Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 15 min czytania

cisza przed burzą (3) na pokładzie/ i co dalej

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

3 Na pokładzie/ I co dalej ?

Luna drzemała na koi Noela. On sam przeniósł się do kajuty obok Jamesa, na czas jej pobytu na Obieżyświacie. Drzemała, bo pomimo wyczerpania organizmu, sen uparcie się nie pojawiał. Wciąż miała w ustach gorzki smak alkoholu. Nie smakował zbyt dobrze, za to ją rozgrzał. Wraz z nim oraz świeżym i suchym ubraniem, zniknęły lodowate ciarki. Próbowała teraz przeanalizować wydarzenia ostatnich kilku godzin. Pamiętała, że spadła z klifu. Pamiętała też zimno wody, która zabrała ją daleko od zatoki. Jej ostatnim wspomnieniem były oblicza zatroskanych twarzy, pochylających się nad nią. Zapamiętała zwłaszcza jedną. Był to chłopak, zielonooki, z brązowymi włosami. Wiedziała, że był on mniej więcej w jej wieku, a co było najdziwniejsze,w przeciwieństwie do pozostałych, tylko on był mokry tak jak ona. -Czyżby to on mnie uratował?- zadawała sobie pytanie. Przemęczony natłokiem rzeczywistości umysł Luny, podarował jej wreszcie upragniony sen. śniły jej się spiętrzone fale. Wściekłe morskie bałwany, uparcie chcące ją zdominować, posłać ją na dno... kiedy już prawie im się udawało, sen Luny przerwało pukanie do drzwi. -Proszę!- zawołała zachrypniętym głosem, podnosząc się do pozycji siedzącej. Drzwi otworzyły się z lekkim skrzypnięciem, i wszedł przez nie ów zielonooki chłopak. Spojrzał na Lunę zatroskanym wzrokiem. -Przepraszam, że cię obudziłem- powiedział zmieszany, widząc że Luna dopiero teraz dochodzi do siebie. -Uratowałeś mnie przed utonięciem, znowu- odparła dziewczyna, rumieniąc się. Noel uśmiechnął się pogodnie. -Do usług- powiedział, pomyślałem, że musisz być głodna- dodał prawie szeptem- przyniosłem ci coś. Wyciągnął zza pleców srebrną tacę z pokrywką i podał ją Lunie. W środku znajdował się pieczony barani udziec, kilka ziemniaków i sałata z śmietanie. Danie było ciepłe i pachniało aromatycznymi ziołami. -Bardzo dziękuję- powiedziała Luna. Rzeczywiście, była głodna, i to mocno. Noel podał jej zestaw ozdobnych sztućców, na który składały się nóż i widelec z rzeźbionymi rączkami. -Trochę tu ciemno- stwierdził Noel- po czym zapalił świecę stojącą na komódce. Ogień łapczywie przeniósł się z zapałki na knot, pożerając jego postrzępioną końcówkę. Pomieszczenie wypełniło się delikatnym światłem. Luna rozejrzała się dookoła. Stała tam półka, uginająca się wręcz od książek, drewniana szafa i rzeźbione biurko. -Nie będę ci teraz przeszkadzać – powiedział Noel, kierując się w stronę drzwi. Ale Luna za nic nie chciała być teraz sama. -Zostań- poprosiła- nie przeszkadzasz mi. Noel odwrócił się w jej stronę i podszedł do biurka. - Jesteś pewna?- spytał- nie chcę, żebyś czuła się skrępowana... -Zostań- powiedziała Luna- jeśli ci to nie przeszkadza, nie chciałabym zostawać teraz sama. Noel uśmiechnął się. Odsunął krzesło i usiadł za biurkiem. -Gdzie ja właściwie jestem?- spytała nieśmiało, pomiędzy kęsami jedzenia. -Widzę, że ci smakuje- ucieszył się- pogratuluję kucharzowi. A odpowiadając na twoje pytanie- powiedział- jesteś teraz na „Obieżyświacie”. Wyciągnąłem cię wczoraj z wody, ale to już chyba wiesz. -Jestem ci dozgonnie wdzięczna- odparła Luna- zawdzięczam ci życie. Powiedziałeś, że jestem na „Obieżyświacie”? -Tak, na „Obieżyświacie”- powiedział Noel- tak nazywa się nasz statek. A propos, mam na imię Noel. Powiesz mi teraz coś o sobie? Luna zarumieniła się. Odstawiła tacę na stolik, po swojej lewej stronie. Jedzenie dodało jej sił. -Nazywam się Luna... Luna Black-powiedziała. -Wodsford- dodał- Noel Wodsford. Luna uśmiechnęła się do niego. -Pochodzę z Francji, z Bordeaux- kontynułowała dziewczuyna. A ty?