Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Podróże · 6 min czytania

Co pan tu robi?!

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Dziwne to było uczucie. Byłem ale jakby beze mnie. Tkwiłem w tym stanie bezradnie i samotnie. Gdzie ja jestem? Co ja tu robię? Na Boga! Co się tutaj dzieje? Grupa ludzi przed mną tańczy w rytm jakiejś muzyki, której w ogóle nie słyszę. Widzę, że ruszają ustami. Pewnie śpiewają. Tego też nie słyszę. Siedzę na dziwnym krześle, z którego nie mogę się podnieść Gdzie u licha jestem?! Miałem być dzisiaj u dentysty. Umówiłem się na rwanie zęba. Może lekarz przedawkował ze znieczuleniem, pomieszało mi zmysły i „odpłynąłem”? Uszczypnąłem się odruchowo w ramię. Zabolało. Więc to nie sen. W sumie jest mi dobrze i komfortowo. Dręczy mnie jednak utrata świadomości. Siedzę w ogromnej i pięknej sali. Mnóstwo tutaj rzeźb i wspaniałych obrazów. W głębi sali stoją zastawione suto stoły. Siedzą przy nich ludzie ale nie widziałem, żeby ktokolwiek jadł. Pierwszy raz, patrząc na tyle jedzenia, nie czuję głodu. Bardzo dziwne to uczucie. Siedzący przy stołach ludzie rozmawiają żywo gestykulując. Grupa tańczących znieruchomiała. Wpatrują się we mnie. Raptem! Słyszę! O Boże. Wreszcie słyszę. Idą do mnie. Sędziwy starzec, prowadzący grupę, zatrzymał się przede mną. Miał mądre spojrzenie i łagodny wyraz twarzy. - Witaj synu. Już teraz nigdzie nie musisz się spieszyć. Zdawał się mnie uspokajać. Byli dziwnie ubrani. Luźne sukno rzucone na ramiona układało się do samych stóp. Wszyscy byli boso. Obok starca stała piękna kobieta i cały czas zagadkowo uśmiechała się do mnie. Jak Gioconda – przemknęło mi przez myśl. Jej zmysłowy, jędrny biust, spowity misterną gipiurą, nieudolnie zakrywający mistyczny bezwstyd, napawał lękiem i rozkoszą… - Witaj w naszej rodzinie – odparła słodko i z wdziękiem. Jej żarłoczne i ogniste prolabium budziło żądzę i wulgarne zmysły. Przez moment było mi wszystko jedno, gdzie jestem. Opamiętałem się jednak szybko. Gdzie ja jestem? Co ja tu robię? Mój bezradny wzrok zasmucił ich oblicza. Dziewczyna wzięła mnie za dłoń i przytknęła ją do swoich ust. - Jesteś wśród swoich. Zatańczymy? Jej propozycja przyprawiła mnie o zawrót głowy. Miałem wrażenie, że krew pompują mi dwa serca. Bałem się, że nie będę mógł wstać z tego cholernego krzesła. Wstałem jednak bez problemów. Przytuliła się do mnie. Nie słyszałem dotąd nigdzie takiej muzyki. Byłem jak zahipnotyzowany. - Jak masz na imię? – spytałem półprzytomny. Zaśmiała się perliście zdrowymi zębami. - Joanna, podoba ci się? Nie czekała na odpowiedź. Pachniała wiosną i tańczyła tak lekko jak driady w obłokach leśnej mgły. Nie wiem ile to wszystko trwało. Muzyka ucichła. Położyła swoją głowę na moim ramieniu. Wszyscy zaczęli bić rzęsiste brawa. - Cieszę się, że chociaż trochę podoba ci się u nas – dobrze zbudowany dryblas z nienagannym stanem uzębienia wyciągnął dłoń. - Mam na imię Marceli. Wszyscy nagle zaczęli…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Co pan tu robi?! — czytnik · opowiadania