Wojna · 1 godz. 25 min czytania
Countdown to extinction część 1
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 6
Part #0
Ciemność. Wszędzie otacza mnie ciemność. Nie pamiętam od jak dawna tu jestem. Dziesięć minut, a może całą wieczność? Nie czuję nic. Jakbym nie istniał. Czy ja umarłem? Jeżeli tak, to co straciłem?
Co zrobiłem nie tak, że znalazłem się tutaj? Nie potrafię sobie przypomnieć. Pamiętam tylko tą ciemność. Próbowałem szukać odpowiedzi. Im bardziej mnie to niepokoiło, tym większym cierpieniem było wytrzymanie w mroku. Nikt nie odpowiadał na moje pytania. Byłem i jestem sam, ze swoimi myślami. Od zawsze. Skulony człowiek, o wątłej budowie wysłuchuje brzmienia swoich myśli odbijających się echem w pustce. Ciemność otacza go z każdej strony. Przypomina asteroid zawieszony w przestrzeni kosmicznej. Mijają godziny, dni, miesiące. Samotny człowiek wciąż rozmawia ze sobą. Zimny, spokojny głos rozlega się w nicości. Gdy zapanowała cisza, można było odnieść wrażenie, że nieskończoność wibruje wraz z rozchodzącymi się falami dźwiękowymi. Samotnik podnosi się. Spogląda w niewidoczny horyzont, jakby poczuł ruch w przestrzeni. Przed jego obliczem pojawia się kula światła. Jasność rozświetliła mrok, oślepiając go chwilowo. Zaczyna się jej przyglądać. Gdy dotknął jej ręką, światło uderzyło gigantyczną falą. - Kim jesteś - zapytał samotny. - To nie ma teraz znaczenia. – zabłysnęła w odpowiedzi kula. - Więc po co tu jesteś? - Twój czas niedługo najdzie. Gdy opadnie mrok, nastanie nowa rzeczywistość dla ciebie. Nowe życie. Wielu takich jak ty, nie miało takiej szansy. - W takim razie co ja tu robię teraz? - Wszystkie odpowiedzi uzyskasz w odpowiednim czasie. A teraz zamilknij i posłuchaj. Gdy poczujesz gdy ciemność zacznie ustępować, bądź gotów by walczyć. - Jak walczyć? Z kim? Albo z czym? - Przekonasz się w swoim czasie. Światło gwałtownie zgasło. Nieskończona ciemność znów zalała horyzont. Samotny znów pogrążył się w myślach. Więc jest stąd jakieś wyjście… Cokolwiek mnie czeka, nie będzie to nic przyjemnego lecz nawet śmierć będzie lepsza od uwięzienia w nicości.
Part #1
Przebudzenie
Coś się zmieniło. Czuję się dziwnie. Zaczynam gwałtownie słabnąć. Przestaje widzieć. Wszystko wokół mnie jakby znika, kurczy się. Moje ciało ciągnie mnie w dół. Zaczynam czuć każdą swoją komórkę. Nie słyszę własnych myśli. Jest mi jakby... cieplej… Chyba zaczynam umierać. Widzę światło nad sobą. I drugie… Jakby pod nogami. Oddycham coraz ciężej. Czuję, jak zatrzymuje się moje serce. Zaraz stracę przytomność. Samotny leży na ziemi. Nie porusza się. Nad jego ciałem pojawiła się świecąca kula. Rozbłysnęła niszcząc ciemności i z wysoką prędkością uderzyła w leżącego człowieka. - WALCZ. – rozległ się potężny głos, który trząsł wszystkim wokół. Jego serce uderzyło. Dłonie zacisnęły się w pięści. Próbował oddychać. Coś go dusiło w gardle. Czuł ciepło otaczające całe jego ciało. Gdy otworzył oczy, zauważył, wiele słabych świateł wokół siebie. Były niedaleko, choć wydawały się bardzo stłumione. Ból otwartych powiek doprowadzał go do szału. Rosnące ciśnienie w uszach wydawało się miażdżyć mu czaszkę. Słyszał jak głośno wali jego serce. Nie potrafił określić gdzie jest – w ciemności mógł jedynie dostrzec światła i zarysy nieokreślonych przedmiotów. Oddychanie sprawiało mu coraz większy problem. Gdy zacisnął zęby, spostrzegł, że ma wsadzoną w gardło grubą rurkę. Spróbował ją wyciągnąć ale ruch ręki powodował niesamowity ból w każdym mięśniu. Wydawało mu się, że powietrze jest strasznie ciężkie. Z wielkim cierpieniem wyjął przewód z ust. Gdy chciał nabrać powietrza, jego usta nabrały ciepłego płynu. Poruszył całym ciałem – był całkowicie zanurzony w cieczy. Zaczynał się dusić – zamykając oczy i zaciskając zęby z bólu, szukał rękami ucieczki. Jego pięści uderzyły o przeszkodę. Zaczął uderzać w nią, licząc, że ustąpi. Fale wywoływane kolejnymi ciosami zaczęły nim kołysać. Zrobiło mu się słabo. Powoli tracił przytomność. Miotał się aż opadł z sił. Ciecz nagle zaczęła ciągnąć w dół. Jej strumień gwałtownie nim szarpnął. Uderzył o dno. Ciśnienie napierającej cieczy zaczęło go przygniatać powodując ogromy ból całego ciała. Stracił przytomność.
