Kryminał · 5 min czytania
Co to? Pani Emma?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Czy ktoś oglądał wczorajszy program? -pytał wszystkich Fred, ten spod 4 . Prawdopodobnie ktoś upozorował porwanie słynnej modelki Emmy Pinki, córki znanego polityka. Pragnę zaznaczyć,że ta sprawa nas także dotyczyła gdyż jak się dowiedziałem miała miejsce tuż przed naszym blokiem. Zdziwiłem się, czego szukała tutaj ta paniusia. W telewizji nie wystawiała nosa z auta, ponadto nigdy nie widziano jej w żadnym innym miejscu jak w domu. Wyszła prawda na jaw, jak podały media chodziła ulicami Londynu każdego dnia, ale pod przykrywką sprzedawczyni ryb. Czyżby ta księgowa spod 5 znała tę kobietę, codziennie kupowała świeże ryby. I wtedy zdałem sobie sprawę, że muszę rozwiązać tę zagadkę. Za odnalezienie ukochanej” córeczki tatusia” miałem otrzymać pól miliona zielonych(dla niewtajemniczonych „zielone” to dolary). Pomyślałem, że to niezła okazja, w końcu znam paru członków mafii Pruszkowskiej. Choć tu te kontakty się nie przydają to jednak otaczałem się kiedyś ludźmi tego pokroju. A to w końcu coś, jak myślę ty, który to czytasz nie bawiłeś się w piaskownicy z takim Markiem Pruszkiem, tak właśnie myślałem. Szczerze mówiąc strzelałem i chyba nie spudłowałem. A właśnie dzisiaj pierwszy dzień mojej nowej szpiegowskiej pracy,jak na razie nieźle mi idzie. Wychodząc z domu około godziny 5.00 rano zauważyłem dwóch podejrzanych typów leżących koło krawężnika,jeden dla zmyły trzymał butelkę wina. Od razu wiedziałem, że to tajni agenci wysłani żeby mnie sprzątnąć i pozamiatać po kolegach,ale nie wiedzą, z kim mają do czynienia. Jestem Padoł, Filip Padoł. Drżyjcie, bo nad chodzę. Następnie o 12.15 idąc dale po ulicy Prezydenta Georga Busha ujrzałem w rogu ulicy o nazwie Bruklin 1112 kobietę sprzedającą ryby. Po chwili ruszyłem w jej stronę z 1 funtem w ręku i małą kartką, na której wcześniej napisałem: Wyciągnę Cię z tego Emmy, oto ja twój wybawca. Spotkajmy się o 15.00 w tym samym miejscu. Kiedy podszedł do stoiska szepnąłem, że chce jedną rybkę i wręczyłem kobiecie zapłatę. Ta zdziwiona zawołała swojego syna, chyba był bokserem, bo nieźle przyłożył mi w lewe oko i choć udało mi się uciec to miałem zamiar spuścić lanie temu łosiowi z targu. Nie pozostając dłużny wziąłem swój mega odjazdowy pistolet, dostałem go od mamy na Gwiazdkę, kiedy miałem pięć lat, trochę się zepsuł, ale co tam, zawsze uważałem, że plastik wytrzyma pokolenie rdzewiaczy. Od tego pomysłu odwiódł mnie mój brat, Diego, niezły z…