tak, nieźle pospałam. „Ciekawe gdzie on poszedł? I kim naprawdę jest?” Wstałam już bez problemu. Z ulgą stwierdziłam, że głowa już mnie tak bardzo nie boli. Byłam bardzo głodna. Rozejrzałam się po mieszkaniu Adama. Było bardzo małe: jeden pokój, prowizoryczna łazienka i kuchnia... Dopadłam się do lodówki, była tam, co prawda tylko jakaś kiełbasa, ale mi było wszystko jedno. Gdy już się najadłam, poszłam pod prysznic. Wydawało mi się, że woda oczyszcza nie tylko moje ciało, ale też duszę.
Poruszał się na oślep, serce biło mu z zawrotną szybkością, głowę rozsadzał potworny ból. Doszedł w końcu do swojej klatki. Złapał się poręczy i zaczął wchodzić po schodach. Z trudnością robił każdy kolejny krok. Jedyne, o czym myślał to to, że musi jak najszybciej dostać się do mieszkania. Po dłuższej chwili dotarł na pierwsze piętro, połowa drogi była za nim. Puścił się jednak poręczy i upadł. -Wstawaj Adam-usłyszał znajomy głos. To była jego sąsiadka z dołu, pani Jaskólska. -Wstawaj pomogę ci wejść na górę- proponowała przerażona staruszka. Nigdy jeszcze nie widziała go w takim stanie. Całą twarz miał posiniaczoną, z ust i nosa ciekła mu krew. Śmierdział alkoholem i papierosami. -W porządku, poradzę sobie- zrozumiała z jego bełkotu. Podtrzymując się poręczy doszedł piętro wyżej. Gdy starsza pani usłyszała, jak Adam otwiera drzwi wróciła do swojego mieszkania. Zdziwił ją dźwięk damskiego głosu dobiegający z góry. Po dłuższej uznała, że pewnie na starość ma omamy słuchowe. Przypomniała jej się jednak matka Adama. Wróciła do swoich zajęć zastanawiając się, co by było gdyby pani Dzięciołowska żyła.
Krzyknęłam z przerażeniem, gdy go zobaczyłam. -Ciszej - zasyczał- pomóż mi dojść do łazienki. Wzięłam go pod rękę i pomogłam zrobić te kilka kroków. „Czy tym on się zajmuje? Czy tak żyje?”- zastanawiałam się. Adam oparł się o umywalkę i zaczął w lustrze oglądać swoją twarz. Wzięłam do ręki ręcznik i spróbowałam zmyć mu krew z nosa. -Ostrożnie, kobieto- krzyknął niemile. -Kto cię tak załatwił? - spytałam. -Nie twoja sprawa! Czy ja cię pytałem, po co uciekłaś z domu? Po co nocą włóczyłaś się po Warszawie? Nic dziwnego, że ktoś się tobą zainteresował. Tego było za wiele. Pomyślałam, że jeszcze chwila, a powie, że sama jestem sobie winna,że ktoś chciał mnie zgwałcić. Wybiegłam z mieszkania Adama nie zastanawiając się, co zrobię dalej. Na schodach jednak usłyszałam pokrzykiwania: -Myślicie, że doczołgał się do mieszkania? Może leży gdzieś w krzakach. -Zabiję, zabiję tą pizdę, szmatę jedną, pierdolonego Dzięciołowskiego. Niewiele myśląc zawróciłam. Nie do końca wiedziałam, kto wykrzykuje te obelgi, ale jasne było, że nie ma przyjaznych zamiarów.
Adam zdawał się nie…