Inne · 13 min czytania
Córeczka mamusi
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Była paskudna jesień. Za oknem wiatr dął to w jedną, to w druga stronne. Zrozpaczone drzewa wymachiwały okaleczonymi konarami. Szarość przebijała się miedzy natłokiem zdarzeń. Skutecznie niszczyła najmniejsze przejawy koloru. Pod jej mieczem ginęły kolorowe listki, pożerała najdrobniejsze promienie słońca. Chmury jak konie pędziły tuż nad ziemią, muskając horyzont. Szare jak popiół, szybkie jak błyskawice uciekały od chaosu. W niczym nie przypominało to złotej jesieni z ckliwego serialu, a jednak im wystarczyło. Zaspokajało odwieczną potrzebę zakochanych- potrzebę romantyzmu. Czerwony koc w kratkę i kubek kakao, kiedy za oknem szalała wichura, tworzył najpiękniejszy nastrój. Niby przypadkiem, niecelowo opuszkami muskał jej gładkie ramie. Powściągliwie obejmował w pasie, druga ręką odgarniając kosmyk włosów okrywający twarz. Najmniejszy fragment jej ciała zwodził go by odsłonić następny. Blada jak mleko skóra dziewczyny kusiła go niemiłosiernie. Jednak jej duże, zielone oczy zawsze zawracały jego ręce. Był jej za to wdzięczny. Ona także czuła motyle w żołądku. Kiedy delikatnie gładził jej miękkie włosy, stada mrówek przechodziły jej po plecach, żołądek stawał w przełyku, a powietrze nie dochodziło do płuc. Dusiło ją to uczucie, nie mogła się wyrwać, ale jak można się wyrwać miłości? Jak odejść kiedy jest się w bajce. Choć książę nie przyjechał na rumaku, a miejskim autobusem, choć nie jest się księżniczką, a studentką medycyny to jednak bajka zawsze jest bajką…delikatna jak bańka mydlana. Na początku była eksplozja, kwiaty, liściki, wspólne spacery, kolacje przy świecach. Potem pierwsze kłótnie, pierwsze przeprosiny. Następnie wspólne nieprzespane noce przed sesją, wspólne zakupy w warzywniaku na rogu, wspólne stanie w kolejce po jeszcze ciepły chleb, wspólna codzienność. Zrozumieli ze nie ma już jej i jego, są tylko oni. To był właśnie ten moment, kiedy człowiek zastanawia się, co jest dla niego w życiu najważniejsze. Wtedy kalkuluje miłość w czysto matematyczny sposób. Zastanawia się, czy woli brudne skarpetki i cieplny obiad, czy lunch w pracy i ciszę pustego mieszkania? Czy potrzebuje ciepłego słowa i pomocnej dłoni, czy wystarczy mu chłodny kontakt fizyczny bez zbędnych deklaracji? Dla nich nie było już odwrotu. Uwiezieni w sobie nawzajem, razem musieli iść przez życie. W zwykłe, niedzielne popołudnie, kiedy nad miastem unosiła się gęsta, ciężka mgła, szli trzymając się za ręce. Jednak nie był to romantyczny spacer we dwoje. Ich kroki były niepewne, gesty ostrożne. Każde zamyślone, wiedziało, że nie tylko mgła wisi w powietrzu. Ciasno zawiązany krawat uwierał jego szyję, zaciśnięte palce na bukiecie herbacianych róż, wybieranych godzinami, zsiniały od zimna. Z żołądkiem podchodzącym do gardła, stanęli przed dębowymi drzwiami mieszkania. Kiedy podnosił dłoń, żeby nacisnąć dzwonek, nie mógł opanować drżenia rąk. W drzwiach pojawiła się starsza kobieta. Na widok dziewczyny uśmiechnęła się promieniście, ukazując wianuszek drobnych jak perełki zębów. Następnie zwróciła swoje oczy na chłopaka i powiedziała oschle: Wejdźcie. Nie było już odwrotu. Przerażony wręczył jej kwiaty, pocałował w suchą rękę i usiadł na wskazanym krześle. Rozmowa toczyła się wolno, ociężale. Na stole pojawiały się kolejne dania. W końcu dziewczyna powiedziała: - Mamo, chcielibyśmy ci cos powiedzieć – spojrzała znacząco na chłopaka. Potem wszystko działo się już bardzo szybko. Najpierw czuł serce bijące jak oszalałe, szybki oddech, drżące ręce. Następnie słyszał swój głos mówiący „chcielibyśmy się pobrać”, krzyk, wyrzuty, łamiący serce płacz ukochanej i odgłos zamykających się za nimi drzwi. Padła mu w ramiona: Dlaczego- szlochała.– Dlaczego ona nie może choć raz uszanować mojej decyzji, czemu nie chce cieszyć się moim szczęściem, dlaczego? Nie wiem kochanie, naprawdę nie wiem. Ale nie płacz już, no ciii! Wszystko będzie dobrze. Poradzimy sobie z tym, ze wszystkim sobie poradzimy tylko już nie płacz.
