Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Wojna · 1 godz. 19 min czytania

Countdown to extinction część 3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Chapter #9

Rozpędzone BMW pokonywało pierwszy odcinek autostrady wiodącej do oceanicznych doków. Ostry blask zachodzącego słońca odbijającego się od lustra oceanu rozlewał się po całym horyzoncie. Malowniczą panoramę uzupełniały dziesiątki pojazdów poruszających się po drodze, których cienie sylwetek nieustannie tańczyły po zszarzałych od spalin ekranach wygłuszających. Daleko w tle można było dostrzec wielkie czarno-białe kontenerowce dryfujące w porcie. Port morski w Szanghaju stanowi najważniejsze ogniwo eksportowe tego kraju. Wypływają z niego towary transportowane z całych Chin - od milimetrowych gwoździ, przez elektronikę i AGD, po ciężki sprzęt wojskowy. To właśnie stąd wypływa większość dóbr, które można zakupić na całym świecie. Sznur brudnych od pyłu ciężarówek wiozących dobra eksportowe ciągnał się niemal w nieskończoność. Wielkie maszyny jechały bardzo blisko siebie przypominając wagony toczące się za lokomotywą. Patrząc z daleka autostrada przypominała krętą ścieżkę po której równym tempem maszeruje milion mrówek znoszących pożywienie do gniazda. Czarny samochód ryzykownie przeskakując pomiędzy pasami ruchu, głośno trąbił na pojazdy ciężarowe, by te ustąpiły mu drogi. Chwile później dojechał do grupy ciężarówek, które poruszały się całą szerokością jezdni, blokując całkowicie przejazd. Każda z nich ciągnęła naczepę z ciężkim, stalowym kontenerem. Po chwili dwa kilkunastotonowe kolosy zrobiły miejsce dla BMW, które jechało przyklejone do konwoju. Kierowca niemieckiej limuzyny niepewnie wjechał w tunel jaki utworzył się między ciężarówkami. Zimny dreszcz przeszedł po jego plecach kiedy zobaczył, że po obu stronach swojego samochodu miał mniej niż pół metra odstępu od gigantycznych kół ciągników siodłowych. Jeden niewłaściwy ruch kierownicą i samochód mógłby zostać zmiażdżony przez niewyobrażalną siłę rozpędzonej masy ciągnika siodłowego i jego ładunku. Nawet mała stłuczka w takim miejscu groziła wywołaniem katastrofalnego karambolu, więc kierowca nie chcąc ryzykować bliższego kontaktu z ciężarówką, przyspieszył by wyjechać z tunelu pomiędzy samochodami. Nagle jedyna droga ucieczki została zablokowana przez pojazd, który wcześniej wysunął się na przód konwoju. Wściekłe czerwone światła hamulców rozbłysnęły na zadniej części BMW. - To pułapka! - krzyknął pasażer, rozglądając się z przerażeniem wokół. Kierowca spojrzał w lusterko szukając potencjalnej drogi ucieczki, jednak zobaczył dokładnie to, czego się obawiał. Kolejna ciężarówka zablokowała ich z tyłu, zamykając pojazd w potrzasku. - Mamy przesrane. - powiedział jakby do siebie kierowca gdy tylko zorientował się jak wygląda ich sytuacja. Jedenasty zobaczył jak pasażer wyjmuje broń ze schowka w samochodzie. Leżąc wciąż w bezruchu obserwował niepewnie dalszy rozwój wydarzeń. W powietrzu rozniosło się donośne wycie tub sygnałowych jednej z ciężarówek. Siedzący w kabinie ciężarówki człowiek pokazał kierowcy BMW, by ten