Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Filozofia · 5 min czytania

"Córka Alchemika"

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Bo ona była prawdziwą córką Alchemika. Jak każdy młody, wrażliwy człowiek (a takim się czułam), znałam prozę Coelho i tytułowego Alchemika. Nie wiem, czy sam autor wspominał kiedykolwiek o potomstwie bohatera. Ale ja sądziłam, że ona istnieje. Żyje wśród nas. A akurat ja miałam szczęście ją spotkać - córkę Alchemika. Ojciec naprawdę ją kochał. I dlatego porzucił. Nie, to nielogiczne. Kochał ją i dlatego... dlatego pozwolił jej mieszkać u mnie? To nielogiczne jeszcze bardziej. Nie potrafię znaleźć mądrego wytłumaczenia faktu, że córka Alchemika wynajmowała w mojej kamienicy pokój. To nie było przecież otoczenie dla niej. Brudne korytarze, ściany obłażące z tynku i ten cały syf we wspólnej ubikacji. Inne pokoje zajmowały miejscowe męty. A ona była taka delikatna. Chociaż, muszę przyznać, na pozór niewiele różniła się od mieszkających po sąsiedzku drobnych złodziejaszków oraz pijaczków z rynsztoka. Jej usta także ciskały plugawe przekleństwa, ubrania wyglądały na wyjęte ze śmietnika, a włosy spadały tłustymi strąkami na czoło. Naprawdę, jej fizyczność okropnie mnie odpychała. Ale potrafiłam się przemóc. Kiedy siedziałam obok niej, trzymała mnie za rękę. Straszliwy smród potu, tanich perfum i jeszcze tańszych papierosów przyprawiał mnie o mdłości. Starałam się jednak nie okazywać obrzydzenia. Słuchałam, co może mi jeszcze powiedzieć swoim ochrypłym od marnej nikotyny głosem. Córka Alchemika wbrew wszelkim pozorom była oczytaną, inteligentną dziewczyną. Nie liczyła sobie chyba więcej niż dwadzieścia lat? Dość niska, drobnej budowy blondynka patrzyła na mnie głębokimi, zielonymi oczyma. Świeciły dziwnym, nieziemskim wręcz światłem w bladej, krostowatej twarzy. Świeciły pod nierównym sufitem mojej kamienicy. Świeciły pod szarym niebem małej miejscowości. Świeciły pod... nie, świeciły nad moją małą duszą. Jeśli człowiek w ogóle posiada duszę. Ona twierdziła, że tak. Dokładnie wiedziała, co stanie się z nami po śmierci, dokąd idziemy, dlaczego... Ale nie chciała mi tego powiedzieć. Moje nieśmiałe pytanie zbywała zachrypniętym chichotem i niedbałym „To jeszcze nie czas”.

Córka Alchemika chwyciła mnie za rękę. Kaszlnęła lekko, po czym uśmiechnęła się przepraszająco. -Właśnie o tym chciałam z tobą dzisiaj pogadać. Bo widzisz, ja... Już nadszedł ten czas. Chciałabym, żebyś wiedziała, że nie musisz płakać. Niewielka strata w porównaniu do takiej Skłodowskiej... Ona przynajmniej nie wiedziała. Nieskładny potok wymowy przerwał nagły chichot. Dochodzący z głębi…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
"Córka Alchemika" — czytnik · opowiadania