Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Kryminał · 13 min czytania

Corsette

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Moi rodzice zostali zamordowani - głos szesnastolatki dotarł do uszu Jonathana równie szybko jak kula wystrzelona z drugiego krańca gabinetu. Pocisk ugodził mężczyznę niespodziewanie i boleśnie, budząc uczucie, które dotychczas drzemało gdzieś głęboko w najciemniejszych zakamarkach jego umysłu. Prawdziwe, czyste, nieoszukane współczucie. W tamtej chwili nie był w stanie dopuścić do siebie myśli, że skrucha i rozpacz, którą widział na twarzy tej dziewczyny, była jedynie perfidną grą, w której to ona dyktowała zasady. Nie przyszło mu nawet do głowy, że drżenie dłoni, niekontrolowany płacz, czy rozpaczliwy ton, z jakim opisywała mu nieszczęsny dzień śmierci swoich bliskich, jest jedynie wyrafinowanym sposobem by okręcić go sobie wokół palca, zniewolić, zaplątać w swą sieć utkaną z kłamstw, fałszerstw i aktorskich sztuczek. Zręcznie posłużyła się nim, naiwnym stróżem prawa, by oczyścić się z wszelkich zarzutów i ciągnąć dalej swój zbrodniczy żywot. Tamtego dnia, gdy wysłuchawszy jej smutnej historii, spytał o zabójstwo, odpowiedziała:

- To naprawdę nie był cukier?

- Nie. W organizmach dzieci znaleziono śladowe ilości arszeniku.

- Kłaść cukier i sól na półce z groźną trucizną. Nie uważa pan, że to nieodpowiedzialne?

Teraz, prawie cztery lata później, wreszcie przejrzał na oczy. Zrobił to już w chwili gdy wraz z początkiem marca przysłano mu jej rysopis. Tej samej chudej, pokracznej istoty o ostrych rysach twarzy i lśniących, czarnych lokach sięgających przed barki. Wyglądała identycznie jak wtedy, kiedy wypuścił ją z aresztu. Wycieńczoną, cichą, niezdrowo bladą z podkrążonymi oczami. Wyglądała dokładnie tak, jak gwoli ścisłości miały prezentować się osoby, które dawno temu przeżyły koszmar, a potem niechcący przywołały lawinę wspomnień. Nie domyślał się, że jej wyraz twarzy i mimika także biorą udział w tej makiawelicznej grze pozorów. Nie podejrzewał absolutnie niczego, póki w ogólnodostępnej prasie nie zaczęły ukazywać się opisy mordów, przypisywanych tajemniczej zabójczyni. Nagłówki mówiły "Strzeżcie się, ona nadchodzi!". Lecz nawet wówczas nie mógł wiedzieć, do czego jeszcze zdolna jest Corsette Rebbez, zwana przez szepty Macabre. Nie mógł wiedzieć, że to właśnie ona, z zimną krwią, zamordowała swoich rodziców.

●

Gęsty obłok dymu uniósł się znad rozpalonego żaru, buchając mężczyźnie prosto w twarz. Jegomość z miejsca uznał to za kolejną oznakę czystej impertynencji, nietaktu i braku ogłady. Kobieta od początku spotkania zaszczyciła go tylko jednym, poznawczym spojrzeniem, bez przerwy poprawiała swoją karą koafiurę, halkę tiulowej sukni i czarne mitenki, nie zważając na zniecierpliwionego Waltera. W końcu on był tutaj jedynie zleceniodawcą, a ona egzekutorką i człowiekiem od mokrej roboty. To od jej kaprysu zależały losy siedemdziesięcioletniej Mabel.

- Macabre - odchrząknął.

- Myślałam, że prędzej przyjdzie mi przesiąknąć na wskroś tym chłodem, niżeli raczysz się odezwać.

- Wybacz... Odejdziemy gdzieś, czy będziemy nadal tkwić w tej zimnicy?