skręcił przy następnym zjeździe w prawo. - Sukinsyny chcą nas zatrzymać. - Myślisz, że to policja? - Nie mam pojęcia. Jedno jest pewne, przejadą po nas jak po pustym pudełku jeżeli nie skręcimy za dwa kilometry. - A co zrobimy z tamtym? Przecież jak to policja, to nigdy się z czegoś takiego nie wytłumaczymy. - Nie wiem... Cokolwiek zrobimy, to szef urwie nam łeb. - Musimy go zniszczyć! Jeżeli złapią nas z czymś takim, to będzie afera międzynarodowa. - CO? Szalony jesteś? Jak zniszczymy go, to możemy pożegnać się z życiem jeszcze dzisiaj! - krzyknął kierowca. - A jeżeli go nie zniszczymy, to pójdziemy do pierdla! - odpowiedział jeszcze głośniej pasażer. Napięcie wzrastało z każdą chwilą. Do zjazdu pozostało już tylko osiemset metrów. Człowiek siedzący na fotelu pasażera odwrócił się, by spojrzeć na tył samochodu. - Wywalmy go pod koła ciężarówki. Po czymś takim nie będzie czego z niego zbierać. - Nie! - Nie mamy wyboru. Wyrzucam go. - We’re so dead for doing this. - powiedział pod nosem kierowca, kręcąc głową z dezaprobatą. Mężczyzna podróżujący jako pasażer odpiął pasy bezpieczeństwa i ciągle trzymając pistolet w ręce odwrócił się, by sięgnąć do klamki tylnych drzwi. Ułamek sekundy później poczuł żelazny uścisk sztucznej dłoni na swoim ramieniu. Siła z jaką został pociągnięty do tyłu była tak duża, by złamać przedni fotel i przeciągnąć mężczyznę w tylną część kabiny. Pasażer siłą własnego pędu uderzył w tylną szybę, która momentalnie rozleciała się na kawałki. Ostatnim odruchem wypalił broń robiąc dwie, czarne dziury w kremowej tapicerce ze skóry. Zaraz po tym znajdował się już na zewnątrz samochodu, lecąc wprost pod koła ciężarówki jadącej za BMW. Stalowy kolos nie miał czasu by podjąć manewr uniknięcia przeszkody, która wypadła na drogę. Pozostając wciąż na torze kolizyjnym, pojazd podskoczył do góry jakby najechał na próg zwalniający, po czym zaczął gwałtownie hamować. Wszystko trwało tak szybko, że kierowca zorientował się dopiero w chwili kiedy usłyszał huk tłuczonej szyby i wystrzał pistoletu. Przerażony bycia pod ostrzałem wykonał gwałtowny manewr i uderzył bokiem w koła jednej z ciężarówek. Siła uderzenia wstrząsnęła całym samochodem sprawiając, że Jedenasty wpadł do przeciwnej strony kabiny. Kawałki rozbitego szkła wpadły do środka pojazdu, mieniąc się odbitym światłem niczym szlachetne kryształy. Pogrążony w strachu kierowca zauważył znaki sygnalizujące rozjazd. Pozostało jedynie dwieście metrów. Stres nie pozwalał mu nawet spojrzeć w tył. To, co się stało było tak nagłe, że nie mógł pozbierać swoich myśli, by znaleźć możliwość ucieczki z ciągle pogarszającej się sytuacji. W tej samej chwili zauważył opancerzoną głowę w pobliżu swojego ramienia. Cyborg trzymając się fotela, wychylił się by lepiej widzieć sytuacje na drodze. Wpatrując się w bezruchu niczym automat, wydawał się być pogrążony w myśleniu. Dwa świecące punkty w miejscach oczu na jego masce przesuwały się synchronicznie niczym skaner. Kierowca modlił się w duchu, by mechaniczny stwór nie zdecydował się zabić go w równie okrutny sposób, co jego kolegę. Wielkie, białe strzałki wymalowane