fantastyka · 17 min czytania
Córka Przeznaczenia.
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
CÓRKA PRZEZNACZENIA
Zbliżał się moment, na który tak długo czekał. Czuł to, gdy stojąc oparty o drzewo, obserwował młodych ludzi, wychodzącym ze szkoły Był bardzo cierpliwy. Wśród nich dostrzegł rudowłosą dziewczynę schodzącą po schodach z uśmiechem na ustach. Zupełnie nieświadoma tego, co przygotował dla niej los. Był przy niej od samego początku, gdy tylko przyszła na świat, potem zaczęła dorastać, poznawać smak życia, ze wszystkimi jego wadami i zaletami. Widział u niej radość i smutek. Znał ją, jak nikt inny na świecie. Bo tylko on znał prawdziwy powód, dla którego się narodziła – Jest taka piękna... Dojrzała.... Jej czas już nadszedł. I nic mnie tym razem nie powstrzyma. Nawet Ty, Panie – jego bladą twarz rozjaśnił delikatny uśmiech, gdy uniósł głowę do góry, spoglądając na niebo, rozświetlone promieniami słońca. Tego dnia, w New Mexico panowała piękna pogoda. Idealna, do wypełnienia proroctwa. Jego uśmiech gwałtownie zmalał, gdy na jego oczach dziewczyna zbliżyła się do dwójki chłopaków. Jego ręce zaczęły się zaciskać, a gniew narastała z każdą minutą. Skupiając się na drobnej postaci o długich, rudych lokach, nie zauważył, kiedy ziemia pod jego stopami zaczęła drżeć. Intensywność rosła z każdą chwilą, tak jak pełne zazdrości emocje, jakie gościły w jego mrocznym sercu. Dopiero głośny krzyk biegnących dookoła w panice ludzi, sprawiły, że odzyskał kontrolę nad sobą, więc powoli rozluźniał ręce, a ziemia pod jego stopami zaczęła się uspokajać. Z westchnieniem, spojrzał w niebo – Spokojnie, mój Panie. Nie zamierzam ich skrzywdzić. Przynajmniej, jeszcze nie teraz – szepnął niskim głosem, po czym kąciki jego ust uniosły się w sarkastycznym grymasie. Opuścił głowę i ponownie skupił się na rudowłosej dziewczynie, która wstała z ziemi, po czym oczyściła swoje spodnie z brudu. Przyglądał się jej jeszcze przez chwilę, po zanim odwrócił się i zaczął odchodzić, a jego długi czarny płaszcz powiewał pod wpływem lekkiego wiatru.
****************
Zbliżała się północ, gdy 19-letnia Sarah siedziała na łóżku po turecku, przeglądając album ze zdjęciami. Do momentu, gdy zatrzymała się na dużej fotografii. Uśmiechając się smutno, przesunęła palcami po podobiźnie wysokiej, ciemnowłosej dziewczyny. Jej starszej siostry. Od jej śmierci, minęły już dwa lata, a mimo to, nie potrafiła się pogodzić z jej stratą. Zamknęła album i opadła na łóżko, sięgając wspomnieniami do tamtych dni, gdy wraz z Dolores śmiała się, rozmawiając o chłopakach. Była jej największą przyjaciółką, której mogła zwierzać się ze wszystkiego. Teraz, brakowało jej bliskości, wspólnych, nocnych rozmów. Potrzebowała ją, gdy w jej życiu zaczęło dziać się coś dziwnego.
Część 22 / 2
Od kilku dni prześladowały ją sny, w których widziała pewnego mężczyznę. Wyglądał jak anioł, z burzą jasnych loków wokół twarzy. Jednak jego spojrzenie, w połączeniu z diabelskim uśmiechem sprawiało, że w jakiś sposób się go bała. Słyszała jego niski, lekko zachrypnięty głos, gdy wołał jej imię. To trwało od kilku tygodni, a ona z każdym dniem bała się go coraz bardziej. Ale, czuła wtedy jeszcze coś. Otaczająca go tajemnica w jakiś sposób przyciągała ją do siebie. Uwodziła, nie pozwalając jej nigdy odejść. Obejrzała się w kierunku okna, gdy usłyszała cichy szelest. Wstała i podeszła do okna, który szybko zamknęła, czując dziwny dreszcz przechodzący wzdłuż jej pleców. Wróciła do łóżka i zgasiła światło. Przykryła się szczelnie kołdrą i mając nadzieję na szybki sen. Wtuliła się mocniej w poduszkę, czując jak ogarniała ją senność. Zapadała się w nią coraz głębiej, a jej ciało rozluźniało się. Tak niewiele brakowało, by utonęła bezpiecznie w objęciach Morfeusza..... Aż usłyszała cichy szept, wymawiający jej imię.