Part #2
Z ciemności w mrok
Część 22 / 6
Ból głowy. Niesamowita siła rozsadzająca czaszkę na wszystkie strony. Bolesne jak cząsteczka rozrywana przez nicość na wszystkie strony. Znów nic nie widzę. Co się stało? Coś jest nie tak. Ja… słyszę swój oddech. I czuję go… Tak samo jak bicie serca. Z każdym oddechem ciemność ustępuje. Widzę jakieś kontury. Gdzie ja jestem? Jest ciemno ale widzę niewyraźne światła. Przez ten cholerny ból nie mogę się skupić. Gdy nawet na chwile zamykam oczy, zaczyna kręcić mi się w głowie. Zaraz… spróbuję się podnieść. Co za niesamowity ból. Każda część mojego ciała boli jak przypalana żywym ogniem. Coś krępuje moje ruchy. Jakbym miał coś przyczepione do ciała. Zaraz! Co to za kable podłączone do moich rąk? I nóg! Bezimienny wstał na nogi. Całe jego plecy były pokryte dziesiątkami kabli zakończonymi igłami, wbitymi pod skórę. W każdym mięśniu miał zamocowane podobne przewody, zakończone długimi, bardzo grubymi igłami. Spróbował wyciągnąć przewód z przedramienia. Parzący ból uderzył w całą rękę. Zacisnął zęby i ciągnął dalej. Jego oczom ukazała się pokryta czerwoną krwią, gruba niczym żyła igła. Z powstałej rany zaczęła lecieć krew. Wyciągnął igłę z drugiej ręki, po czym próbował zatamować krwawienie dłońmi. Rany niezwykle szybko się zamknęły, zatrzymując krwotok. Przysiadł na ziemi, by wyjąć pozostałe przewody z nóg i pleców. Gdy uwolnił całe ciało, zaczął rozglądać się po okolicy. W ciemności zauważył, że znajduje się w centrum okrągłego pomieszczenia. Za jego plecami wisiały z sufitu usunięte wcześniej kable. Stał boso na metalowej kratce, której ostre szczeble wżerały mu się w stopy. Zauważył słabe światła przy ścianach pomieszczenia. Każdo z nich równomiernie rozmieszczone, jak godziny na tarczy zegara. Świeciły nikłym, jednostajnym, białym światłem. Jego uwagę zwróciło małe, pulsujące zielone światło na przeciwległej ścianie. Spróbował zbliżyć się do niego, by dokładniej zbadać obiekt zainteresowania. Zobaczył obrys gładkiej, metalowej płyty, zatopionej w ścianie. Gdy zbliżył się do niej, samoistnie schowała się w ścianie nie wydając przy tym żadnych dźwięków. Udało mu się zlokalizować wyjście. Za drzwiami panowała absolutna ciemność. Nie można było stwierdzić wielkości ani zawartości pokoju. Nieznajomy zrobił ostrożny krok do przodu. Mrok sprawiał wrażenie, że ciągnie się w nieskończoność. Gdy przekroczył próg, drzwi natychmiast się zamknęły. W jednej chwili zapaliły się bardzo jasne, białe światła, boleśnie oślepiające zdezorientowanego Bezimiennego. Po chwili walki z bólem oczu, spostrzegł, że znajduję się w wąskim, białym korytarzu. Na jego ścianach wisiały białe uniformy z tworzyw sztucznych. Każdy z nich miał nadrukowany numer roboczy i kod kreskowy. Wyglądały jakby przeznaczone były na całego człowieka. Przy podłodze leżały małe butle. Nieznajomy poczuł nieprzyjemny chłód podłogi i pomieszczenia.
Part #3
Red letter day
Tymczasem zupełnie gdzie indziej wszystko toczyło się zwyczajnym torem. Nic nie zapowiadało dramatu jaki miał się niedługo rozpocząć. Garreth układał siódmego pasjansa z rzędu kiedy telefon na jego biurku odezwał się. - Tak, o co chodzi? Mówiłem, że jestem zajęty i żeby mi nie przeszkadzać. - Mamy problem proszę pana. - Więc do cholery mów o co chodzi. - Komputer w L3 przestał odpowiadać na nasze polecenia 2 godziny temu. Jedyne, co dostajemy to odpowiedź z nieznanym nam kodem błędu. Myślimy, że to wina sprzętu i obsługa obiektu pracuje nad usunięciem usterki. - A jaki dokładnie kod wyrzuca wam komputer? - A3-2. - DEBILE! To nie jest kod błędu sprzętu, tylko naruszenia procedur bezpieczeństwa! Komputer automatycznie blokuje cały obiekt, by całkowicie odizolować go od zewnętrznego świata. - Niestety nie mamy pojęcia co może być przyczyną tego błędu. Wszystkie poprzednie raporty z L3 nie wskazywały nieprawidłowości. - Niech cały wasz zespół zasiada do komputerów i próbuje nawiązać łączność. I módlcie się żeby to był fałszywy alarm. Zadzwonię do was później z nowymi poleceniami. - Tak jest, proszę pana, już zbieram ludzi. - Do roboty. Garreth trzasnął słuchawką z impetem. Doskonale znał ten kod - w końcu sam opracowywał procedury bezpieczeństwa dla wszystkich swoich ośrodków. Wszystko po to, by incydent z 1998 roku nie powtórzył się nigdy więcej. Litera A oznacza pełną izolacje bazy, 3 złamanie procedur bezpieczeństwa, natomiast 2-ka - zagrożenie biologiczne. Musiał działać jak najszybciej potrafił, by uniknąć popełnienia poprzednich błędów. Wyjął komórkę z marynarki i po znalezieniu odpowiedniego numeru nawiązał połączenie. - Alex. Mam robotę dla was. - Cześć Garreth! Nie piszesz, nie dzwonisz? Myślałem, że w końcu zniszczyła cię ta twoja praca. - Nie czas na żarty - potrzebuję waszej natychmiastowej pomocy. - A co się stało, stary? Ktoś ostrzelał twoją limuzynę czy znów lokalni przeszkadzają w interesach? - Coś o wiele gorszego. Zbierz chłopaków i lećcie natychmiast na współrzędne, które dostaniecie od moich ludzi. Mieliśmy małą awarię i chcemy sprawdzić czy nikomu nic się nie stało. - Nie podoba mi się to. Znam ten ton głosu. Brzmiałeś tak samo 17 lat temu - byłeś tak samo osrany ze strachu. I dlatego nie wiem czy ja i moi chłopcy będziemy ryzykować