na asfalcie ukazały się ich oczom. To znak, że do zjazdu zostało nie więcej jak sto metrów. Kierowcy ciężarówek wrzucili kierunkowskaz by zasygnalizować rozkaz zjazdu dla BMW. Nagle całym nadwoziem niemieckiej maszyny wstrząsnęło. Mężczyzna siedzący za kierownicą spostrzegł, że android kopie w jedne z tylnych drzwi. Przy trzecim uderzeniu drzwi ustąpiły, odrywając się zupełnie od reszty konstrukcji. Zaraz po tym wpadły pod koła naczepy ciężarówki jadącej po prawej, blokując je i rozrywając oponę na strzępy. TIR zaczął skręcać w prawo przez niekontrolowany poślizg w jaki wpadła jego tylna część. Przestrzeń między BMW a samochodem ciężarowym zmniejszała się gwałtownie. Naczepa coraz bardziej wychylała się, miło próby kierowcy opanowania sytuacji. Konwój był już przygotowany do skrętu na zjazd kiedy zobaczyli jak jeden z ich kolegów jadący w bliskim sąsiedztwie BMW niespodziewanie skręca wprost na nich. Czarna limuzyna zahamowała gwałtownie, zostawiając przerywane czarne ślady gumy na asfalcie. Ze środka BMW ten moment wyglądał tragicznie. Naczepa ciężarówki traciła równowagę i siłą własnej masy zaczęła odrywać ciągnik od ziemi. Jeszcze kilka sekund a kolos przewróci się na bok, tarasując zupełnie cztery pasy autostrady. Mając ze strachu mroki przed oczami, prowadzący BMW nie mógł uwierzyć własnym oczom. Jego serce pompowało ogromne ilości krwi, przez co adrenalina pozwoliła mu zebrać swój umysł do kupy. Był przekonany, że nie ma wyjścia z tej sytuacji. Do zderzenia pozostało tylko kilka sekund. Karambol na autostradzie to pewna śmierć. Przynajmniej dla tych, którzy rozbiją się pierwsi. Ostatnie uderzenie zdrowego rozsądku dało mu jednak nadzieję. Postanowił postawić wszystko na jedną kartę. Wiedział, że nie ma szans wyhamować ani ominąć przeszkody. Pozostało mu tylko jedno. Spoconą ręką złapał za gałkę skrzyni biegów i jednym sprawnym szarpnięciem wrzucił niższy bieg. Czerwona wskazówka obrotomierza od razu podskoczyła do góry na skali. Padł strzał z wydechu, kiedy samochód wyrzucił z układu niedopaloną benzynę. Ogromny silnik wziął wdech przez potężne filtry powietrza i popchnął z dużą siłą ponad dwutonowe nadwozie przed siebie. To była chwila. Czarne BMW niczym samolot kamikaze rozpędzony wpadł w przestrzeń pod naczepą. Przednia szyba rozsypała się na milion drobnych kawałków zaraz przed tym jak naczepa zgniotła cały dach limuzyny. Moment później pokiereszowane BMW było już po drugiej stronie przyczepy, która kilka sekund później przewróciła się wraz z ciężarówką, torując przejazd. Zaraz później rozległ się głośny pisk hamowania i kilka innych pojazdów uderzyło w zaporę, rozpoczynając śmiertelny karambol. W powietrzu unosiły się kłęby dymu sygnalizujące wybuch benzyny przy uderzeniu. We wnętrzu niemieckiego wozu było słychać głośny świst wiatru, który wpadał przez rozbite szyby. Kierowca nie zwalniał ani na moment będąc wciąż pod wpływem silnych emocji. Co chwile ocierał czoło z potu, nie dowierzając, że udało mu się przeżyć coś takiego. Wydawałoby się, że zupełnie zapomniał o tym, że wciąż ma na pokładzie śmiertelnie niebezpiecznego androida.

