Zbrodnia · 8 min czytania
Co się stało z matką Kosika?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Lata dziewięćdziesiąte. Zwykłe blokowisko warszawskie. Siermiężne konstrukcje z płyt dzielą jedynie skromne pasy zieleni, zieleni zmęczonej spalinami i zasrywanej nieustannie przez umęczone zwierzęta domowe, które całymi dniami trzymają w swoich stalowych pęcherzach i nylonowych jelitach odchody i czekają wiernie, kiedy ich właściciel powróci do domu i łaskawie wyprowadzi je w celu zrzutu stolca gdzie popadnie. W postkomunistycznej przestrzeni znajdują się jednak perełki. Domki jednorodzinne, które tkwią, jak oazy na pustyni. Wyglądają dziwnie wśród bloków. Mieszkają w nich starsi ludzie, ci którzy zbudowali je dużo wcześniej, przed powstaniem blokowisk. Teraz infrastruktura osiedlowa tak się rozrosła, że domki te stanowią relikt przeszłości, historię, o której jednak nie łatwo zapomnieć.
Kosik wiele razy pił z kumplami browary przed blokiem i omawiali swoje, na każdym froncie, podboje i sukcesy. Był zwykłym chłopakiem z międzyblokowej podstawówki i absolwentem lokalnej zawodówki. Z koleżkami nie gadali o perspektywach, o tym co będzie kiedyś. Najdalej myślami wybiegał do weekendu. Gdy jednak zostawał sam, jego myśli spowijał niepokój. Bał się tego, że będzie nikim. Sumą jego rozterek było podjęcie pracy w osiedlowym supermarkecie i rozpoczęcie nauki w technikum wieczorowym. Kosik odcinał się powoli od swoich kumpli. Miał zbyt dużo na głowie aby znajdować jeszcze czas na kolegów i imprezowanie. W chwilach, kiedy czuł, że obowiązków miał za dużo, zdarzało mu się upijać w samotności. Coraz częściej ogarniał go ból egzystencjalny- choć sam nie był do końca świadomy co to jest.
Przechodził okresy, w których już nie wytrzymywał. Stwierdzał, że dość ma takiego życia, że musi coś zmienić. Pracował, uczył się, całymi dniami wciąż zajęty, zero wytchnienia. W weekendy odrabiał godziny w supermarkecie. Miał mało czasu dla siebie- wtedy spał. Katorżnicze tempo życia wiodło jego myśli ku łatwiejszym, prostszym i szybszym formom nabywania pieniędzy. Bał się tych myśli, ponieważ brnął w nich czasami za daleko. Dopuszczał wyobrażenia o popełnieniu zbrodni w imię wzbogacenia. Myśli tych było tym więcej, im więcej i ciężej pracował.
Od kiedy pamiętał, w jednym z domków jednorodzinnych, które tkwiły między blokami, mieszkała samotnie staruszka. Dom ten znajdował się kilka kilometrów od jego miejsca zamieszkania, ale ze względu na swoje znajomości w środowisku blokersów wiedział o nim „wszystko”. Od dawna wszyscy żyli plotką, że staruszka jest wybitnie bogata, że w swoim domu ma zgromadzone cenne pamiątki i oszczędności życia. Kosik przechodził obok tego domu codziennie w drodze do pracy. Zawsze wtedy rozmyślał jakież to bogactwa kryją ściany owego domu. Inną sprawą był fakt, że dom stał na terenie, na którym plan zagospodarowania przestrzennego przewidywał budowę drogi publicznej. Staruszka od lat blokowała w sądach wywłaszczenie. Obiegowe informacje potwierdzały, że staruszka ma tak ogromne zbiory cennych pamiątek, że nie miałaby ich gdzie umieścić po ewentualnej przeprowadzce. Dom był jej twierdzą.
Pewnego dnia Kosik przechodząc obok domu staruszki zauważył, że furtka jest uchylona. Ciekawość nakazała mu zatrzymać się i zerknąć co jest za furtką. Wsunął głowę za ogrodzenie, a potem wszedł kilka kroków na teren ogródka. Za ścianą wysokiego żywopłotu rozciągał się zaniedbany trawnik. Przez jego środek biegł popękany chodnik, wprost do drzwi wejściowych domu. Kosik był już w środku, nie miał nic do stracenia. W całej rozciągłości swojego gównianego i monotonnego życia miał szansę na doświadczenie czegoś świeżego. Raz kozie śmierć, powiedział i podszedł do drzwi domu. Stał przed nimi i zastanawiał się co dalej- pukać, dzwonić, wchodzić, co dalej? Złapał delikatnie za klamkę i przycisnał ją. Drzwi były otwarte. Wszedł do środka. Ściany korytarza zdobiły trofea myśliwskie. Czuł się jak w królestwie…