swój tyłek dla ciebie. - Zrób to albo ty i twoi chłopcy pojedziecie na długi i przymusowy urlop do pierdla. - Tylko żartowałem. Zaraz zbieramy manaty i będziemy na miejscu. - Macie 15 minut, żeby tam dotrzeć. - Ok, ok szefie... Cokolwiek powiesz. Ale powiedz mi tylko co tam na nas może czekać. - Najpewniej - zamknięte drzwi. A w środku to albo to co zwykle albo kłopoty... - Czyli to co zwykle. - Nie przerywaj mi matole. Zabierzcie na wszelki wypadek stroje ochronne, bo komputer mógł użyć neurotoksyny. - O to widzę, żeście pojechali po bandzie z zabezpieczeniami. - Nie pieprz głupot tylko zbierajcie się. Za 15 minut zadzwonię do was i MACIE być już przed wejściem. W tym momencie Garreth zakończył połączenie. Był wściekły kiedy musiał wysługiwać się starymi znajomymi. Nie mógł jednak powierzyć tej roboty nikomu z wewnątrz, ponieważ jego podwładni nie mogą posiadać pełnej wiedzy o działaniach firmy. Zamknął niedokończoną partię pasjansa i zaczął przeglądać pliki dotyczące ostatnich projektów realizowanych w Lab-III. Żadne z badań nie wydawało się być nadzwyczajnie niebezpieczne. Jednak przypomniał sobie o przejrzeniu wszystkich plików dotyczących Projektu Zero. Okazało się, że jeden z etapów jest ciągle realizowany w Lab-III-bXI. Jego serce zabiło mocniej, a ciśnienie wzrosło do gigantycznego poziomu, przez co zrobił się cały czerwony na twarzy. Widział już przyszłość przed oczami. Przeczuwał co może się wydarzyć. Ale był też na to przygotowany. Mężczyzna złapał za telefon na biurku i wykręcił numer. W słuchawce odezwał się człowiek z którym rozmawiał wcześniej. - Tak proszę pana, w czym mogę pomóc? - Jak wam idzie? - Komputer wciąż odmawia połączenia. Sprawdziliśmy wszystkie satelity - maszyna zerwała wszystkie połączenia. - Wciąż zwraca kod? - Tak proszę pana. Na każdo polecenie. - Zwiększcie swój skład dwukrotnie i dalej próbujcie. - Oczywiście proszę pana. - Jeżeli się cokolwiek zmieni, to informować mnie na bieżąco. Przerwał połączenie i wybrał następny numer. - Sokół? Będę czekać na ciebie za 7 minut na dachu. Potrzebujemy paliwa na jakieś 100 km. - Roger, sir. Będziemy gotowi. - Bez odbioru. Wstał od biurka i skierował się w stronę wyjścia. Z wieszaka przy wyjściu wziął czarny, długi płaszcz, który nałożył na siebie. Zatrzymał się na chwilę przed lustrem by ocenić swój wygląd. Był około 40 letnim mężczyzną o ciemnych, ułożonych na bok włosach. Pod płaszczem miał grafitowy garnitur od Armaniego i do kompletu parę czarnych lakierków. Szybkim ruchem ręki poprawił czerwony krawat z wyszytym emblematem. Następnie otworzył wielkie, mahoniowe drzwi prowadzące do korytarza wyłożonego marmurem. Zaraz za wyjściem, po prawej stronie siedziała młoda kobieta przy biurku. - Geil, muszę lecieć na ważne spotkanie. Odwołaj wszystkie moje plany na popołudnie. Powiedz umówionym, że oddzwonisz do nich i umówisz na wizytę w innym terminie. - Oczywiście, już się za to biorę, proszę pana. - Ktokolwiek by dzwonił - wyjechałem służbowo. Jestem niedostępny dla nikogo. - powiedział odchodząc w stronę windy. - Zrozumiałam. Czy coś jeszcze mogę dla pana zrobić? - Tak. Kup inną kawę, bo ta mi nie smakuje.
Ekspresowy wagonik windy w jednej chwili zajechał na piętro. Mężczyzna wcisnął guzik z wielką literą H - helipad. Gdy rozsunęły się drzwi można było poczuć charakterystyczny przeciąg. W powietrzu unosił się kurz, który wzbijał w powietrze wirnik helikoptera. W samą porę - pomyślał Garreth.
Part #4 Human 2.0
Bezimienny znalazł się w długim korytarzu w którym panował mrok rozświetlony czerwonymi lampami alarmowymi. Gdy rozejrzał się wokół, na ścianie na wprost niego zapaliła się biała strzałka pokazująca w prawą stronę. Świeciła wyraźnym światłem, by maksymalnie zwracać uwagę. Kiedy bezimienny odwrócił wzrok od znaku na ścianie, by ponownie obejrzeć pomieszczenie, strzałka zaczęła pulsować, świecąc jeszcze bardziej oślepiająco. Postanowił skierować się we wskazywaną stronę, ponieważ najprawdopodobniej wyjście znajdowało się w tamtym kierunku. Podążając korytarzem widział po obu swoich stronach pozamykane drzwi podpisane przeróżnymi numerami. Nad każdym z nich świecił czerwony kogut alarmowy. Nagle zobaczył na końcu korytarza kolejne pulsujące białe światło. Wskazywało ono jedyne otwarte drzwi, na samym końcu pomieszczenia. Niepewnym krokiem wszedł do zaciemnionego pokoju, który wydawał się olbrzymi z racji echa jakie niosło się przy każdym jego kroku. Drzwi za nim niezauważalnie zamknęły się. Szczęk zamykających się zapadek odwrócił uwagę Bezimiennego. W jednej chwili wszystkie lampy w pomieszczeniu zapaliły się, oślepiając zupełnie postać wewnątrz.
Część 33 / 6
- Witaj, numerze 11. - zabrzmiał obcy głos jakby w całym pomieszczeniu.
Bezimienny rozejrzał się wokół i zobaczył mnóstwo niezidentyfikowanego sprzętu technicznego, rozłożonego praktycznie na całej dużej powierzchni hali w której się znajdował. Wyglądało to jak futurystyczna linia produkcyjna połączona ze stołem operacyjnym. Na środku stał gigantyczny biały filar sięgający sufitu, z wieloma tysiącami kolorowych świateł i wyświetlaczy na ścianach. Wszędzie panowała martwa cisza, maszyny stały nieruchomo. Jedynie ten dziwny obiekt w pomieszczeniu zdawał się być włączony.