***

Nieznośny elektroniczny pisk małego głośnika zabrzmiał z marynarki Garretha, kiedy ten przeglądał zdjęcia satelitarne stojąc po środku wielkiej hali, zatłoczonej przeróżnym sprzętem bojowym. Oparty o blat rozkładanego stołu polowego, wpatrywał się w ekran komputera, na którym przewijały się ostatnie odczyty czujników. Umundurowani pracownicy wokół niego zajęci byli załadunkiem ciężkich skrzyń na pokład jednego z wozów bojowych. W powietrzu roznosił się duszący zapach spalanego oleju napędowego. Mężczyzna wyjął z kieszeni wojskowy telefon satelitarny, który migając czerwoną diodą wciąż piszczał drażniąc słuch wysoką częstotliwością dźwięku. Kiedy wcisnął jeden z przycisków zatopionych w warstwie czarnej gumy z głośnika telefonu rozległ się szum. - Po jaką cholerę używacie krótkofalówek? Przecież wiecie, że tutaj pod ziemią praktycznie nie ma zasięgu! - powiedział poirytowany Garreth. Z głośnika rozchodziły się trzaski i zakłócenia, których echo niosło się po całej hali. - #$%@^#@%#@%... konwój... ^$^@#%!#@...potrzebne #@%@#%@#...cie... $%^^%#....ektor CE dwa...$%^#$%@$#@$. - Powtórz, bo nie zrozumiałem. Odbiór. - ^%&$%&*$#%... Zaatakowano ^$#^$#^@!# nasz konwój... %^$#&^%... potrzebne wsparcie... &$%@!#!... sektor C$#@%@^%$#... - w tym miejscu nastąpiła głośna eksplozja i zaraz później sygnał urwał się. Telefon uderzył o blat stołu z głośnym hukiem, sprawiając że znajdujący się wokół ludzie zatrzymali się na chwilę w tym co robili, by zobaczyć co się stało. Zdenerwowany Garreth poluzował krawat, który zaczął go dusić w przypływie wysokiego ciśnienia. Przekalibrował jedną z satelit, by zobaczyć kłęby szarego dymu wznoszące się z nad autostrady. Kiedy powiększył obraz, zauważył, że główny wjazd do portu został całkowicie zablokowany przez powaloną ciężarówkę. Zaraz za nią znajdowały się wykolejone z drogi auta, za którymi zrobił się kilkukilometrowy korek. - Tego jeszcze dzisiaj brakowało. - powiedział do siebie, zastanawiając się jak rozwiązać kolejny poważny problem, który się pojawił. Wydarzyło się zbyt wiele niekorzystnych rzeczy aby mogły być dziełem przypadku. Gdzieś wcześniej musiał popełnić błąd, który może doprowadzić go do porażki. Pomyłka, o której ktoś wie i stara się to wykorzystać. - Szybciej! Pakować wozy i ruszamy! - krzyk Garretha w złym humorze, to rzecz, która jak nic innego potrafiła motywować jego podwładnych do pracy, niekiedy nawet i niewolniczej. Kilka minut później szwadron opancerzonych pojazdów wyruszył podziemnymi tunelami, by wydostać się na powierzchnie. To, co ich miało spotkać, było zmorą AIaRC od prawie piętnastu lat. Przez cały czas firma szkoliła ludzi i przygotowywała na tą ewentualność. Nawet Garreth nie czuł się pewnie w takiej chwili. Czuł się jakby to była wyprawa na Marsa - możliwa do wykonania, jednak niezwykle trudna i ryzykowna.

