Akcja · 7 min czytania
Cisza przed burzą (2) obierzyświat i jego załoga
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
2 Obieżyświat i jego załoga Luna ocknęła się z szoku dopiero w zimnej topieli. Fale miotały nią w tą i z powrotem. Chłód oceanu dawał jej się we znaki, Luna nie czuła już rąk ani nóg. Nawet nie zauważyła, jak daleko jest już od zatoki. Sztorm niósł ją dalej. Dziewczyna nie miała siły walczyć o życie z tak potężnym żywiołem. Jej organizm był już na skraju wyczerpania. Zaczęła tonąć. Omdlałe ciało Luny zanurzyło się w głębiny. Zachłysnęła się wodą. Nic już nie czuła. Fale sztormu bujały Obieżyświatem, zalewając jego pokład wodą. Na szczęście, wnętrze pod pokładem było dobrze zabezpieczone. Jedynym dźwiękiem dochodzącym z kajuty Noela, było kapanie wosku na kremową kopertę. Blade dłonie przycisnęły pieczęć z galeonem do czerwonej plamy. Po chwili kapanie zastąpił scyzoryk ostrzący pióro, następnie skrobanie pióra umoczonego w atramencie, po papierowej powierzchni. Szurnięcie odsuwanego krzesła, ciche stąpnięcia, skrzypienie drewnianych desek podłogi, szczęk zamka w drzwiach. Noel sięgnąwszy po swój stary płaszcz, otworzył klapę prowadzącą na pokład, która ustąpiła z lekkim oporem. Przez otwartą klapę, pod pokład pociekły cienkie stróżki wody. Noel wspiął się po rozkładanym trapie na górę. Krople lodowatej wody obmyły jego bladą twarz. Jego duże, zielonkawe oczy harmonizowały z tonią oceanu. Podmuchy wichru rozwiewały kosmyki jego brązowych włosów w odcieniu czekolady. Po pokładzie przelewała się woda, gdzieniegdzie utworzyły się kałuże. Zwinięte żagle złożono w skrzyniach. Sztorm mocno nadwyrężał liny takielunku. Wysoko na bocianim gnieździe przysypiał człowiek. -Halo, ziemia do Jamesa, żyjesz?!- zawołał Noel. -Noel?- stary, przyszedłeś mnie zmienić? Bogu dzięki. Jestem wykończony. Zaraz mnie dorwie jakieś cholerne grypsko (kich)! -Lepiej się połóż- Noel uśmiechnął się pod nosem- myślę, że flaszeczka rumu też ci nie zaszkodzi... -Dzięki stary, trzymaj się- powiedział James, i uścisnąwszy Noela na szczęście zniknął pod pokładem Obieżyświata. -No, to zostaliśmy sami- mruknął- tylko ty i ja zdradziecki oceanie. Oparł się wygodnie o takielunek. Wyciągnął harmonijkę z kieszeni płaszcza i całą swoją uwagę skupił na grze. W końcu zaczęły go nudzić piskliwe dźwięki i schował instrument za pazuchę. Rozmarzonym wzrokiem zaczął przyglądać się wodzie, jakby kpił jej potęgi. -Udane przedstawienie musi porywać publiczność- skwitował. Nagle zauważył coś pomiędzy falami. Wspiął się wyżej na takielunek, aby ocenić, czym jest owo coś. Z przerażeniem stwierdził, że to jakaś postać. Miał ochotę krzyknąć- człowiek za burtą!- ale wiedział, że jeśli ktokolwiek go usłyszy, to i tak może być za późno na ratunek. Zrzucił płaszcz i nachylił się ku burcie. Zadrżał- woda musiała być lodowata, ale się nie zawahał. Nabrał powietrza i zwinnym ruchem zanurkował w falach. Woda w istocie była lodowata, fale zdawały się go przygniatać swoim ciężarem. On jednak z wielką gracją robił uniki i uparcie brnął do celu. W końcu jego oczom ukazała się sina z zimna dziewczyna. -O mój Boże!- krzyknął. Podpłynął do nieprzytomnej i pociągnął jej bezwładne ciało