Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Melodramat · 5 min czytania

Co my sobie najlepszego zrobiliśmy ?

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Kiedy weszłam do kuchni, paliła się tylko mała lampka stojąca na parapecie. Podeszłam cichutko na palcach, wyłączyłam ją, a wracając do przedpokoju, zbierała pozostałości jego obecności. Zegarek, portfel, rękawiczki, wszystko zostawione niczym bezpańskie psy w moim mieszkaniu. Znalazłam go w sypialni, na pierwszy rzut oka nieprzytomnego i żałosnego. Oparłam się o framugę drzwi i spojrzałam z politowaniem. Wiedziałam jednak, że patrząc na niego, widziałam tak naprawdę siebie. Bowiem doskonale wiedziałam, że nic z tego nie będzie, kogo pragnęłam oszukać ? Los ? Przeznaczenie ? Bieg historii zapisanej tam gdzieś w gwiazdach? To ja mam być prezesem w firmie własnego życia ? Jeśli chodzi o ten projekt mam niewiele do powiedzenia, chciałabym coś dostać, ale tu mogę jedynie dać coś od siebie. On jednak nie dorósł jeszcze do tego, aby docenić jakiekolwiek zalety prezentowane przeze mnie, oprócz tych fizycznych oczywiście. Nagle podniósł głowę i spojrzał na mnie. - Wolisz od ściany czy od brzegu? - zapytał. Idiotyczne pytanie. Na twarzy miał wymalowany szeroki uśmiech. Uśmiech dziecka na wagarach w środku semestru, uśmiech gimnazjalisty na wieść o tym, że rodzice wyjeżdżają na weekend z domu, czy wreszcie uśmiech mężczyzny na widok kobiety, która po kilku kieliszkach i tanim, acz mocnym winie wyglądała, w jego oczach, niczym Wenus z Milo. - Od ściany - odpowiedziałam z fałszywym uśmiechem - zaraz wrócę. Poszłam wziąć szybki prysznic, kompletnie nie zastanawiając się nad tym, co robię. Wszystko wykonywałam mechanicznie, wręcz na oślep. Powtarzałam swoje wieczorne rytuały, a 15 minut minęło jak ułamek sekundy. Czy jestem aż tak pijana? Aż tak dużo wypiłam? To niemożliwe, wiem co się dzieje, więc czemu tak nagle straciłam kontrolę nad czasem? Wróciłam do kuchni, zapaliłam te przeklętą lampkę, znajdując na blacie pusty kieliszek. Nalałam do niego resztkę wina i stałam tak przez chwilę lub dwie. Zegar pokazywał czwartą rano. Pogoda za oknem była typowa dla połowy października, wiał wiatr a towarzyszyły mu krople deszczu. Zgrany duet pomyślałam, natura ma w sobie coś magicznego, czego ludzki móżdżek nie jest w stanie pojąć, a

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%