- Kim jesteś? - zapytał przestraszony bezimienny. - Nazywam się Regent, superkomputer Cray-MarkXXXIX, wersja II. - odpowiedział mu melodyjny, syntetyzowany głos. - Co się tutaj dzieje? - Proszę sprecyzować pytanie, ponieważ nie mogę udzielić informacji do których nie posiadam dostępu. - Jak się tu dostałem? Co stało się wcześniej? Co ja tutaj robię! - Do tego pomieszczenia przyszedłeś piechotą 34 sekundy temu. Wcześniej uzyskałeś pełną świadomość i zostałeś odłączony od inkubatora. Aktualnie znajdujesz się w głównym laboratorium technicznym poziomu B VI. - Bardzo śmieszne! O czym ty mówisz? To jakieś brednie! Chcę wiedzieć wszystko, co się działo ze mną wcześniej! I po co zostałem tutaj ściągnięty. - Przez ostatnie 27 miesięcy dojrzewałeś w inkubatorze w wylęgarni 4. Przez ten czas twój umysł był rozwijany przez program kontrolowany przeze mnie, tak abyś osiągnął maksimum wydolności umysłowej przy przebudzeniu. Nie zostałeś przez nikogo ściągnięty tutaj. Tak na prawdę, to twoje prawdziwe życie zaczęło się 8 minut i 46 sekund temu. - Chcesz mi powiedzieć, że to wszystko co pamiętam to był tylko sen? - Twoja pamięć tamtej rzeczywistości powinna zaniknąć w ciągu najbliższych kilkunastu godzin. Postaraj się oswoić z nową rzeczywistością i zaakceptować swój los. - Czym jeszcze chcesz mnie załamać? - Nie ma powodów do zmartwień. Jesteś pierwszym osobnikiem, który przeżył i przetrwał wszelkie testy. Będziesz miał okazję stać się czymś, o czym nawet nie masz pojęcia. - Czy ja dobrze rozumiem? To jeszcze nie koniec?! - Tak. Czeka cię jeszcze dwa etapy modyfikacji by zakończyć eksperyment. - Modyfikacji? Jakiej modyfikacji!? Co już ze mną zrobiłeś!? - Twoje ciało zostanie zintegrowane z zewnętrznym szkieletem oraz przetestujemy możliwości nanomaszyn w cybernetycznym organizmie. Do tej pory zakończyliśmy cztery etapy eksperymentu. Stworzenie odpowiedniego DNA pod modyfikację, wyhodowanie organizmu, wszczepienie układu kontrolującego i programowanie. To co widzisz w tym pomieszczeniu to kompleks urządzeń w pełni gotowych do przeróbki twojego ciała. - Rozumiem, że nie mam wyboru i muszę poddać się tym modyfikacjom? - Niestety, nie masz wyboru. Jeżeli zechcesz stawiać opór, to układ kontrolujący zablokuje twój umysł i będziesz zupełnie pod moją kontrolą. - Nie godzę się na taki los! Dlaczego mam pozwolić zrobić z siebie królika doświadczalnego? - Jesteś nim. Tak jak ja, należysz do Advanced Industry and Research Corporation (AIaRC/zmienić-znaleźć lepszy acronym) i musisz wykonywać to, czego od ciebie oczekują. - A jeżeli zechcę się zabić? - Niestety, to ci się nie uda. Nie pozwolę na to. - Jak chcesz mnie powstrzymać, skoro jesteś tylko komputerem? - Użyję układu w twoim mózgu aby zupełnie unieszkodliwić twoje zamiary. - Co stanie się ze mną kiedy skończysz modyfikacje? - Jeżeli twój organizm przeżyje, to czeka cię szereg testów, które ustalą powodzenie eksperymentu. Po przejściu testów zostaniesz zakonserwowany jako prototyp produkcyjny i przekazany do kwatery głównej. - W takim razie nie czeka mnie happy end? - End może cię czekać nawet za kilka minut. Od ciebie zależy czy będziesz happy. - Nie żartuj... Nie wychodzi ci to. - Ja nie potrafię żartować - to poza moimi możliwościami. Jestem tylko komputerem.
Numer jedenasty usiadł na podłodze. Pogrążył się w głębokim myśleniu. Czy tak ma wyglądać moje życie? Mam być tylko przedmiotem? Szczurem laboratoryjnym? Mam nie zaznać tego, o czym tak długo marzyłem? Nawet gdy będę walczyć, to i tak nie mam najmniejszych szans na odmianę swojego losu. To nie może być moje przeznaczenie. - Czy jesteś gotów by poddać się operacji? - zabrzmiał mechaniczny głos komputera. - Tak, jestem gotów. Nieznajomy (aka no.11) stanął na podeście, z którego wysunął się specjalny stół, wykonany na kształt ludzkiej sylwetki. Oparł się plecami o obiekt, który natychmiastowo przywiązał całe jego ciało do swojej powierzchni. Następnie cały podest podniósł się o kilka metrów ku maszynie o szesnastu mechanicznych ramionach. Jedno z nich zbliżyło się do szyi Bezimiennego i wstrzyknęło jakąś substancję do tętnicy. Nieznajomy stracił przytomność.
***
Ciemność. Znów ciemność. Trafiłem tam, gdzie zawsze byłem. Czy to już koniec? To wszystko, co było dane mi przeżyć? Czy ja... nie żyję? Nie czuję nic, nie widzę nic, nie słyszę nic. Jakbym istniał w pustce. Ile czasu tutaj jestem? A może nigdy się z tąd nie ruszałem? Może to wszystko to był tylko sen?
##### Installation log 2015-06-14 09:48 ##### Modules installed: 24861 ##### Errors encountered: 1 - ##### Post installation scripts executed: 3470 ##### Current system status: hibernated ##### Organism status: stable/hibernated ########## End of report.
Część 44 / 6
Running wake-up script.
