historia · 11 min czytania
Cios W Plecy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dochodziło południe. W lesie skrzeczały wrony, a na pobliskiej łące skrzypiały świerszcze. Przez puszczę przedzierało się kilkudziesięciu żołnierzy. Szli rozproszeni, grupkami oddalonym od siebie o dwieście metrów. Jedna z tych grupek zatrzymała się przy strumieniu. Dowódca, kapitan, kazał poszukać miejsca, przez które można przejść bez problemów. Żołnierze rozeszli się i po chwili, któryś powiedział, że widział kładkę. Kapitan kiwnął głową i oddział poszedł w tamtą stronę. W gęstwinie nie było widać innych grup. Jeden z żołnierzy parsknął, widząc martwego zająca, leżącego pod drzewem. Kapitan jednak odepchnął go i podbiegł do nieszczęśliwego zwierzęcia. Pochylił się nad nim i mruknął: To robota Niemców! Bez wątpienia! Zabili tego zwierzaka bez powodu. Nie wiem, jak zdołali dotrzeć na drugi koniec Polski, ale do swojego kraju już nie wrócą! Kapitanie Wróblu! - zagaił jeden z żołnierzy. - Myśli pan, że są w pobliżu? Z pewnością rozbili gdzieś obóz. - odparł Wróbel. - Trzeba zawiadomić resztę oddziału! Muszą się przygotować! Nagle z głębi lasu dobiegł odgłos strzałów. Wróbel aż podskoczył. Podniósł karabin. Szwaby idą! Szwaby! - krzyknął jakiś szeregowy. - Na szkopów! Za Polskę! I żołnierze z karabinami pobiegli w stronę, z której dobiegał huk. Wywalali się o korzenie, jednak wstawali i biegli dalej. Kapitan Wróbel pędził na przedzie, sapiąc niczym żubr. Przez zarośla dotarli na rozległą polanę. Trawa była czerwona z krwi, leżały na niej ciała Polaków. Dwa, trzy, cztery, pięć, sześć! Szkopy musiały ich zaskoczyć. Teraz z pewnością skryły się w lesie i czekają na okazję do ataku. Wróbel westchnął. Chyba że to zasadzka. Bądźcie uważni! - krzyknął kapitan. - Miejcie dłonie na spustach. Nie wiemy, ilu ich jest! W tej samej chwili z zarośli wyskoczyli żołnierze. Oddział już wycelował w nich karabiny, jednak dowódca uniósł do góry rękę. Nie strzelać! - krzyknął. - To my! Porucznik Nurweg! To nasi – powiedział Wróbel. - Ciekawe tylko, gdzie poszli Niemcy. Żołnierze z porucznikiem Nurwegiem doszli do kompanów kapitana. Porucznik nerwowo podrapał się po wielkim, wspaniałym wąsie. Niemców nigdzie nie było. Widocznie wystraszyli się i uciekli do obozu. Gdzie reszta? - spytał Nurwega Wróbel. - Co z chłopakami Kacpra? Nie wiem! - pokiwał głową porucznik. - Poszli w gęstwinę, na północ i tyle ich widziałem. A tych tu, od "Matejki" dorwali! Trzeba coś zrobić z ciałami. Szkoda chłopców! - powiedział kapitan. - Młodzi, dobrze się zapowiadali. Ale nie widzę "Matejki"! Gdzie on się podział?! Nie ma go wśród trupów – przytaknął Nurweg. - Widocznie porwali go Niemcy. Do licha, nie wiemy nawet, w którą stronę iść! Myślę, że poszli na wschód! - wtrącił jeden z szeregowych, Kamil Górtek "Topograf". - Widzi pan, kapitanie? Tam, na wschodnim krańcu polany są gęste zarośla, a dalej stara leśniczówka! Znam tą okolicę lepiej niż wszyscy tu obecni! Myślisz, że poszli do starej leśniczówki? - spytał Nurweg. A owszem! To dobra kryjówka, trzy kilometry od wsi, może jeden kilometr stąd. Jesteśmy blisko ich bazy, inaczej by nas nie atakowali! Skąd taka pewność? - zdziwił się kapitan. - Przecież to banalne. Zobaczyli kilku żołnierzy w lesie, otoczyli ich, zagonili na polanę i pozabijali. Później wzięli broń i drobiazgi. Patrzcie, nie ma broni przy ciałach! Racja – odezwał się inny szeregowy, Łukasz Liss "Chytrus". - Nie ma! To mógł być przypadek, że ich zaatakowali. Ale ja wciąż twierdzę, że są w leśniczówce! - powiedział Górtek. - Ale co z ludźmi Kacpra? Skoro poszli na północ, doszli do ruin zamku! A tam jest niebezpiecznie! To doskonałe miejsce na zasadzkę i kryjówkę, jednak leśniczówka jest pewniejsza. Nikt mądry nie rozbiłby obozu przy ruinach! Więc przeprowadźmy głosowanie! - zaproponował Nurweg. Kto jest za leśniczówką, podniesie rękę, kto za zamkiem, chwyci się za brzuch, kto za szukaniem obok polany, noga do góry! Nie wygłupiaj się, Zenon! - wściekł się kapitan. - Co to za idiotyczne metody? Żołnierskie! - zachichotał porucznik. - Więc? Pomimo protestu Wróbla, głosowanie przeprowadzono. Trzech żołnierzy było za obejściem polany, dwunastu za zamkiem i dwunastu za leśniczówką. Jednak Nurweg podniósł rękę do góry. Zwyciężyła leśniczówka. Żołnierze ruszyli więc w tamtą stronę, jednak wpierw zakopali ciała kolegów, oznaczając je, aby mogli tam wrócić i zakopać w porządnej mogile. Chwilę przedzierali się przez zarośla, aż jeden z nich krzyknął. Podbiegł do niego Wróbel, a za nim Górtek. Cholera, to opaska "Matejki"! - mruknął kapitan. - Zawsze nosił ją pod na prawym rękawie. Ta flaga jest charakterystyczna. Musieli go tędy wlec – dodał "Topograf". - Jesteśmy jednak na tropie. Przygotujcie się, leśniczówka jest blisko. Rozdzielić się! - rozkazał Wróbel. - Otoczymy to miejsce. Jak wygląda ta twoja leśniczówka? Mała, drewniana, otoczona polanką. Jest tam głęboka studnia, dna nie widać. Dobrze! Otaczamy polanę, strzelamy do Niemców bez rozkazu! Tak więc żołnierze dotarli do leśniczówki. Niepostrzeżenie otoczyli polankę, na której stało kilkanaście namiotów, otoczonych tzwn "zeribą" – ogrodzeniem z gałęzi. Na środku siedział dowódca szwabów, a obok niego związany "Matejko". Otaczali go Niemcy z łobuzerskimi…