Inne · 3 min czytania
Co mówi moja szafa…
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Czytałam kiedyś, że ubiór, tak jak gesty, fryzura, cała ta mowa ciała też o nas wiele mówi i wydało mi się to stwierdzeniem banalnym dopóki nie natknęłam się na zdanie o tunikach. To mnie zainteresowało. Całe szafy mam pełne różnobarwnych tunik na każdą porę roku. Potem dotarłam do zdania o dużych torebkach i to zaciekawiło mnie jeszcze bardziej. Moja ulubiona futerkowa torba pomieściłaby tysiąc książek, milion papierów i jeszcze więcej niezbędnych mi drobiazgów. I dlatego ją tak zresztą lubię. Tekst o kolorach przeczytałam pobieżnie – w zależności od danego życiowego momentu w mojej szafie królowały czerwienie, zielenie, błękity, fiolety, no i oczywiście czernie. Lubię mocne, zdecydowane kolory, takie nasycone i wyraziste – to niby też o czymś świadczy? Czyli, kiedy ktoś ogląda moje stroje, to nie tylko ocenia mój gust? No co do osobowości, to się zgadzam, poniekąd przez gust się wyraża, ale reszta? Upodobanie do tunik zakrywających bioderka i wielkie torby to, rzekomo, objaw braku poczucia bezpieczeństwa. Takiego wewnętrznego. I to by się zgadzało. Wiem, że to widać na plaży, kiedy brodzę w miejscu przeznaczonym dla dzieci i na lodowisku, gdzie puszczenie się barierki graniczy u mnie z cudem i jest prawie dla mnie niewykonalne? Ale żeby szukać sensu w tunikach? Torebkach? I skąd ten strach? Muszę czegoś się trzymać, stąpać po czymś, czuć podporę. Hmmm, to ciekawe… Taka…