- Odmrożenie kończyn to coś, czego akurat w żadnym wypadku nie chciałabym doświadczyć. Takie urazy często kończą się amputacją, a w tych czasach ciężko o kongruentną, wytrzymałą protezę, nawet z moją pozycją.

Po tych słowach oddaliła się w stronę świateł arendy, nie czekając ani na odpowiedź towarzysza, ani na niego samego.

●

- Dwa kieliszki czystej okowity - rzuciła do oberżysty nim zdecydowała się usiąść przy jednym z okrągłych stolików, tym najbardziej wysuniętym do cienia.

- No, to gadaj wreszcie, bo na razie sztywny jesteś jak widły w gnoju - rzekła rozbawiona, biorąc łyk trunku.

- Chodzi o Mabel, moją sąsiadkę... - odparł niepewnie, wodząc wzrokiem po całej gospodzie. - Powiedz mi coś, czego nie wiem. To trąd, gruźlica, czarna ospa? Mówże. - Moja siostrzenica została sama z dwójką dzieci - podjął - Jej mąż zmarł kilka tygodni temu, a i gdy żył nie wiodło im się zbyt dobrze. Teraz ledwie wiążą koniec z końcem, brakuje im na jedzenie i czynsz. Początkowo chciałem ich wziąć do siebie, ale mam stosunkowo małe mieszkanie, nie pomieścilibyśmy się... - Dlatego postanowiłeś nasłać na podstarzałą, Bogu ducha winną panią mordercę? - przerwała mu z wyraźną, lecz udawaną pretensją. Chciała go sprawdzić, by uniknąć późniejszych niedomówień i nauczyć go podstawowej i newralgicznej zasady swojej profesji - nie możesz się wahać. Każde zawahanie oddala cię od celu, osłabia i daje wrogowi czas na solidny kontratak. To największy faux pas jaki można popełnić. Wsłuchiwała się w rozkoszne bicie jego serca, które z każdą chwilą przyspieszało. - To kwestia bytu mojej rodziny, nie mogę przecież pozwolić, by mieszkali na ulicy. A Mabel, istotnie, jest stara i zmęczona życiem... Oni mają przed sobą całe! - wydusił w końcu. - Och, oczywiście. Doskonale rozumiem twoje pragnienia i obawy - skłamała i uśmiechając się uroczo oparła brodę na splecionych dłoniach - Miłość, poświęcenie, prokreacja... To bardzo ważne wartości, prawda? Czasem trzeba się wysłużyć mniej ważną, zrakowaciałą jednostką, żeby ratować to, na czym nam zależy, czyż nie mam racji? - To chyba nic złego? - Istotnie. To naturalny cykl łańcucha pokarmowego. Niektórzy pożerają, a inni są pożerani - ściszyła głos, a Walter zorientował się, że wszystkie ławy wokół nich są puste. Nie było już nawet karczmarza. Zostały tylko brudne półmiski i kufle po piwie. - I wiesz co ci powiem? Dzisiaj to ty zostaniesz pożarty - szepnęła mu do ucha, nachylając się nad stołem. Chciał wstać i uciec, ale uniemożliwiły mu to sparaliżowane nogi i ręce. Powoli tracił władzę we własnym ciele, a gdy tlen przestał dopływać mu do nosa i krtani, uświadomił sobie, że został okrutnie oszukany. I otruty. ● - Naiwny abderyta! - skwitowała pogardliwie Julia Frevon, bawiąc się nakręconym na palec wskazujący puklem czerwonych włosów. Ułożyła się wygodniej na dachu starego mustanga i założyła nogę na nogę, chcąc zademonstrować zebranym gustowny, skórzany kozaczek na grubym koturnie. Kontrowersyjną pozę dopełniała kusa suknia z dżinsu, sięgająca do połowy szczupłych ud. Julia była swego rodzaju przywódczynią tej bezimiennej zgrai;…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%