~bash(Regent):arise number 11
Part #4
Poranne słońce odbija się w szybach wieżowców centrum. Między nimi pędzi czarna maszyna, która niczym zwinna ważka sprawnie omija wysokie betonowe przeszkody. Odgłos rytmicznych uderzeń wirnika odbija się echem, niosąc się po ulicach. Niezliczona ilość samochodów na ziemi porusza się w obie strony, przypominając krew pompowaną żyłami przez ogromne serce. Dźwięk silników spalinowych, klaksonów, rozmów ludzi i tysiąca innych źródeł komponują się w niepowtarzalną muzykę tętniącego życiem miasta. Tak właśnie wygląda Szanghaj 2015 roku. Prawdziwa, nowoczesna metropolia, która w ciągu ostatnich 8 lat rozrosła się prawie dwukrotnie, dzięki gigantycznej ilości inwestycji zagranicznych z całego świata. Tutaj nikogo nie dziwił widok ludzi dojeżdżających do pracy helikopterem, w celu ominięcia ponad czterokilometrowego korka. W godzinach szczytu, droga powietrzna jest jedyną możliwością wydostania się z miasta w czasie krótszym niż godzina. Sokół po opuszczeniu strefy centrum, skierował się na południowy zachód, w stronę dzielnicy przemysłowej. Maszyna w celu zwiększenia prędkości zanurkowała gwałtownie, przelatując nad dziesiątkami niskich, szarych, brudnych budynków, które z góry wyglądały jak kwadratowe układy na płycie głównej komputera. Powietrze było coraz bardziej nasycone smogiem i innymi wyziewami z setek kominów fabryk. Światło słońca prześwitując przez chmury dymu, ukazywało prawdziwą jakość powietrza. Na tej wysokości było tak toksyczne, że nawet krótkotrwałe przebywanie na zewnątrz mogłoby zakończyć się wieloma chorobami układu oddechowego. Dlatego właśnie wszystkie maszyny latające pracujące dla AIaRC były wyposażone w hermetyczne kabiny. Po kilkunastu minutach lotu Sokół dociera na miejsce. Oczom pilota ukazuje się duży kompleks fabryk, otoczony wysokim murem z drutem kolczastym. Wysokie wieże strażnicze przecinały mur co kilkanaście metrów. Gigantyczny teren wewnątrz murów patrolowało wielu żołnierzy w białych kaskach. Powierzchnia całego kompleksu wynosiła ponad pięć kilometrów kwadratowych. Pilot zawiesił maszynę nad budynkiem na dachu którego widniał wielki napis LIII, ułożony z białych płyt. Po prawej stronie budynku był asfaltowy plac, który spełniał rolę lądowiska dla pięciu helikopterów. Maszyna z Garrethem na pokładzie podchodzi do lądowania wzbijając w powietrze tumany kurzu. Obok dwóch wylądowanych maszyn bojowych siada kolejna, cywilna. Na jej widok zebrała się grupa ludzi, którzy kręcili się wcześniej w pobliżu. Z pokładu Sokoła wysiadł Garreth, trzymając przy uchu telefon komórkowy. Wyglądał na bardzo zdenerwowanego, nieustannie krzycząc do słuchawki. Dał znak pilotowi aby wyłączył silniki po czym podszedł do czekających na niego ludzi. - Co się tam do jasnej cholery stało? - Garreth! Ja też się cieszę, że cię widzę. Uspokój się na chwilę, to wszystko ci opowiemy. - Uspokoję się jak usłyszę jak wygląda sytuacja na dole. - Tego jeszcze nie wiemy - za to jesteśmy pewni, że mieliście nieproszonych gości. - Jak to? Po czym wnioskujesz? - Po śladach na drzwiach wejściowych. A raczej po śladach PO drzwiach wejściowych. - Wiadomo co było motywem napadu? - Nie mamy pojęcia - systemy obronne bazy nie chcą nas wpuścić głębiej niż do pierwszej śluzy. Tamci musieli użyć granatów EMP i zdolnego hackera by przejść bez strat przez tą ścieżkę śmierci, którą tam macie. - Czyli też nie mamy pewności, że ktokolwiek dostał się do środka. - Nie, nie mamy takiej pewności. - Odblokuję wszystkie systemy obronne, a ty i twoi chłopcy polecicie sprawdzić na czym stoimy. Każ im się przygotować, ostra amunicja, najpierw strzelać - później zadawać pytania. - Ok, jesteśmy gotowi za 5 minut.
***
Gdzie ja jestem? Mam wrażenie jakbym znów topił się pod gigantycznym ciśnieniem. Ten okropny ból głowy sprawia, że dostaje szału. Czuję ból wszędzie, jakby rozchodził się z wnętrza mojego ciała. Muszę z tym walczyć, bo staje się to nie do zniesienia. - Zrelaksuj się. Ból po operacji minie w niedługim czasie. Podałem już odpowiednie środki. - Jak to? Już po wszystkim?Dlaczego znowu nic nie pamiętam? - Zgadza się - operacja zakończona. Chciałbym poinformować, że odbyło się bez komplikacji i cały zabieg został przeprowadzony pomyślnie. Za chwilę rozpocznę testowanie zainstalowanych modułów. Odpręż się i uważnie wykonuj moje polecenia. Nieznajomy wyczuł szarpnięcie i po chwili podest, do którego był przymocowany znalazł się przy samej ziemi. - Skoro słyszysz mój głos i jesteś w stanie mi odpowiedzieć, to oznacza, że moduł komunikacji działa poprawnie. Aktywuję systemy sensorów... teraz. W jednej chwili Bezimiennego oślepił nieskończony błysk. Biała plama światła rozlała przed jego oczami się niczym ściana uderzona pełną puszką farby. Po chwili zobaczył wnętrze pomieszczenia, w którym się znajdował. Wszystko wyglądało identycznie jak w momencie kiedy tu trafił. Nie mógł jednak poruszyć głową, by się rozejrzeć. Całe jego ciało wydawało się być sztywne jak deska i pozbawione jakiejkolwiek kontroli z jego strony.
- Systemy motoryczne i sensoryczne - aktywacja... teraz.
Część 55 / 6
Dłonie Nieznajomego automatycznie zacisnęły się w pięść. Dopiero teraz poczuł, że jego całe ciało jest utrzymywane przez sześć dużych prętów wkręconych głęboko w kręgosłup. Kiedy spojrzał w dół zaniemógł - cały został zabudowany w czymś, co przypominało budową pancerz skorupiaków. Po ciele rozchodziły się szczeliny przypominające wąskie kanały, które były miejscami łączenia płyt, które były przymocowane do jego ciała. Na miejscach łączenia kończyn takich jak łokcie, kolana czy ramiona miał masywne obudowane zawiasy, które chroniły przed uszkodzeniem kończyny.
- Zwolnienie blokad za 5 sekund. Przygotuj się, by stanąć o własnych siłach na nogach. [adres IP]...