***

Fioletowa toń wieczornego nieba podziurawiona przez kilka porozrzucanych jasno świecących gwiazd rozlewała się po całym horyzoncie. Przyjemny chłód studził ciemną toń asfaltu, która jeszcze wcześniej była niemal plastyczna od własnej temperatury. Porozbijane BMW ociężale toczyło się autostradą, która zupełnie opustoszała po wcześniejszym karambolu. Przez porozbijane szyby wpadał rozpędzony pęd powietrza, który nieustannie świszcząc obejmował lodowatym uściskiem kierowcę trząsącego się ze strachu i wycieńczenia. Prototyp numer jedenaście spoczywał nieruchomo w tylnej części pojazdu, uważnie obserwując sytuację na drodze. Wyglądał na skupionego, pogrążonego w głębokim myśleniu. Jedenasty zauważył, że jeden z elementów jego interfejsu graficznego zaczął pulsować jakby domagał się jego uwagi. Kiedy tylko jego myśli skupiły się wokół zbadania obiektu, kwadrat, który zawierał w sobie miniaturową mapę, powiększył się zasłaniając całe pole widzenia. Mapa przedstawiała ich dokładne położenie widziane z satelity śledzącej. Zaraz po załadowaniu pełnej mapy pojawił się żółty komunikat ostrzegawczy: „Caution: roadblock detected“. Zaraz później na mapie została wyszczególniona blokada autostrady oraz obstawa policji kierującej ruchem z obu stron. Oznaczało to z każdą chwilą byli bliżej pułapki zastawionej na nich. Gdzieś tam kilkaset metrów dalej czekała barykada z betonowych zapór i tłum radiowozów wraz z tuzinami policjantów. Kierowca nie zdawał sobie jeszcze sprawy z tego co zobaczy za chwile. Wydawał się być śmiertelnie przerażony, próbując ocalić swoje życie prowadząc najlepiej jak może. Trzymając się kurczowo skórzanej kierownicy i osłaniając twarz przed wiatrem, pędził przed siebie, zapominając o celu swojej karkołomnej podróży. Kilka sekund później przerwywane niebieskie światła kogutów policyjnych dosięgły ich wzroku. Przed nimi stała betonowa ściana, która byłaby przeszkodą nawet dla ciężarówki wraz z grupą radiowozów blokujących zjazd z autostrady. Obydwie drogi ucieczki zostały skutecznie odcięte przez wściekłą policję, która tylko czychała na swoją ofiarę czyli winnego wcześniejszego karambolu. Kierowca rozpędzonego BMW wpadł w panikę i nagle przyhamował przez co cały samochód uślizgnął się po asfalcie powodując głośny pisk, który od razu zwrócił uwagę policjantów. Moment później zawyła syrena jednego z radiowozów i rozległy się komunikaty w języku chińskim wykrzykiwane przez megafon. Niespodziewanie prototyp numer jedenaście złapał kierowce za ramie. Ten kiedy poczuł uścisk podskoczył na siedzeniu z przerażenia. Robot trzymając go nieruchomego przybliżył swoją opancerzoną maskę po bokach której zaświeciły się niebieskie diody podczas gdy cyborg wydał z siebie sztuczny i nienaturalny dźwięk, który dopiero później wydawały się przypominać mowę. - STOP. Syntezowane słowa miały bardzo wyraźny cyfrowy pogłos, który wydawał się nadawać pewnej barwy mechanicznej mowie. Dwutonowa niemiecka limuzyna zaczęła leniwie zwalniać zbliżając się do barykady. Praca zmęczonego silnika zaczęła przekazywać wibracje na całe nadwozie. Pokrzywione od uszkodzeń tarcze hamulcowe były pokryte grubą ciemną warstwą zużytych klocków, których stopione pozostałości blokowały koła pojazdu. Siły porządkowe czekające na skrzyżowaniu ustawiły się w szyku na widok zatrzymującego się samochodu. Kilka sekund później czarny pojazd stał przed barykadą zza której wybiegło kilku policjantów celujących broń w kierowcę