Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Akcja · 9 min czytania

clubbing

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Przyjechała do mnie z rodzinnego miasta pociągiem osobowym. Mieliśmy już wtedy niezły staż, ponad rok chyba, w gruncie rzeczy to nieważne. Godzina 17.52, Dworzec Śródmieście, odbieram ją, uśmiech całus itepe. Kierunek metro, jedziemy do mnie. Jestem romantykiem, no a na pewno nim byłem, więc dla niej szok gdy wchodzimy w chatę. Zimą o godzinie dziewiętnastej jest już ciemno, więc weszła i robi oczy, chata w różach, cały pokój róż, podłoga, łóżko, normalnie wszystko w kwiatach, do tego jeszcze wszędzie świece, po prostu wow i w tle Erykah Badu, bo wszyscy wiedzą, że do seksu Badu jest najlepsza. I dalej leci to tak, soul w tle, w rękach wino, pijemy, rozmawiamy, obejmujemy się, aż w końcu szybki seks. Wieczór zapowiadał się znakomicie, a przynajmniej tak się zaczął. Mieliśmy mało czasu, bo musieliśmy na dziewiątą być pod rotundą, wiadomo, piątkowy melanż w planie. Znów metro, ustawka z ziomkiem, który już na nas czekał. Kierunek monopol, zaopatrzenie, dwie zero siódemki i jazda na kwadrat gdzie już na nas czekali. Siema siema wszystkim i pijemy, norma.. z ziomkiem w półtorej godziny uporaliśmy się z naszymi akcesoriami i zamawiamy taksę, clubbing czas zacząć!

Przed nami znany studencki klub, znana przed nim kolejka do środka, znana poczekalnia, znane marki piw w łapach. Już w tym momencie powinienem sobie zdać sprawę, że nie wszystko jest tak okej jak się nam zdawało, że będzie. Są problemy z wejściem, bo niby mamy płacić, a czemu właśnie my mamy płacić? jesteśmy studenci przecież! mamy legitymki nożesz kurwa mać! i tłumaczymy, że kolejka była długa i że my przed dwudziestą drugą już tu byliśmy, że należy się nam wjazd za darmo i w ogóle co to ma znaczyć, ale nic to, na nic się to zdaje, nie ma szans. Desperaci jesteśmy i tak też działamy, więc ziomek mówi, że prosi z menedżerem klubu, że chcemy z nim porozmawiać. Okej wchodźcie, nie wiedziałem, że taki niewinny tekst tak szybko działa na ochronę.

W środku lipa, mało osób, mało w ogóle wszystkiego, my zdajemy sobie sprawę, że mało to może być nam alkoholu we krwi, więc szybko do baru, tequilę prosimy razy sześć, razy następne sześć i nie wiem w sumie ile tego było, i nie wiem czy to kogoś interesuje. Po wypiciu należy się odlać i walić na parkiet, tak zrobiliśmy. Tańczymy i okazuje się że alkoholu jest już w sam raz ale nadal czegoś brakuje, stwierdzamy, że brak tu klimatu, że czas coś z tym zrobić, is haj tajm udać się gdzie indziej, jeszcze mnie zaczepiają jakieś laski, jakieś stare znajome, dlaczego kurde ja mam je wszystkie od razu rozpoznawać, nie widać piję! nie widać bawię się! z wyjściem nie było tak lekko, bo coś z kurtką nie tak w szatni, a raczej z kasą fiskalną, więc staram się pomóc, pomagam. Nie pomogłem, wręcz odwrotnie, chyba rozwaliłem ją, bo się zacięła i znów jakieś problemy. Ech myślę sobie, poczekam na zewnątrz. I tak czekam i tak dochodzę do wniosku, że pójdę po nich, bo coś długo nie wychodzą. No i oczywiście jakby mogło być inaczej, od razu afera z ochroną bo nie chcą mnie wpuścić, bo wyszedłem i teraz to już nie wejdę i w ogóle pocałuj się w dupę. Ot tyle. Czekała już na nas taksa więc wsiadłem. Pamiętaj jeśli impreza dobrze się zaczyna to może być gorzej, nie ma zasady, że cały czas będzie okej.

Wysiadamy pod innym znanym klubem, znanym tym razem z hiphopu i z tego, że jest on w centrum i że pięćdziesiątka w piątki stoi tu piątaka. Wchodzimy, coś na mnie dziś ochrona dziwnie patrzy, bo od razu na starcie nokaut pytaniem czy wytrzymam, mówię, że wytrzymam, na to on: okej wchodź. Ale ludu, ale gorąco, ale ostro! Pierwsze sygnały z głowy gdy zobaczyłem co tu się dzieję, pyszna oldskulowa muza, mnóstwo chłopaczyn i maniurek bawiących się na parkiecie i w ogóle zajebiście. Po tym jak to zobaczyłem to wiedziałem już, że to jest lokal na dzisiejszą noc. Tańczmy, pląsajmy pod hiphop! Bawmy się!

Ciężka głowa, świat zwalnia, pląsy dwa razy wolniej uderzają o głowę, coś nie gra myślę. Czy to ma sens? Gdzie jest sens? Oj niezbyt ze mną, za dużo myślę, za mało się bawię. Kroki zanoszą mnie do baru, pięćdziesiąt mililitrów proszę, dali plus sok pomarańczowy. Usiadłem, patrzę na kieliszek, na to jak huśta się w moim ręku. Zamułka. Wypijesz z nami? Budzą mnie nieznajomi małolaci. Wypiję. Zdrowia!

Czas wrócić na parkiet, czas

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
clubbing — czytnik · opowiadania