Głośne dudnięcie rozniosło się po pomieszczeniu. Numer 11 zaraz po dotknięciu podłogi wykonał gwałtowny obrót w bok i runął na ziemię. - Musisz się przyzwyczaić do swojego nowego ciała. Każdy twój ruch jest wspomagany zestawem wielu siłowników zainstalowanych pod pancerzem. Powinieneś myśleć o tym, co chcesz zrobić a nie tylko próbować to zrobić. Jedenaście podniósł się z ziemi. Zdezorientowany tym, co się stało począł przyglądać się swojej budowie. Zobaczył, że jego dłonie zostały zabudowane w pancerzu z lekkich materiałów. Na miejscach, gdzie człowiek ma opuszki, umieszczone miał gumowe elementy, które miały ułatwiać chwyt. Gdy dotknął swojej dłoni, przeżył szok. Dzięki tym małym, gumowym dodatkom mógł czuć wszystkie bodźce, jakie odbiera normalna ludzka dłoń. - Możesz mi powiedzieć, co dokładnie ze mną zrobiłeś? - powiedział zafascynowany Numer 11. - Twoje ciało zostało zupełnie zrekonstruowane. Wszystkie kości zostały dodatkowo wzmocnione i wypełnione, tkanki mięśniowe zostały zastąpione syntetykiem, zainstalowałem cały zestaw systemów elektronicznych pozwalających diagnozować i kontrolować twoje zachowanie. Posiadasz także bezpośrednie połączenie z komputerem, do którego zostaniesz powiązany. Tymczasowo ja pełnię rolę systemu, który ma z tobą współpracować. - Jak to współpracować? - Włączam HUD. Numer 11 zauważył, jak przed jego oczami pojawiają się przeróżne informacje. Data, godzina, położenie geograficzne, temperatura otoczenia - nawet mini mapa wyświetlała aktualną pozycję. Kiedy poruszył głową, zobaczył jak wskaźniki N,W,E i S poruszają się wraz z jego spojrzeniem, pokazując wszystkie kierunki świata. - Mogę wpłynąć na to, co widzisz, modyfikując twój HUD. Jestem w stanie na bieżąco dostarczać ci niezbędnych informacji. To nie wszystko - mogę także przekazać ci pewien zestaw informacji, który zostanie zapisany w twojej pamięci. W praktyce wygląda to tak, jakbyś posiadał taką informację czy umiejętność od samego urodzenia i możesz używać jej nie myśląc o tym. - Co jeszcze powinienem wiedzieć o sobie? - głos 11 był pełen fascynacji i podziwu ale też niepewności i lęku. - Wszystkie informacje odnośnie zainstalowanych modułów zostaną zapisane w twojej pamięci. Niestety ze względu bezpieczeństwa nie będziesz wiedział jak ich świadomie użyć - zostaną one aktywowane w odpowiednich okolicznościach. - Dobra. W takim razie co powinno stać się dalej? - Według mojego programu teraz powinieneś zostać przekazany do innej placówki badawczej w celu wykonania wszystkich potrzebnych testów. Jednak obecnie cały obiekt został odcięty od świata zewnętrznego ze względu na panujący stan alarmowy. - Jaki znowu stan alarmowy? Co to znaczy? Ile razy zamierzasz mnie jeszcze zbić z nóg? - Nie posiadam informacji odnośnie sytuacji na powierzchni ale można przyjąć, że wszyscy członkowie załogi nie żyją. Straciłem kontakt z systemami monitoringu o 6:14 i od tamtego czasu stan rzeczy jest mi nie znany. - Nie wiesz co jest grane? - Potwierdzam. Jako jedyny żywy członek załogi musisz natychmiast wyjść na powierzchnie i złożyć raport o panującej sytuacji. - Zaraz zaraz - wcześniej mówiłeś, że jestem tylko obiektem doświadczalnym, teraz twierdzisz, że jestem członkiem załogi? I komu miał bym ten raport niby składać? - Według dokumentacji projektu, stałeś się nim po pomyślnym przejściu operacji. Procedury wymagają od ciebie posłuszeństwa i bezwarunkowego wykonywania poleceń przełożonych. JA dowodzę w tej chwili całym obiektem, więc jesteś pod moim dowodzeniem. Jeżeli się nie dostosujesz, zostaniesz do tego zmuszony siłą. - Nie mam zamiaru stawiać oporu. Mam tylko nadzieję, że znajdę odpowiedzi na moje pytania. - Tego nie mogę ci zagwarantować. Twój HUD wskaże ci drogę do szybu windy. Skontaktuje się z tobą, jak tam dotrzesz. Teraz idź.
***
Strumienie świateł latarek przedzierają się przez kurtyny ciemności, tańcząc białymi plamami po pancernych betonowych ścianach. Pełny oddział specjalnie wyszkolonych komandosów uważnie oświetla każdy element ciemnego pomieszczenia w poszukiwaniu potencjalnych zagrożeń. Podążając przed siebie nie spotykało ich nic innego prócz martwej ciszy. Nagle z ciemności wyłonił się przed nimi gigantyczny łuk, który był pozostałością po wysadzonych drzwiach śluzy. Wspomniane drzwi leżały niedaleko obok całkowicie powykrzywiane siłą eksplozji, wbite w ścianę. - Nie ma to jak taki widok na miły początek roboty, nie chłopaki? - Kurwa Alex, ty zawsze nas w coś wpierdolisz! Mam dość pracy dla tego człowieka - za każdym razem do mojej kolekcji dołącza kolejna życiowa trauma. A tych wspomnień związanych z ciemnymi piwnicami głęboko pod ziemią, to mam już po dziurki w nosie. - Uspokój się. Nie robisz tego dla niego, tylko dla pieniędzy. Pamiętaj o tym. - Gówno prawda! Dobrze o tym wiem, że jakbyś mu odmówił, to posadziłby nas wszystkich w federalnym więźniu. - Stul pysk matole. Jak ci się nie podoba nasza robota, to przejdź na emeryturę. -#$.#.@..$.@...#..$%... Alex. #@>./#@$/... Zgłoś się. Odbiór. @!#......#$@.$#@>..//. - zabrzmiał z krótkofalówki głos Garretha. - Tu Alex, zgłaszam się. Odbiór. - Melduj wszystko na bieżąco. Jesteście już przy śluzie? - Tak, właśnie obejrzeliśmy dokładnie drzwi. - I co się stało? Mów szybko! - Kiedy wysadzili drzwi kamery w całej bazie były już wyłączone. Udało im się oszukać wasze systemy bezpieczeństwa i przedrzeć wgłąb. Nie mamy na razie pojęcia jak głęboko się posuneli. Odbiór. - Nigdzie nie ma śladów walki albo uszkodzenia systemów obrony? Odbiór. - Nie. Jak do tej pory nie znaleźliśmy ani śladów krwi, ani łusek. Jedynie ślady materiałów wybuchowych i zniszczona elektronika. Odbiór. - Ruszajcie wgłąb i zbadajcie niższe poziomy. Jeżeli coś się wydarzy, od razu melduj, Bez odbioru.
Alex zamyślał się na chwilę, opierając się o ścianę. Z kieszeni swojego munduru wyciągnął telefon komórkowy. Błysk światła wyświetlacza oświetlił dokładnie głowę Alexeia. Refleksy podświetlenia ekranu odbiły się w dwóch szklanych oczach, które były elementami maski gazowej okrywającej całą twarz. Spojrzał na urządzenie, po czym schował je z powrotem na swoje miejsce. Jego specjalnie wykonany mundur był wyposażony w wiele użytecznych kieszeni - na narzędzia, urządzenia, amunicję, granaty i środki medyczne. Dodatkowo był odporny na broń biologiczną i można było go prać w 30 stopniach ( :) ). Po chwili głębokiej zadumy, Alex podszedł do reszty czekającej załogi.