BMW. Nagle w samochodzie dochodzi do szarpaniny i człowiek siedzący za kierownicą ląduje na drodze, wyrzucony z auta wraz z drzwiami. Sześciolitrowy silnik niemieckiej gabloty zaryczał niskim tonem, po czym samochód wybił się niczym z procy, mknąc wprost na radiowozy zastawiające zjazd z autostrady. W momencie gdy koła pojazdu zapiszczały policjanci otworzyli ogień. Dudnienie wystrzałów po raz kolejny przerwało spokój tego dnia. Jeden pocisk za drugim uderzał w stalową konstrukcję samochodu, rozrywając pozostałości luksusowego wnętrza. Jednak siedząca za kierownicą postać nie wydawała się przejęta ostrzałem, próbując staranować masą swojego pojazdu dwa radiowozy. Rozpędzona limuzyna uderza pomiędzy dwa zaparkowane samochody policyjne z wielkim impetem, przewracając je na dach. Roznosi się głośny huk uderzenia oraz trzask giętej blachy. W powietrzu latają odłamki szkła z szyb oraz kogutów uszkodzonych pojazdów. Policjanci zareagowali błyskawicznie, wysyłając dwa samochody w pościg za uciekinierem, który ryzykownym działaniem przebił się przez blokadę. BMW zmierzało do jednej z podmiejskich dzielnic doków. Jedynym wyjściem Jedenastego była próba chwilowego zgubienia pościgu i ukrycia się w jednej z wielu ciemnych uliczek. Niebieskie światła kogutów policyjnych odbijały się od brudnych okien zaniedbanych budynków. Radiowozy były tuż za porozbijaną niemiecką limuzyną, która jadąc ciągnęła za sobą pióropusz iskier, które sypały się od trących części podwozia. Jedenasty prowadząc samochód usłyszał znajomy głos, który rozchodził się wewnątrz jego głowy. - Jeżeli chcesz zgubić pościg, to będzie okazja ku temu. Zaznaczyłem trasę na twojej mapie, którą powinieneś podążać żeby zmylić policjantów. - Regent? Co się dzieję? Czemu znów słyszę twój głos? - Mam kłopoty z łącznością. Dane diagnostyczne wykazują, że twój nadajnik satelitarny jest uszkodzony. Nie mogę przez to utrzymać stałego połączenia. Nie jestem też w stanie przejąć bezpośredniej kontroli, więc musisz współpracować ze mną. - Znaczy, że wiesz jak mi pomóc? - Jeżeli będziesz robić wszystko co ci powiem, to jest bardzo wysokie prawdopodobieństwo, że się powiedzie. Za czterdzieści metrów ostry zakręt w lewo. Trzydzieści metrów. Dziesięć metrów. BMW Serii 7 uślizgując się tylną osią zanurkowało ostrym łukiem w jedną z ulic bocznych po lewej stronie jezdni. Zaraz za czarną limuzyną podążały radiowozy, które musiały gwałtownie zahamować, by zmieścić się w zakręcie.

Chapter # 11

Ryk poważnie uszkodzonego silnika ciągnął się za niemiecką gablotą, która mknąc ponad osiemdziesiąt kilometrów na godzinę podnosiła kurz z brudnej nawierzchni. Ciężki wóz przeciskał się przez wąską uliczkę taranując wszelkie drobne przeszkody na swojej drodze. Arytmiczne uderzenia o pogiętą blachę brzmiały niczym stalowy bęben na którym gra pijany muzyk. Dwa białe radiowozy szanghajskiej policji podążały kilkanaście metrów za uciekającym BMW. Niebieskie światła ostrzegawcze rzucały cienie na poniszczonych i zaniedbanych od dawna ścianach budynków. Mimo utraty obu przednich reflektorów, jedenasty widział wszystko wyraźnie korzystając z podczerwieni. Czarno-biały obraz przesuwał się przed jego oczami, jakby biernie obserwował rozwój akcji, nie biorąc z niej bezpośrednio udziału. Chwilę później przed samochodem ukazało się wąskie przewężenie, które było betonową bramą wjazdową do jednego z wielu opuszczonych zakładów przetwórczych w tej dzielnicy. Wąskie gardło