- spytała, zwracając się do Noela. -Jestem Anglikiem- powiedział- pochodzę ze Stratword. -Ale mówisz po francusku- zauwarzyła Luna. -Moja matka mieszkała w Paryżu- wyjaśnił Noel, nauczyła mnie swojego jężyka. Moja babcia także była francuską- dodał- kiedy moja matka była była mała, wyjechali do Londynu z powodu prześladowań Hugenotów. Luna sluchala uwaźnie, analizujac historię rodziny Noela. -Moi rodzice umarli na tyfus- kontynulował, a ja zaciagnołęm się na “Obieżyświata”. Chciałem od życia czegoś więcej- mówił-chciałem podrożować, poznawać świat- zachwycał się. -I udało ci się?- spytała Luna. Noel spojrzał na nią- nie ma niczego piękniejszego od życia tutaj- odparł. Luna przyglądała mu się z zaciekawieniem. -Ale mówiliśmy o tobie- wtrącił Noel, skąd wzięłaś się na morzu, z dala od brzegu? -Mój dom stoi nad klifem- powiedziała... -Wiem jak wygląda lazurowe wybrzeże- przerwał jej. -Przepraszam- powiedział Noel- chodziło mi o to, że widziałem wysokie klify lazurowego wybrzeża. Z rodzicami jeździłem tam w lecie. -Masz jakąś rodzinę?- spytał, nie odrywając wzroku od Luny. -Ojciec umarł, matka zagnięła, jest jeszcze mój brat Ariel. Pokłuciałam się z nim i wyszłam w domu w czasie sztormu. Zerwał się wiatr, zepchnął mnie z kifu. Wpadłam do wodu, sztorm zabrał mnie daleko od zatoki. No, a resztę już znasz. Noel słuchał jej w pełnym skupieniu. -Biedny Ariel, musi mieć straszne wyrzuty sumienia... -Wyrzuty sumienia?- zdziwił się Noel, badawczym wzrokiem ogarniając twarz Luny. -Nasza matka też pokłuciła się z ojcem- tłumaczyła Luna- wyszła z domu w czasie sztormu i nie wróciła, choć ojciec jej szukał. Ariel przysiągł, ze nigdy więcej nie dopuści do takiej sytuacji... -Zaskakujący zbieg okoliczności- mruknął Noel w zamyśleniu. -Na szczęście nie ma się czym martwić- powiedziała Luna- ze mną wszystko w pożądku- uśmiechnęła sie do Noela- oczywiscie dzieki tobie. Muszę go powiadomić, gdzie jetsem... najlepiej wysadźzie mnie w najbliższym porcie. -Oczywiście- odparł Noel- najpóźniej jutro zawiniemy do portu we włoszech. Stamtąd wystosuję depeszę do twojego brata, do Bordeaux. Zacumujemy tam na jakiś tydzień, na czas załadunku. Tydzień powinien wystarczyć twojemu bratu na dotarcie tutaj... Noel przerwał, kalkulując ilość czasu i drogę do przebycia...tak powinien wystarczyć... kontynułował, ale jeśli Ariel się nie zjawi, zabieramy cię ze sobą- odparł po dłuższym zastanowieniu. -Zabierzecie mnie ze sobą, ale le jak to?!- przestraszyła się Luna, ja muszę wracać do Ariela- protestowała. -Sugerujesz, że mamy cię zostawić zupełnie samą, bez znajomości języka, bez pieniędzy i bez dokumentów?- podchwycił Noel. Tym stwierdzeniem wytrącił Lunie ostatni słuszny argument, a mianowicie “przecież sobie poradze”. Miała wielką nadzieję, że Ariel jednak się pojawi, choć na “obieżyświacie” wcale nie czułaby się jak więzień. (I co dalej?) Ariel przeżucał grube karty starego , zakurzonego albumu. W końcu wybrał odpowiednie. Było to zdjęcie jego i Luny, zrobione podczas jej piętnastych urodzin. Brakował mu aktualniejszych zdjęć siostry. Na czarno-białej podobiźnie widniała radosna dziewczyna w jego objęciach. Jej oczy błyszczały ze szczęścia, a usta były rozwarte w szerokim uśmiechu. On też był wtedy inny. Kiedy ojciec żył, wszystko było łatwiejsze. Jakże różnili się wtedy od dzisiejszych siebie. Różnica między Luną ze zdjęcia, a Luną z zeszłego wieczoru byla wręcz nieporównywalna. Zamknął z hukiem opasłe tomisko oprawione w skórę. Z pomiędzy kartek wyleciały

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%