Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Medycyna · 7 min czytania

Coś więcej niż małpa

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Niewielka grupka bezwolnych mężczyzn wysiadła ze stojącego, niebieskiego autobusu. Ich somnambuliczne, ospałe ruchy współgrały z pozbawionymi ekspresji twarzami – wszystko szło zgodnie z planem, podane na godzinę przed jazdą leki, dobrze spełniały swoje zadanie. Idąc jeden za drugim, zakuci w wyprane kaftany, poruszając się jak jeden, wielonożny organizm, przypominali białą, pełznącą w stronę szpitala gąsienicę. Były to jednak osobne istoty, gotowe godzinami deliberować, przekonywać o namacalności swoich urojeń. Wyglądali spokojnie w swym posłusznym marszu ku normalności, odbębnianym wraz ze zwidami i upiorami, które krzycząc i zaczepiając, towarzyszyły im w ich marszu po placu. Gąsienica wygięła się w łuk, skręcając do bloku C, pełnego sal z podobnymi pacjentami, przykładami zmiany wcieleń jeszcze za życia. Grzeczności kluczących pacjentów pilnowali potężni, lecz łagodni pielęgniarze, dopatrujący, aby odwłok podążał za resztą robala ku wejściu do budynku C. Kierowca pozdrowił strażnika w budce. Szlaban opadł, autobus wyjechał za mury szpitala. „Wszyscy jesteśmy jedynie małpami” – pomyślała, śledząca konwój z okna swojego gabinetu Ewa. Podlegający jej Blok D, zanurzył się w popołudniowej drzemce. Nakarmieni lekami, przypięci do swoich łóżek pacjenci spali grzecznie, pokornie. Zbliżał się koniec zmiany. Ewa patrząc przez niezakratowane okno, czekała, aż wskazówka dobije do czwartej. „Pieprzone małpy” – pomyślała wracając na krzesło, masując pękające skronie. Chciała w końcu zrzucić biały fartuch, wziąć tabletki i opuścić mury: wejść w rolę matki. Czekające w domu córki, nigdy nie poznały szorstkiej strony osobowości swej mamy - pancernej pani doktor, próbującej rozwikłać swą niecodzienną inteligencją zaplatane osobowości pacjentów. Czasami witały ją w progu, wyczerpaną dyskusjami, próbami wyprostowania nieprostowalnego, ale gdy pytały o pracę, zamyślała się na moment, kazała dokończyć posiłek lub odrobić lekcje, pozostawiając je bez odpowiedzi. Nie mówiła o swej pracy, broniąc w swym przekonaniu godności pacjentów, a raczej ludzi, którymi kiedyś byli. Gdy odwieszała fartuch, drzwi od gabinetu skrzypnęły ostrzegawczo. W progu pojawił się Marcin, który powinien trwać piętro niżej w defetystycznym odrętwieniu. Z doświadczenia wiedziała, że niektórzy pacjenci nabywają wraz z swą chorobą nienaturalnej siły, a obecny tu dwumetrowy przypadek inteligentnej psychozy, bez tego, nie dawał jej większych szans. Gość przeskoczył chorym wzrokiem z wiszącego fartucha na Ewę, nie panią doktor, ale Ewę – matkę dwóch córek, żonę, a przede wszystkim kobietę. Pierwszy raz widział ją bez fartucha. Odwrócił się i zamknął drzwi na spust. - Przyszedłem cię zgwałcić – padły suche słowa. W wyciągniętej, otwartej dłoni, pokazał z satysfakcją, nie połknięte tabletki. - Całe szczęście. Dobrze, że pan przyszedł. Właśnie chciałam z panem porozmawiać, panie Marcinie. Proszę, niech pan siada – powiedziała bez zająknięcia Ewa. - Pani czekała? - Oczywiście, miałam po pana posłać. Papierosa? - Tak, z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%