było w stanie przepuścić tylko jeden pojazd jednocześnie, zostawiając niewiele miejsca po obu stronach. - Na mój znak, zastosuj hamulec ręczny i obróć kierownicę w lewo o sto-sześćdziesiąt-trzy stopnie - zabrzmiał komputerowy komunikat. - Trzy. Dwa. Jeden. Teraz. Prototyp numer jedenaście gwałtownym ruchem szarpnął za dźwignie hamulca ręcznego, obracając koło kierownicy drugą ręką. Tylne koła samochodu zablokowały się, ślizgając po drobnym pyle i śmieciach rozsypanych na nawierzchni. Cały pojazd dostał ruchu rotacyjnego, obracając się o dziewięćdziesiąt stopni w stosunku do poprzedniego kierunku jazdy. Ułamki sekund później rozpędzona maszyna uderzyła maską i bagażnikiem w betonowe bariery, wyrzucając siłą pędu androida z wnętrza pojazdu. Numer jedenaście wykonując kilka przewrotów, zatrzymał się paredziesiąt metrów dalej opierając się rękami o podłoże. W tej samej chwili rozległ się głośny pisk opon. Zaraz potem pierwszy z radiowozów wjechał z impetem w tarasujący drogę pojazd, zatrzymując się kompletnie. Odłamki szkła i części obu pojazdów uniosły się w powietrze. Nie minęła sekunda, kiedy jadący za nim kolejny wóz policyjny, uderzył w jego tył. Prototyp numer jedenaście widząc całe zajście, momentalnie podniósł się i uciekł w przeciwnym kierunku. Biegł ciemną ulicą, która doprowadziła go na opustoszały park maszynowy starej fabryki. Stuk mechanicznych nóg biegnących po betonowych płytach przerwał ciszę opustoszałego kompleksu. Cybernetyczny człowiek zatrzymał się na chwilę, rozglądając się wokół. Znajdował się wśród dziesiątek zardzewiałych i zrujnowanych maszyn, które kiedyś wykorzystywane były w produkcji. Zdemontowane taśmociągi i automaty przemysłowe musiały leżeć na otwartym powietrzu przez bardzo długi czas, ponieważ większość z nich była kompletnie bezużyteczna, nie tylko ze względu na swój stan techniczny ale i wiek. Automaty produkcyjne, które zdemontowano miały ponad dwadzieścia lat, z czego prawdopodobnie ostatnie pięć niszczały na tym cmentarzysku. - Dlaczego się zatrzymałeś? Według odczytów z moich urządzeń, w pobliżu nie ma zagrożenia. - Android odebrał komunikat audio - Gdzie ja jestem? Po co mnie tutaj ściągnąłeś? - Obecnie znajdujesz się w byłym zakładzie produkującym sprzęt budowlany. Firma zbankrutowała w 2009 roku, pozostawiając większość majątku na terenie placówki. - Jak mam się stąd wydostać? - Według twoich koordynatów GPS, powinieneś kierować się na północny wschód, tam znajdziesz...@#^@%!^^U%*%! - transmisja urwała się elektronicznym piskiem. Prototyp numer Jedenaście poczuł rozrywający ból wewnątrz swojej głowy. Miał wrażenie jakby całe wnętrze jego czaszki wrzało. Robot padł na ziemię, trzymając się za głowę. Obraz przed jego oczami gwałtownie zanikał, przy każdej fali rozpierającego bólu. Interfejs, który wcześniej pokazywał wszystkie informacje zniknął zaraz po tym, gdy poczuł pierwsze uderzenie. Nagle, jedenasty odniósł wrażenie czyjejś obecności. Miał przeczucie, że ktoś go nieustannie obserwuje ze wszystkich stron. Kiedy jego myśli skupiły się na badaniu otoczenia, przygniatający ból całkowicie ustąpił. Jednak wciąż czuł jakby we wnętrzu jego głowy płonął parzący kawałek metalu. Ociężale podniósł się, obserwując wszystko wokół w poszukiwaniu zagrożenia. Opierając się o jedną z zrujnowanych machin spoglądał w kierunku wysokiej hali z powybijanymi szybami, w środku której zdawało się błysnąć słabe światło. Robot wykonał kilka chwiejnych kroków w stronę