Horror · 3 min czytania
Cotygodniowy niedzielny spacer
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Cotygodniowy niedzielny spacer. Tylko ona i las...No i pies. Bez rozgadanych koleżanek i nadopiekuńczych rodziców. Cisza. Wśród szumiących, uginających się drzew, połamanych gałęzi i wirujących, spadających liści. Szła spokojnym, może lekko chwiejnym krokiem. Kołysząca się trawa łaskotała jej bose nogi. Spojrzała na imponującego owczarka niemieckiego, a ponieważ był daleko przywołała go jednym gwizdnięciem. Przybiegł, lecz po chwili znów odbiegł tym razem nie oddalając się aż tak jak poprzednio. Nie doszła jeszcze zbyt głęboko w las,więc spomiędzy drzew prześwitywała ulica. Jedna z gorszych ulic w tym mieście, sam margines społeczny. Przewrócone kosze na śmieci,latające gdzie nie gdzie papiery, połamane w najlepszym razie pobazgrane znaki drogowe, brud to tylko niektóre z negatywnych rzeczy,które rzucały się na pierwszy rzut oka. Pozytywne? Chyba brak - Nieuzasadniony akt wandalizmu-pomyślała uśmiechając się blado do swoich myśli. Ojciec adwokat lubił opowiadać córce o swojej pracy. Z zamyślenia wyrwało ją nagle głośne szczeknięcie psa. Jej psa, który następnie zaczął biec. I już po chwili straciła go z oczu.Nie myśląc wiele rzuciła się zanim w głąb lasu, w wir drzew. Biegła dobre 20 minut. O zmęczeniu zapomniała w zupełności, bo nawet nie zmęczenie sprawiło, że