Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 14 min czytania

Co chcesz zobaczyć? Tu nie ma nic

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Nie masz gdzie kimać? - zapytał. - Mogę ci zaoferować podłogę i jakiś koc. No i ciepło

W rogu stoi stary piec. Po prawej - dwa tapczany i materac. Tapczany to własność stałych mieszkańców, na materacach śpi kto popadnie. Lewa strona to kuchnia i garderoba. Kuchnia to stare biurko. Stoją na nim szklanki, talerze, sztućce, dwa garnki i akwarium z trzema szczurami. W bocznej szafce leży chleb, jakieś wędliny, sery, warzywa. Jedzenie chowa się do szafki, w obawie przed szczurami. Nikomu nie przeszkadza, że biegają po talerzach, ale podczas nocnych wojaży lubią podkradać jedzenie. Stali mieszkańcy chowają swoje ubrania w stojącej w rogu szafie. Goście mają do dyspozycji wielki wiklinowy kosz, ale nie wszyscy z niego korzystają. Niektórzy, po prostu, nigdy się nie rozbierają. Naprzeciw drzwi stoi drewniana ścianka, pełniąca funkcję parawanu odgradzającego łazienkę. Za ścianką - dwie miski i kilka baniaków z wodą.

* * *

W ten chłodny wieczór stałem pod noclegownią przy Pawiej. Adres noclegowni znalazłem w ośrodku pomocy społecznej. Marzyłem o spokojnym śnie, o ciepłym kącie, w którym mógłbym przespać kilka godzin, odpocząć. Poprzednią noc spędziłem na klatce schodowej. Dokuczliwe zimno, twarda, betonowa posadzka i ciągła obawa o nadejście któregoś z mieszkańców. Trudno było spać. Kilka długich godzin przeleżałem, rozmyślając, co zrobić następnej nocy. - Nie ma miejsc - powiedział zdawkowo pracownik noclegowni i wrócił do przerwanej rozmowy. - Nie masz gdzie kimać? - zapytał wysoki, szczupły chłopak, który przysłuchiwał się z boku. Wyglądał na dwadzieścia parę lat, stosunkowo dobrze ubrany, nie sprawiał wrażenia bezdomnego. - Mogę ci zaoferować podłogę i jakiś koc. No i ciepło. - Mam na imię Łukasz - powiedział, wyciągając dłoń. Kilka minut później po raz pierwszy przekroczyłem próg pustostanu.

Dziadek

Dziadek ma sześćdziesiąt dwa lata, śruby w nogach, dwie kurtki, kilka par spodni, zrobiony ze starej parasolki hak do grzebania w śmietnikach, łóżko, pościel. Dziadek nie ma domu, pamiętającej rodziny, telewizora. O przeszłości nie chce mówić. - Kiedyś jeden kolega wziął mnie na zupkę, tutaj niedaleko, do sióstr zakonnych - wspomina. - Dobrą zupkę podali, pożywną. Ale gdy zaczęliśmy jeść, usiadła naprzeciw jedna z tych "litościwych" i zaczęła pytać: A co? A dlaczego? No to ja jej mówię: Zupkę macie tu dobrą, ale moja przeszłość to moja sprawa. Za zupkę to dziękuję. Odłożyłem łyżkę i poszedłem. Więcej tam nogi nie postawiłem. Dziadek to człowiek z zasadami. - Ni-gdy nie "wędkowałem" - podkreśla z dumą. Wstaje rano, z pierwszym brzaskiem, i rusza sobie tylko znaną trasą. Zbiera puszki, druty i inne aluminiowe odpady. Czasem przy okazji znajdzie i inne skarby. Jakieś ubrania, stary nóż, niekiedy coś do jedzenia. Kiedyś przyniósł pełen półmisek ciasta, całkiem świeżego jeszcze. Aluminium sprzedaje na skupie. Zwykle starcza na paczkę papierosów, a czasem nawet na brendę. Dziadek lubi denaturat.

