Aktualności · 5 min czytania
Codzienność depcze wyobraźnię...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Przemykam warszawską, na pamięć wyuczoną trasą. Zaraz, za rogiem spotkam wysoką brunetkę, która z wymuszonym uśmiechem wciśnie mi darmowe "Metro". Na przystanku usłyszę znajomy, nerwowy stukot obcasów dziewczyny w kolorowym płaszczu, tej której oczy zawierają w sobie tak wiele smutku. Pewnie ma jakiś problem, ba, to nie moja sprawa, pomyśli, że jestem wścibską babą węszącą za plotkami, wtykającą nos w nie swoje sprawy. Chcą znieczulicę? Będą ją mieli.
Denerwują mnie warszawskie tramwaje - pod ziemią co 3 minuty odjeżdża kolejny skład metra, a ja muszę tłuc się tymi rozsadzającymi bębenki pojazdami. Brrr… 3, 4, 5 przystanek, mijam zakład karny pełen ludzi, którzy mieli odwagę wziąć swój los we własne ręce - chociaż raz w życiu zrobili to, na co mieli ochotę, zapomnieli jednak o konsekwencjach, no cóż. Zazdroszczę im - chciałabym przynajmniej raz wyrwać się spod skrzydeł nakazów i praw. Rano otrzymaną gazetkę zaczynam oczywiście od pobieżnego sprawdzenia, co dziś w trawie piszczy. "Nirvana przyjeżdża w lutym do Polski", "Ukradł, bo chciał zaimponować". Strasznie trzęsie, ale pokuszę się o przeczytanie ulubionej rubryczki - sportowej. Uważam, że tygodniki o tej tematyce są strasznie drogie, dlatego muszę delektować się każdym słowem użytym w artykułach darmowych pras.
Znowu korek. Dlaczego dróg nie mogą remontować, kiedy ja akurat mam ochotę wybrać inną niż dotychczas trasę? Niech zrobią to, gdy jestem chora na grypę i nawet nie myślę o przemieszczaniu się po Warszawie. Los zawsze robi mi na złość. Spóźnię się, znowu spóźnię się do pracy. Nerwowo bębnię palcami o siedzenie przede mną. To taki mój osobisty, wrodzony nawyk. Z nudów i złości, w myślach przywołuję obraz dnia wczorajszego, dzisiejszego, jutrzejszego, piątku, który będzie za tydzień, za miesiąc, w grudniu. Dni zlewają się w jedną, spójną, jakże nudną całość.
Po pracy leniwie i apatycznie zaglądam do osiedlowego sklepu, który jak co dzień pachnie jabłkami i zbyt wyperfumowaną ekspedientką. Wiem, że nie wydarzy się nic, co mogłoby poprawić mój humor, albo przynajmniej wnieść do mojego życia odrobinę odmienności. Pani Helenka jak zawsze na moją