Inne · 11 min czytania
Coś, po czym nie śni się nic
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Sama nie wie co się stało. Po urodzinach Jej chrześniaka wybrali się na urodziny Jego kolegi ze szkoły średniej, o których Ona dowiedziała się niespodziewanie. Jedynego, z którym do tego czasu On utrzymywał kontakt. Kolejna impreza, którą zamierzali przetrwać zajęci sobą i mający gdzieś pozostałe towarzystwo. Nieważne jak bardzo było to nieuprzejme. Film zaczął się w momencie, gdy przekroczyli próg mieszkania i przywitali się z gospodarzem. Zostali zaproszeni do pokoju, gdzie siedziała reszta gości. Przywitali się, rozejrzeli i w tym momencie poczuła, jak Jego dłoń znajdująca się w Jej dłoni sztywnieje. Spojrzała na Jego twarz i zdziwiła się. Widziała już, jak Jego zazwyczaj uśmiechnięta twarz lodowacieje, ale nigdy nie wyglądała tak… strasznie. Zimne, niemal martwe oczy i posągowa mina. Nie chciała znać Go takim. Rozejrzała się po pokoju w poszukiwaniu przyczyny takiego zachowania ukochanego i zobaczyła JĄ. Na oko niewysoka, krótkowłosa brunetka. Ani ładna, ani brzydka - po prostu zwyczajna dziewczyna. Siedziała w fotelu, w kącie pokoju i sączyła jakiegoś drinka. Otaksowała Ją wzrokiem i skupiła się na Nim. W JEJ spojrzeniu była ciekawość i… wyzwanie. - Przepraszam kochanie, co mówiłaś? - spytał On, kiedy dotarło do Niego, że Ona coś mówi. - A tak, siądziemy tutaj, dobrze? „Guzik cię to obchodzi” - pomyślała Ona. Jednak nic nie odpowiedziała. To było pierwsze ukłucie. Potem pojawił się gospodarz i zaczął przedstawiać nieznanych im ludzi. - Hmm… A wy się znacie - powiedział zmieszany JEJ i Jemu. - Jak najbardziej - powiedziała ONA mrużąc oczy. - Tak - powiedział przez zęby On. - Ciebie widziałam w szkole, kiedy byłaś „kotką” - powiedziała do Niej. „Też się cieszę, że Cię poznałam” - pomyślała Ona, ale znowu nic nie powiedziała. Poczuła, że potrzebuje powietrza i oznajmiła Mu, że idzie do łazienki. Nawet na Nią nie spojrzał. Pod powiekami poczuła łzy, więc szybko wyszła z pokoju. Nie będzie płakać. Z powodu faceta już nigdy. Przypomnienie sobie tego postanowienia sprawiło, że poczuła się lepiej. Wyszła z łazienki, ale nie miała ochoty wracać. Usłyszała, że ktoś jest w kuchni, więc tam poszła. Przy zmywaku kręciła się Jej znajoma. Zaczęły rozmawiać. - No to już się dowiedziałaś, że byli ze sobą - powiedziała tamta bez ogródek. - Naprawdę nie wiedziałaś? - Nie. - Dziwna jesteś. O nic nie pytałaś? - Nie. - Ja bym wypytała swojego faceta o wszystko. - A ja nie - wstała i wróciła do pokoju. W miarę jak rosła ilość wypitych drinków, wzrastała też temperatura imprezy. Stół z przekąskami odsunięto pod ścianę i na parkiecie pojawiły się tańczące pary. Ona wcale nie była szczęśliwa, kiedy znalazła się w Jego ramionach i zaczęli poruszać się w takt muzyki. To nie był Jej mężczyzna, ten ciepły człowiek, którego znała i kochała. Zastanawiała się, czy to nie wróży źle4 - ta Jego umiejętność zmieniania się w lód, kiedy tylko zdarzy się coś, co Go rani. Bo to z kolei raniło Ją. A jeśli kiedyś zrobi taką minę na Jej widok? Kiedy tańcząc wodziła wzrokiem po pokoju, Jej spojrzenie zetknęło się nagle z JEJ spojrzeniem. Wciąż siedziała w tym samym miejscu, niemal w tej samej pozycji i sączyła drinka, z tym że na pewno to był już kolejny. Wpatrywała się w Nią wyzywająco, JEJ usta wykrzywiał ironiczny półuśmiech. Sama nie wie dlaczego, ale spuściła wzrok… I od tego momentu Jej myśli podążyły innym torem. Czy On coś do NIEJ jeszcze czuje, skoro zareagował tak ostro? Czy to tylko żal o tego kopa, którego dostał? Czy tańczy z Nią, bo chce tańczyć ze swoją dziewczyną, czy też zrobić na złość TAMTEJ? Pieści Jej kark, bo to lubi, czy chce żeby JĄ zabolało? Poczuła, że zaraz zwariuje. Jak może tak o Nim myśleć? To nie fair. Uniósł Jej głowę i spojrzał w oczy. Odwzajemniła spojrzenie i zobaczyła to co zwykle: czułość. W tym momencie zalała Ją potężna fala wyrzutów sumienia. Później usiedli na kanapie, żeby odpocząć i podeszła do nich ONA. - Możemy porozmawiać? - spytała Jego, całkowicie ignorując Jej obecność. - Nie - odpowiedział. - Och, nie bądź dzieckiem. Miałam nadzieję, że z tego wyrosłeś. - Nie wyrosnę z tego nigdy. - Jak sobie chcesz, ale muszę ci coś powiedzieć. - Nie mam ochoty tego słuchać. I nie jestem tu sam, gdybyś tego nie zauważyła. - Och, no jasne. Przecież widzę. - Ależ nie przeszkadzajcie sobie! - Ona poczuła, że ma dość. Traktowali Ją jak kartę przetargową i czuła się wręcz pijana z gniewu. - Ja stąd idę. - No co ty! - zerwał się On, podczas gdy ONA z satysfakcją odprowadzała Ją wzrokiem. Wychodząc z pokoju zauważyła kątem oka, że łapie Go za rękę. Wtargnęła do sąsiedniego pokoju nie zastanawiając się, że może to nie wypada. W pomieszczeniu nie było nikogo. Po chwili On wszedł za Nią i zamknął drzwi na klucz. - Kochanie, przepraszam - powiedział, próbując Ją objąć. - Za co? - Za… to. - Uważasz, że masz za co przepraszać? - Nie wiem. To było drugie ukłucie. Już nie szpilki, ale czegoś większego. On nie wie, czy ma za co przepraszać. A powinien wiedzieć. I wtedy odezwała się w Niej duma, którą wykorzystywała zawsze jako ochronny pancerz. Wiedziała, że