Znać rozkład

Jedzenia nie brakuje. - W tym domu nikt nigdy nie był i nie będzie głodny - powiedziała mi kiedyś jedna z mieszkanek. I rzeczywiście. W błędzie są ci, którzy do bezdomnego przystawiają słowo "głodny". Gdy wiesz, gdzie iść, gdy znasz miejsca wydawania posiłków - głodny nie będziesz. Gdy wiesz, jak zarobić pieniądze - jadasz bardzo dobrze. Trzeba znać rozkład. U sióstr o dwunastej, na Dietla o trzynastej, u braci o piętnastej - i już zjadłeś trzy zupy. Jeżeli nie było tłumów, masz jeszcze trzy słoiki w zapasie. Chleb wieczorem na Pawiej, herbata u sióstr na Warszawskiej. Rano o dziewiątej, wieczorem o dziewiętnastej. Chcesz więcej? Musisz dorobić. - Idziemy coś zarobić - mówili ci, co szli "na wędkę". Nie wysępić, nie wyżebrać, nie skombinować - oni szli zarobić. - Podchodzisz i pytasz: masz jakąś złotówkę? To proste - tłumaczyli. I rzeczywiście: robili to zawodowo. Bez wahania, sztucznego skrępowania. Wprost. Ludzie dają. Jak się trochę popracuje, można nawet kilkadziesiąt złotych uzbierać. Są też inne sposoby na zarabianie. Można zebrać żelastwo i sprzedać, ale to niezbyt opłacalne. Lepiej coś ukraść i sprzedać. Dobry interes to sztuczne kwiaty. Najpierw trzeba je zebrać z cmentarza, troszkę poprzerabiać i sprzedać na bazarze. Później trzeba znowu pójść na cmentarz...

Dominika

Miła dziewczyna. Lat 21, czarne, kręcone włosy. Na ten pustostan trafiła niedawno. Wcześniej przeżyła kilka innych. Gdy miała 18 lat, matka wyrzuciła ją z domu. Dominika o matce nie mówi inaczej niż "suka". - Nie pamiętam dnia, gdy nie byłabym bita. Biła mnie za wszystko. Biła tym, co było pod ręką. Zawsze śpi skulona, z kolanami pod brodą. Mówi, że to pamiątka po matce. Dominika sama ma dziecko - dwuletnią córeczkę. Nie mówi o niej wiele. Prawie jej nie widuje. Bo córka nie mieszka z Dominiką. Tuż po urodzeniu oddała ją na wychowanie swojej matce. Pracować, by pić Pieniądze są niezbędne. Bez nich nie byłoby picia, a bez picia nie byłoby nic. Na pustostanach życie sprowadza się do picia. Pracuje się, by pić. Bo jak nie pić? To co robić? Po co pracować? Pracuje się po to, by pić, a pije się po to, by żyć. Alkohol uwalnia od myśli, sprawia, że życie nie jest takie złe. Najpierw więc zarabiasz pieniądze, później kupujesz spirytus, rozcieńczasz go wodą w jakiejś plastikowej butelce, wstrząsasz i nalewasz pierwszą banię. Wznosisz toast za zdrowie następnego w kolejce i wypijasz. Runda leci dookoła stołu, aż do wyczerpania zapasów alkoholu. Gdy się skończy, trzeba iść zarobić, kupić, rozrobić. I wypić. Pije się dużo i pije się wszystko. Pije się spirytus, pije się meliniarską wódkę za 10 złotych, pije się wina, nalewki, pije się denaturat (koneserzy są zgodni: fioletowy jest zdecydowanie lepszy od białego), pije się spirytus salicylowy.

Łukasz

Kiedyś studiował prawo na uniwersytecie w północnej Polsce. Inteligentny. Oczytany. Potrafił całymi dniami leżeć na łóżku pogrążony w lekturze. O świecie widział bardzo dużo. Wiele przeczytał, wiele sam zobaczył podczas swych wojaży. Nigdy nie powiedział, jak się stało, że trafił na pustostan. Tam gdzie mieszkał, nie mógł wrócić. Dlaczego? Nikt nie wiedział. Łukasz, choć sam robił mało, kierował całym pustostanem. Z jego zdaniem liczyli się wszyscy. Pewnego dnia przyszła policja. Nie było w tym nic dziwnego - przychodzili co kilka dni. Rutynowa kontrola dokumentów. Okazało się, że Łukasz jest poszukiwany. - Pewnie chodzi o tę sprawę z kradzieżą spodni. Nie stawiałem się na rozprawy, nie mieli mnie jak powiadomić - powiedział Łukasz. Policjanci, którzy Łukasza znali od dawna, również bagatelizowali sprawę. - Nie martw się, sprawdzimy, o co chodzi, i ci chłopaka zwrócimy - pocieszali Dominikę. Nie zwrócili. Później ludzie mówili, że siedzi w poznańskim areszcie.

W kolejce po zupę

Na Dietla zazwyczaj jest długa…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%