Ale czemu, czemu ona mi to robi? Niech mi nie wmawia, że dla mojego dobra. Już dobrze, choćmy do domu- pogładził ja po głowie i obejmując w pasie poprowadził do domu.
Minęła jesień. Nastał grudzień, a wraz z nim ciężka, zimowa pogoda. Granatowe chmurny zdawała się ledwie utrzymywać na niebie. Sypały się z nich pierwsze płatki śniegu. Zaszyci w ciepłym mieszkaniu planowali ostatnie szczegóły. Kolor kwiatów na stole, kształt obrusu. Biała suknia już dawno wisiała w szafie, ukryta przed ciekawskim okiem narzeczonego. Z każdym kolejnym dniem, byli bardziej przejęci i bardziej pewni swojego wyboru. Z wysłanych zaproszeń tylko na jedno nie dostali odpowiedzi. Przy weselnym stole zaplanowali jednak miejsce dla matki panny młodej. Nie dopuszczali do myśli innej wersji wydarzeń. Odpowiedź na zaproszenie nie przychodziła, ale w ich wyobrażeniach wszystkie miejsca przy stole były zapełnione. Najważniejszy dzień w ich życiu, nie mógł odbyć się bez udziału całej rodziny. Stało się jednak inaczej, jedno miejsce zostało puste. Niezapełniona przestrzeń kuła w oczy. Na białej sukni zamiast łez szczęścia pojawiły się łzy goryczy i żalu. Nastrój przypominał bardziej pogrzeb niż wesele, i tak jak kolejne dni spowity był milczeniem. Czas mijał, święta, rodzinne uroczystości, wszystko to na pokaz, tylko powierzchownie było spokojne. Każde spotkanie z teściową sprawiało, że przeszywały go dreszcze. Jej chłód i oziębłości, nie pozwalały na jakąkolwiek rozmowę. Doszło do tego, że zaczął unikać tych spotkań, obawiać się świąt. Wszystkie kawały o teściowej nabrały dla niego innego sensu, czarny humor powoli przestawał go bawić. Tak mijał czas, kolejne święta i imieniny. Wszystko to zmieniło jedno wydarzenie. Zwykły telefon, sygnał taki jak zwykle, nic nie wskazywało na niezwykłość tego połączenia. Jednak ten telefon zmienił wszystko, odkładając słuchawkę twarz miał białą jak papier, nogi się pod nim ugięły i gdyby nie fotel runąłby na podłogę. Twoja mama jest w szpitalu – powiedział prosto z mostu nie mogąc zdobyć się na jakiekolwiek załagodzenie tej informacji. Słucham?- krzyknęła- Kto jest w szpitalu?- zapytała docierając ostatni talerz. Twoja mama- tym razem usłyszała dokładnie. Nie zwracając uwagi na brzdęk tłukącego się talerza wypadła z kuchni.- Co jej jest? Co się stało?- tysiące pytań kłębiło się jej w głowie. Wykryto u niej raka krtani. Są już przeżuty na płuco i nerki- mówił jednym tchem. Nie potrafił powiedzieć tego łagodniej, nie umiał obłaskawić…