Psychologia · 3 min czytania
cisza po burzy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Od przystanku dzielą cię światła, gdy nadjeżdża z łoskotem tramwaj. Przechodzisz na zielonym i zastanawiasz się, gdzie jechać. Wymiana towaru: wsiadka, wysiadka. Mógłbyś do nikąd, wiesz, że to żadna różnica. Ten sam przystanek o tej samej porze jest dla mnie niecierpliwym przestępującym z nogi na nogę wyczekiwaniem. Dostałam telefon od kolegi który bardzo mi się podoba. Niech przyjedzie już właściwy Umerr. Jest, wreszcie jest! Tramwaj. Podchodzisz by wsiąść. Znowu ten nachalny napór ludzkich ciał. Gwałt niepożądanej bliskości. Wiele byś dał, by móc się realnie zbliżyć do jednej z tych osób. Tej jedynej. Jakaś paniusia nadeptuje na ciebie obcasem. Starucha zapomniała wysiąść i pcha się pod prąd. Słyszysz kurwy i spierdalania. Nagle nieoczekiwaną decyzją szarpnięty wycofujesz się i odchodzisz. To tylko dwa przystanki. Dwa przystanki do chorej wyobraźni z nikąd. Do samotności. Nawet udało nam się znaleźć miejsca. Siedzimy sobie i próbujemy rozmawiać. Rozmowa się nie klei. Przepraszam nie zauważyłam twojej nieobecności. Jest mi ta obecność obojętna. Nawet niechciana, bo to jedna osoba więcej w zatłoczonym pojeździe. Ale wyczuwa się jakiś brak w powietrzu. Ludzie patrzą roztargnieni, ktoś kogoś czasem ofuknie, my nie rozmawiamy, cel podróży zasnuwa się…