Otworzyła gwałtownie oczy i usiadła na łóżku, z bijącym sercem rozglądając się dookoła. Znów miała wrażenie, jakby w pokoju nie była sama. Wyciągnęła rękę w bok i pochyliła się lekko w kierunku nocnej szafki, gdzie stała mała lampa. Zapaliła ją, po czym wyprostowała się i znów objęła wzrokiem całe otoczenie. Nie było w nim nikogo. A mimo to, jeszcze raz usłyszała wołanie. Wyraźnie dochodziło z zewnątrz. Wstała i podeszła do okna. Otworzyła szeroko i wyjrzała przez nie, ale nie dostrzegła w ciemnościach nikogo – Chyba zwariowałam – szepnęła do siebie, wzruszając ramionami, więc odsunęła się, zamierzając zamknąć okno, jednak wstrzymała się, ponownie słysząc wołanie. Tym razem, za własnymi plecami. Odwróciła się, jednak nadal nie widziała w pokoju nikogo. Przerażona, wróciła biegiem do łóżka i usiadła na nim, zakrywając się kołdrą. Przyciągnęła blisko siebie kolana i zaczęła nasłuchiwać – „Przyjdź do mnie, Sarah” - ten sam głos opanował jej umysł, jednak nie brzmiał już tak groźnie, jak przedtem. Miał w sobie nutkę obietnicy. Powoli podniosła się i zaczęła zbliżać do drzwi. Nacisnęła ostrożnie klamkę i otworzyła, starając się nie wywołać żadnego dźwięku – „Sarah” – jego głos cudownie pieścił jej uszy. Uwodząc. Przywołując do siebie. Sprawił, że zapragnęła być blisko niego. Zeszła po schodach i zaczęła iść przez długi korytarz, zbliżając się do drzwi. Odczekała chwilę i rozejrzała się, zanim upewniła się, że była sama. Przekręciła klucz, a potem otworzyła je. Cichy szept wciąż wzywał, a ona szła w jego kierunku, podążając za jego dźwiękiem. Wyszła na ulicę boso, nie czując bólu pod stopami. Zanim się zorientowała, była już po drugiej stronie ulicy i zaczęła zbliżać się do ciemnego parku. Cały czas szła, nie odczuwając strachu. Nawet zimna.
Zatrzymała się dopiero w połowie, gdy szept w jej głowie ucichł, a czar prysł. Zaskoczona, otoczyła się ramionami, czując zimne dreszcze na ramionach. Przerażona, nie potrafiła zrozumieć, dlaczego zdecydowała się wyjść w środku nocy. Do tego, mając na sobie jedynie krótkie spodenki i koszulkę. Poczuła lekkie drżenie ziemi pod stopami, więc odwróciła się, chcąc jak najszybciej wrócić do domu. Zamiast tego, wylądowało prosto w ramiona mężczyzny. Ziemia przestała drgać. Przepraszając, odsunęła się i podniosła wzrok. Jednak nie zdołała nic więcej powiedzieć, gdy w ciemnościach rozpoznała jasnowłosą postać ze snów – Ty... Śledziłeś mnie? – zapytała, przyglądając się z bliska rysom jego twarzy. Pokręcił przecząco głową, uśmiechając się przy tym lekko. Sarah patrzyła na niego, oczarowana niezwykłą urodą – Kim jesteś? Aniołem? – zapytała, gdy znów poczuła ruch ziemi. Aż w pewnym momencie, zaczęła pękać, tworząc między nimi małą szczelinę. Przerażona, zaczęła się cofać, szykując się do ucieczki, gdy przerwa między nimi zaczęła się rozszerzać. Cofała się coraz szybciej, aż odwróciła się gwałtownie i zaczęła biec. Nagle zobaczyła go, stojącego na jej drodze Zdecydowanie za późno. I nim zareagowała, znów znalazła się w jego ramionach. Nic nie rozumiejąc, odwróciła się i zobaczyła drogę w nienaruszonym stanie. Bez śladu pęknięcia – To niemożliwe... Jakim cudem... – zastanawiała się głośno, czując się coraz bardziej niepewnie, stojąc blisko tajemniczego mężczyzny. Uwolniła się z jego ramion i zaczęła, powoli cofać się do tyłu – Kim ty, do cholery jesteś? Czego ode mnie chcesz? – syczała, bojąc się go coraz bardziej. Ziemia znów zadrżała. Spojrzała na pękającą ścieżkę, a potem na niego. Miał lekko pochyloną głowę i mocno zaciśnięte, pełne usta, gdy mierzył ją spojrzeniem. Wtedy zaczęła wszystko rozumieć – Błagam, przestań. Nie będę już uciekać – zaczęła płakać, upadając na kolana, wiedząc, że nie miała z nim żadnych szans. Musiała się poddać, by uniknąć tragedii – Dlaczego mi to robisz? – zapytała przez łzy, gdy wszystko dookoła się uspokoiło. Kątem oka widziała, jak się zbliżał. Otarła delikatnie policzki, a potem wstała, chcąc spojrzeć mu prosto w oczy. Patrzyła na niego, gdy znalazł się już blisko niej i uniósł lewą rękę, którą odgarnął z jej twarzy pojedyncze kosmyki włosów – Przyszedłeś mnie zabić, prawda? – zapytała cicho, gdy mężczyzna zbliżał się do niej coraz bardziej. Aż wreszcie... Poczuła miękki dotyk jego ust. Ich zmysłowy smak podziałał na nią zniewalająco. Czuła, jak miękła w jego ramionach, poddając się rosnącym doznaniom, wtulając się jego ramionach jeszcze mocniej. Uwielbiała to. Czuła się wyjątkowo, jak jeszcze nigdy, pragnąć więcej i więcej. Nie protestowała, gdy uniósł ją i zaczął wynosić w…