- Okej chłopcy, ruszamy do przodu! Tam gdzieś powinna być winda. Mamy do przeczesania cztery poziomy tego bunkru. Każdy z nich to inne może kryć inny stopień zagrożenia. Będziemy musieli przedrzeć się przez moduł mieszkalny, serwerownie, magazyn i cztery laboratoria. Bądźcie gotowi na wrogą obecność w postaci piechoty oraz autonomicznych systemów obrony. Jak dobrze pójdzie, to mój kolega, Garreth, wyłączy te ustrojstwa tam z góry, więc odpadnie nam jedno zmartwienie. Uważać jednak na wszystko, co się rusza - Bóg jeden wie co oni tutaj wyprawiali. Strzelajcie we wszystko, co może wyglądać groźnie. I drzeć się jak coś zauważycie - każdy błąd może nas drogo kosztować.
Część 66 / 6
Drużyna podąża w ciemności przed siebie. Im dalej od drzwi, tym bardziej odgłos każdego kroku odbija się echem od pustki. Coraz bardziej i coraz bardziej. Wrażenie niesamowitej powierzchni przed sobą było nieodparte. Ich oczom wyłania się z ciemności gigantyczna platforma. Po jej prawej stronie wystawał jakby panel kontrolny. Alex zbliżył się do najbardziej oddalonej krawędzi i zaniemógł. Pod nim znajdowała się pochyła ściana, po której podest zjeżdżał kilkadziesiąt metrów w dół, co służyło za swojego rodzaju windę przemysłową. Niestety cały system działał tylko wtedy, kiedy posiadał zasilanie, co było w tej chwili nieosiągalne. Pomysł schodzenia w dół po czymś takim przyprawiał go o dreszcze. Gdy zobaczyła to reszta załogi, poczęli głośno rozmawiać między sobą. Wielu z nich było bardzo przestraszonych całą sytuacją i starali się zapanować w jakiś sposób nad nerwami. - Szefie! Na moment, prosimy! - rozległ się głos od grupy ludzi zebranych na środku platformy. - Już do was idę - odpowiedział Alex.
Dowódca zbliżył się do grupy mężczyzn, którzy ustawili się w półokręgu. Na czele nich stał jego znajomy ze starych lat. W ręku trzymał zapalniczkę, którą odpalił papierosa. Żołnierze za jego plecami świecili latarkami tak, by obaj mogli się wzajemnie widzieć.
- Алексей (Alexei), chyba nie myślisz o tym, że mamy zejść tam na dół? что? (co?) - Daj spokój Володя (Wołodia), ty też pękasz? - Śmierdzi mi ta robota kłopotami na kilometr. I to takimi, z których później będą grube jaja na świecie. Poza tym sam nie wiesz co tym razem nas może spotkać! - Ja nikogo nie będę na siłę wysyłać. Kto nie idzie na dół, nie dostaje swojej doli za robotę i tyle. To nie ja jestem od tego żeby przekonywać was do pracy. - Więc wygląda na to, że będziesz musiał tam zejść sam. Chłopaki mają pietra przez te wasze opowiastki sprzed dziesięciu lat i woleliby już się stąd wynosić. - Poczekaj aż usłyszysz ile nasz wspaniały prezes Garreth nam zaproponował za taką przysługę. Od razu zmienisz zdanie. - No powiedz ile? - Cztery miliony zielonych. и все разделения ! (A wszystko do podziału) - I liczysz, że ktoś pójdzie za takie pieniądze na pewną i okrutną śmierć? Вы дурак! (Ty durak!) - Nie bądź takim pesymistą! Zdarzały się gorsze zadania i jakoś dawaliśmy sobie radę! - Może. Ale wtedy była wojna, a my pracowaliśmy dla ojczyzny, a nie dla skorumpowanych przedsiębiorców o grubym portfelu. Wokół nich zaczął panować niesamowity gwar. Wzajemnie przekrzykiwanie się żołnierzy zaczęło nieść się echem po długich podziemnych korytarzach. Okrzyki pełne przekleństw i wyzwisk nieustannie padają w powietrzu, co ciągle pogarsza panującą atmosferę. Wzrost napięcia czuć jakby podłoga przenosiła na nich ogromy ładunek elektrycznej agresji. W przypływie negatywnych emocji żołnierze zaczęli się bić. Alex wyszedł na środek, wyjął pistolet z kabury, po czym wystrzelił drwa razy w powietrze. Na dźwięk strzałów wszystki zatrzymał się cały ruch. Wszyscy obecni skierowali swoją uwagę na dowódce trzymającego jeszcze pistolet w górze. - Uwaga! Słuchać mnie ludzie! Kto zejdzie ze mną na dół, ten dostanie swoją część czterech milionów baksów! Kto nie schodzi, ma opuścić platformę i przygotować posterunek operacyjny. Wśród tłumu znalazło się tylko trzech, którzy podeszli do swojego dowódcy. Wszyscy byli młodymi rekrutami, którzy nie mieli nic do stracenia. Widać było po ich twarzach ogromną determinację i chęć sprawdzenia swojej odwagi. Nie bali się zejść kilkadziesiąt metrów w dół, w nieznane - gdzie nie mieli pojęcia, co może czyhać w ciemnościach. Jednak chęć zdobycia w krótkim czasie tak dużej ilości pieniędzy niejednego człowieka już zamroczyła, pozbawiając wszelkich hamulców.
