Zbrodnia · 9 min czytania
Cisza i wina
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Tego sierpniowego dnia w 1985 roku słońce grzało wyjątkowo mocno. Powietrze przesycone wilgocią mieszającą się z zapachem trawy i kwiatów stanowiło mdły zapach. Do tego dochodził tylko dźwięk latających pszczół. Na tym koncentrował się mały chłopiec leżący pod jabłonką i trzymający w ręku szesnastokartkowy zeszyt w kratkę i tani długopis. Czuł się bezpiecznie leżąc pod jabłonią czasami wpisując do zeszytu kolejne zdania do swojego nowego opowiadania. Po dłuższej chwili jednak odczuł głód. Matka pracowała w ogrodzie z drugiej strony domu, ojciec w delegacji, a sam malec postanowił wziąć sprawy w swoje ręce. Spojrzał w kierunku sadu, który znajdował się po drugiej stronie parkanu. Z początku było to spojrzenie niepewne, przepełnione lękiem, które szybko zmieniło się w chytry plan. Przełknął siłę i powstał rozglądając się wokoło siebie. Nic nie wskazywało, aby niebezpieczeństwo było w zasięgu ręki, dlatego powoli zbliżył się do wysokiego płotu. Znał miejsce, w którym mógł przecisnąć się na drugą stronę. Ale doskonale wiedział, że tam mieszka ten człowiek, o którym dorośli mówili złe rzeczy. Przecież podobno zabijał małe dzieci i zakopywał w ogródku. Ludzie omijali go z daleka. Malec nigdy go nie widział, ale w dziecięcej wyobraźni wykreował obraz starego mężczyzny o upiornej twarzy. Po paru sekundach przekroczył niewidzialny mur i skierował się w stronę rozłożystej, starej jabłoni, pod którą leżało mnóstwo jabłek. Wstrzymując oddech robił kolejne kroki. Podniósł pierwsze jabłko i zatopił w nim swoje mleczne zęby. Sok trysnął na brodę i dziecięcą koszulkę. Malec przełykał kolejne kęsy zapominając o rzeczywistości i czujności. Nie wiedział iż od jakiegoś czasu jest obserwowany. Odkrył to nagle, przypadkowo, kiedy zobaczył zarys cienia rzucającego się za jego cieniem. Znieruchomiał. Cień powoli zmieniał położenie i objętość nakładając się w większości na jego odbicie. Malec zrozumiał że nie ucieknie. Przełknął ślinę powoli odwracając wzrok. Spojrzał na tajemniczą postać i pojął że to jest ten człowiek o którym mówi cała wioska. Nie płakał. W swojej chłopięcej duszy odczuł przypływ męskości. Mężczyzna podszedł bliżej, a chłopiec mrużąc oczy przyglądał mu się badawczo. W jego twarzy zobaczył spokój i pojął coś ważnego. Jego twarz różniła się od twarzy ojca innych mężczyzn, których znał w wiosce, nie było w niej zaciętości ani gniewu. Był spokój. Mężczyzna przykucnął i zapytał delikatnie, prawie szeptem.... Jak masz na imię? Jasiu...mam na imię Jasiu i mam 8 lat - chłopiec spuścił wzrok pod naporem spojrzenia sąsiada. Ja mam na imię Roman i chyba jesteśmy sąsiadami, prawda?
Malec nie odpowiedział. Powoli powracał strach. To był stan jakiego doświadczał często, szczególnie gdy ojciec wracał pijany i bił matkę i jego. Tak zupełnie bez powodu. Tata był zły, a ten pan był taki dobry. Mężczyzna zapytał czy chce, aby mu coś pokazał, coś, o czym nikt nie wie, ale musi to być tajemnicą zabraną do grobu. Malec popatrzył zdumiony, że ktoś chce powierzyć mu swoje tajemnice tak po prostu. Uroczyście, z przejęciem kiwnął głową i skierował się za sąsiadem w kierunku jego domu. Skradał się tam prawie przez tydzień, kiedy tylko była okazja. To, co robili nigdy nie miało prawa wyjść poza mury tego domu oplecionego bluszczem. Szóstego dnia Nowakowa, która była największą plotkarą zobaczyła że mały Jaś przechodzi przez dziurę w parkanie i mknie wprost do domu tego mordercy dzieci. Znieruchomiała. Przestraszona tym, co zobaczyła szybko skierowała kroki do domu Wiesławskich. Zastała tylko matkę. Opowiedziała jej o całym zdarzeniu. Nie było czasu do stracenia. Matka, czym prędzej pobiegła na komisariat i powiadomiła męża. Następne tygodnie były dla małego chłopca prawdziwym koszmarem. Rodzice zaczęli go inaczej traktować, bacznie mu się przyglądając, był zabierany do Sądu gdzie jakaś kobieta wypytywała go o to co robił u tego pana, czy ten pan zrobił mu krzywdę. Stasiu milczał. Przecież dał obietnicę. Nie złamało go nawet straszenie oddaniem do domu dziecka. Najgorsze nastąpiło, gdy zobaczył jak policja wyprowadza sąsiada w kajdankach, a w ogrodzie psy wąchają ziemię. Długo później dowiedział się, że psy szukały zakopanych ciał małych dzieci. Chciał krzyczeć że ten pan nie jest winny, ale krzyczał w środku. Przecież dał obietnicę.…