Inne · 9 min czytania
Connecting people.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Connecting people. Kiedy słyszał te słowa czuł się dumny. Do końca nie wiedział co znaczą, ale pojawiały się zawsze na końcu reklamy i brzmiały bardzo elegancko. Od czasu kiedy 3 września 2005 roku kupił w urodzinowej promocji Nokię 3120 za złotówkę plus VAT, jego życie nabrało innych barw. Stało się bardziej metalic. Bardzo mu się podobał ten kolor. W bloku, w którym mieszkał wszystko było szare i ohydne. Ze wstrętem patrzył na odrapaną klatkę, schody nigdy nie sprzątane, pełne psich gówien, śmieci, butelek i gazet. Teraz miał na to lekarstwo. Zamykał się w swoim pokoju i dotykał Nokię. Matka dobijała się do drzwi i krzyczała tak że słychać ją było na całym osiedlu. -Otwórz słyszysz! Czego się przede mną zamykasz, masz natychmiast otworzyć. Co ja ci mówiłam, weź się za jakąś robotę, ile ty masz lat, cały życie mam cię utrzymywać, z jednej renty? Kiedy zaczynała się seria przekleństw włączał dzwonki. Gdy sama siebie obrażając krzyczała – Ty skurwysynu - on niebieskim przyciskiem w lewym górnym rogu wchodził w menu, w galerię, w pokaż foldery, w dźwięki. Wysłuchiwał Carnival 1, City Life, Elevator. Przy Floating matka zaczynała słabnąć – Ty mnie do grobu wpędzisz! – To zdanie oznaczało, że doszła do granic wytrzymałości, za chwilę otworzy sobie kredens i się wzmocni. Jeśli nie znajdzie tam wina, przeszuka lodówkę i szafkę pod zlewem. Potem szurając kapciami podejdzie pod drzwi. Będzie łagodna jak alpejski baranek, grający w reklamie skarpet. -Arunio, no nie gniewaj się na mamę, wiesz, że ja muszę się wygadać, że mi lżej na duszy, no już dobrze, pożyczyłbyś mamie pięć złotych, oddam ci po rencie. Słuchał Hat Dance a zaraz potem włączył nieco nostalgiczny dzwonek Lily, zrobiło mu się matki szkoda. Rzucił jej piątkę pod drzwi. I podszedł do okna. Widział ją jak w radosnych pląsach biegła w stronę sklepu. Wiedział też, że ma wieczór i noc tylko dla siebie i dla niej. Była miła w dotyku, lekka (90g) wytrzymała (czas oczekiwania 230 h) poręczna a co najważniejsze nazywała się Nokia. Wyprodukowała ją fińska firma, która promowała politykę nieustannego rozwoju. Chciał się rozwijać razem z nią. Teraz to było w zasięgu jego ręki. Miał narzędzie komunikacji (tak przeczytał w folderze) nie tylko proste w obsłudze, ale też symbol stylu. Jak mówiła reklama na wysokości piersi ślicznej brunetki – „Samo życie. Tylko ulepszone”. Kiedyś czas nie miał dla niego żadnego znaczenia. Spał do południa. Potem leżał do wieczora bezmyślnie patrząc się w telewizor, albo siedział przed blokiem równie bezmyślnie gapiąc się w niebo. Teraz już nie musiał patrzeć ani w telewizor ani w niebo. Wyświetlacz Noki zastępował mu wszystkie widoki świata. W galerii, w folderze zdjęcia miał do wyboru kilkanaście tapet. Gdy znudził mu się build.gif, ustawiał, control.jpg, ewentualnie, disc.jpg. Czasem gdy był w romantycznym nastroju ustawiał sobie flowers.jpg ale tylko na chwilę, bo flowers był dobry dla dziewczyn. Wolał machine.jpg a najbardziej party.jpg. W każdej sekundzie odkrywał nowe możliwości. Pierwszego wieczora dowiedział się, że ma kalendarz, zegar i budzik. Dopiero następnego dnia udało mu się dotrzeć do kolejnych zadziwiających funkcji. Wszedł w GPRS z pewnym niepokojem, angielska nazwa General Packet Radio Service nic mu nie mówiła. Dopiero kiedy w instrukcji obsługi, w rozdziale „przegląd funkcji telefonu” dowiedział się, że GPRS to możliwość wysyłania i odbioru danych przez sieć komórkową poczuł się szczęśliwy. Tak samo uszczęśliwiła go funkcja MMS co oznaczało Multimedia Messaging Service. Tego wieczoru gdy odkrył większość funkcji Noki, zrozumiał, że świat stoi przed nim otworem. Miał tyle możliwości. Był w kontakcie z całym światem, w każdej chwili ktoś ze świata mógł zechcieć z nim porozmawiać. Wystarczyło nacisnąć przycisk z zielonym znaczkiem i już. Po drugiej stronie był ktoś inny. Już nie był sam. Matka wróciła z „przyjacielem” Ryśkiem. Arek na wszelki wypadek schował Nokię do kieszeni. Przyjaciel mógł dowiedzieć się od matki o telefonie i mógł zechcieć zadzwonić. Wyobraził sobie najgorsze. Rysiek swoimi czarnymi łapskami bierze aparat. Żółtymi od petów paluchami próbuje wycisnąć jakiś numer, a potem przykłada do owłosionych uszu i plując w powietrze zaczyna bełkotać. Po chwili rozległo się pukanie. -Arunio, pokażże ten telefon…