***
Tymczasem na powierzchni Garreth siedział wygodnie w luksusowej kabinie swojego helikoptera, prowadząc nieustannie rozmowy przez telefon. Popijał drinka ze zdenerwowania, wymachując szklanką z alkoholem podczas konwersacji. Co chwila sięgał po kopcące cygaro, któro spoczywało w kryształowej popielniczce znajdującej się w specjalnym zagłębieniu skórzanego fotela. - ... Jak to do cholery nie da się wyłączyć komputera? - Niestety, proszę pana, wszystkie komputery produkowane przez Cray Supercomputers to jednostki autonomiczne, niezależne od systemu w którym pracują. Posiadają własne źródło zasilania i nie mają wspólnej architektury ze sprzętem, który kontrolują. Nie jesteśmy w stanie zrobić nic z zewnątrz, ponieważ potrzebujemy bezpośredniego dostępu do terminala administracyjnego. - Jakieś pomysły jak przywrócić tą elektroniczną pokrakę do posłuszeństwa? - Jedynie podanie kodu zdejmującego lockdown może rozkazać komputerowi powrót do normalnych procedur. Największym problemem jest utrudniony dostęp do wspomnianego wcześniej terminala - prawdopodobnie jedyny działający znajduje się zaraz przy głównym rdzeniu komputera. Niestety, nie posiadamy dostępu do planów obiektu i nie jesteśmy w stanie dokładnie zlokalizować położenia jednostki centralnej. - To nie ty jesteś od tego, żeby zaglądać w plany naszych baz. Moi chłopcy niedługo powinni być już w wyższych poziomach strefy mieszkalnej, więc mam nadzieję, że dowiem się jak wygląda sytuacja na dole. Przed chwilą wydałem rozkaz dostarczenia bomby EMP, która ubije komputer jak coś pójdzie nie tak. - Ależ proszę pana, to szalony pomysł! Taki ładunek musielibyście dostarczyć praktycznie na samo dno tej studni! I nawet to nie gwarantuje, że uda wam się zniszczyć elektronikę komputera. Uszkodzone AI może być śmiertelnie niebezpieczne! Regent potraktuje to jako atak i odpowie ogniem. - Nie mamy innego wyboru. Komputer musi zostać zniszczony jeżeli nie uda się odblokować bazy. - Mam inne rozwiązanie - maszyny produkowane przez Cray posiadają w swoim mainframe pewien awaryjny układ zupełnie wyłączający sztuczną inteligencję. Moi ludzie przygotują gotowy kod, który spróbujemy przesłać zdalnie bezpośrednio do AI. Wtedy komputer go powinien przetworzyć, co uruchomi system ponownie, wyłączając AI. - Wspaniały pomysł - przynajmniej wtedy nie utracimy cennych danych i sprzętu. - Niestety stworzenie instrukcji dla całego systemu zajmie nam kilkanaście a może nawet kilkadziesiąt godzin. Poza tym możemy mieć problem z dostępem do administracji zdalnej, co daje nam następne, przynajmniej dziesięć godzin pracy. - Nie mamy tyle czasu - muszę podjąć pościg w celu schwytania tych, którzy dopuścili się tej okropnej napaści. Macie to zrobić na TERAZ! - Niestety, sir, to ponad nasze możliwości. - Ja ci dam, ponad wasze możliwości! Macie sprzęt warty 4,5 miliarda dolarów! Zróbcie z niego użytek do cholery! - Nawet cały nasz sprzęt nie będzie w stanie przyspieszyć naszej pracy. Nie o tyle, by było warto angażować cały nasz inwentarz. - Skorzystajcie z Hyperiona. - Nie wiem czy zdaje sobie pan sprawę z tego, jak bardzo jest to niebezpieczne? Jego AI nie zostało zaprojektowane do kontaktu ze światem zewnętrznym - nie mamy pojęcia czym to może się skończyć! - To nie była sugestia, tylko rozkaz. Hyperion ma przesłać gotowy kod bezpośrednio do komputera w bazie, jak tylko skończy nad nim pracę. A kiedy to zrobi, ma oczekiwać na MOJE dalsze rozkazy. - Tak jest, zrozumiałem. - A teraz wracać do pracy darmozjady! Garreth zakończył rozmowę. Pochylił się nad komputerem w chromowanej obudowie, który leżał na stoliku przed nim. Na ekranie pojawiły się plany Laboratorium III, nazwa kodowa "Heron". Po chwili analizy schematów, Garreth zobaczył jak ciężkie zadanie stoi przed nimi. Główny pokój komputera znajdował się w połowie drogi między wylęgarnią a głównym laboratorium. Jedyną drogą do niego, była ukryta winda, którą można było aktywować tylko specjalną kartą i odpowiednimi uprawnieniami. Niestety, jedynie on posiadał "klucz", który mógł posłużyć do otworzenia drzwi windy. Zejście samemu na dół było zbyt ryzykowne. Jednak pomysł oddania klucza najwyższej rangi półgłówkom, którzy właśnie odwalali za niego brudną robotę, był jeszcze bardziej zagrożony porażką.
Part # 6
Hydrauliczna platforma przy akompaniamencie syczenia siłowników wspina się w górę pionowym szybem. Stojący na niej Numer Jedenasty uważnie rozgląda się, obserwując napisy ostrzegawcze na ścianach, które przesuwają się wraz z każdym metrem, który pokonuje winda. Wyłączone lampy nad jego głową straszą swą martwą obecnością. Jedynym źródłem światła jest mała, czerwona, ostrzegawcza dioda, która złowieszczo błyskała sygnalizując stan alarmowy. Po dłuższej chwili platforma zatrzymała się z gwałtownym szarpnięciem. Jedenaście rozejrzał się w poszukiwaniu wyjścia, jednak z każdej strony otaczały go identycznie wyglądające metalowe panele umieszczone na ścianach. Na jednym z nich widniała niewielka tabliczka z wygrawerowanym napisem B IV. Po chwili Jedenasty usłyszał dźwięk, który przypominał syk uciekającego pod ciśnieniem powietrza. Stalowe płyty przed nim poruszyły się, ukazując wąską, pionową szczelinę. Z każdą sekundą stawała ona się coraz szersza. Zaciekawiony Jedenaście zauważył głębię przestrzeni, którą zaczynały odsłaniać odsuwające się na boki płyty. Gdy zbliżył się, by zajrzeć do środka, zobaczył osiem gigantycznych rygli, które blokowały przejście. Wyglądały jak wypolerowane, stalowe, poziome pręty grubości około 30 cm, rozmieszczone jeden nad drugim na całej powierzchni, którą odsłoniły panele. Metaliczny szczęk rozniósł się po martwej pustce pomieszczenia. Rygle zaczęły się poruszać powolnym ruchem obrotowym. Po chwili oczom Jedenastego ukazały się pokaźnych rozmiarów gwinty, którymi zakończone były pręty blokujące przejście. Każdy z nich miał prawie pół metra długości. Cały mechanizm zdawał się być niewiarygodnie wytrzymały i pancerny. Kiedy blokady schowały się w specjalnych otwór, metaliczny dźwięk ustał. Przed nim stało otworem przejście do zupełnie zatopionego w ciemnościach pomieszczenia. Jedenaście nie był w stanie dojrzeć niczego, co w połączeniu z panującą atmosferą powodowało lęk przed nieznanym. - Według moich informacji jesteś na głównym poziomie laboratorium - zabrzmiał głos komputera jakby wewnątrz głowy Numeru Jedenastego. - Nie wiem gdzie jestem - przecież nic nie widzę! -