budynku, kiedy zauważył, że światło zgasło. Manewrując między mechanicznym złomem, znalazł się przy wybitych wrotach hali montażowej, które zionęło ciemnością ze swojego wnętrza. Przez dach zapuszczonego budynku wpadało światło wschodzącego księżyca, które rozświetlało zdemolowane przez wandali wnętrze. Rozkradzione maszyny przemysłowe straszyły swoimi wystającymi elementami, na których wiły się cienkie niczym włos pajęczyny. Pełnego obrazu tego miejsca dopełniały wszechobecne napisy na ścianach, wykonane fluorescencyjnym sprayem. Wszystko wyglądało jak piaskownica wandali. Prototyp jedenaście ostrożnym krokiem przemierzał wnętrze budynku, wciąż czując ciepło wewnątrz swojej głowy. Zdawało się, że cała elektronika, która miała go wspomagać wysiadła w momencie kiedy po raz pierwszy poczuł ból. Obraz, który rejestrowały jego sztuczne oczy był pełen szumów i zakłóceń, przez co poruszał się prawie po omacku. Przechodząc kilkadziesiąt metrów dalej znalazł się w centrum montowni. Android zatrzymał się, podpierając się o zerwany taśmociąg, by chwilę odetchnąć. Czujniki optyczne zamontowane na jego hełmie nieustannie przeskakiwały we wszystkich kierunkach, próbując zarejestrować jak najwięcej szczegółów otoczenia. Niespodziewanie usłyszał metaliczny hałas, brzmiący jak kroki na stalowej powierzchni, rozchodzący się z przeciwnego końca hali, na której znajdował się podest obserwacyjny. Cyborg momentalnie odwrócił wzrok w kierunku źródła dźwięku, który odebrały jego receptory. Obraz przed jego oczami gwałtownie zaczął śnieżyć, kiedy spojrzał w kierunku platformy. Cyfrowe zakłócenia nie pozwalały mu dokładnie określić tego co widzi, jednak był pewien, że zauważył niewyraźną ciemną postać obserwującą go z wysokiej platformy. Skupił całą swoją uwagę, by przeanalizować to, co zobaczył. W tej chwili zabrzmiał mocny, męski głos, który zdawał się rozchodzić z każdej strony, będąc zupełnie nie podobnym to tego, którym posługiwał się komputer. - Więc to ty jesteś powodem całego zamieszania. Nic więcej jak kolejna nędzna abominacja, która wypełzła spod ziemi. Wspaniale. Przygotuj się na spotkanie własnej zagłady.

Chapter #11-2

Mechaniczny człowiek zachwiał się tracąc częściowo równowagę. Spróbował wykonać krok do przodu, jednak jego ciało zachowało się jak bezwładny balon napełniony wodą, który runął całą swoją masą, uderzając głucho o podłoże. Cyborg nie mógł się ruszyć, jednak jego mózg wciąż pracował. Dwie kamery zamontowane na przedniej części jego maski wciąż rejestrowały obraz. Przez niewyraźny obraz przesuwała się ciemna postać, która w tym momencie nie znajdowała się na podeście, tylko na tym samym poziomie co android, podążając w jego stronę. Bezradny prototyp jedenaście leżał nieruchomo jak kłoda, biernie obserwując sytuację. Ubrana w długi, czarny płaszcz sylwetka zbliżyła się do powalonego robota, którego śmiertelnie przestraszony rozum przechodził przez granice swojego bólu. Cyborg nawoływał w myślach o pomoc, która wybawi go od tej okrutnej sytuacji. W jednej chwili poczuł jakby dziesiątki igieł wbijano w jego mózg, przeszywając go pajęczą nicią. Zaraz później poczuł nieprzyjemne mrowienie wewnątrz jego czaszki porównywalne do uczucia przepływającego prądu. Stojąca nad leżącym androidem postać ponownie przemówiła - Teraz, kiedy mam wszelkie dane techniczne na temat twojej konstrukcji, nic mnie nie powstrzyma. Świat dowie się o wszelkich okropieństwach knutych w ukryciu od wielu lat. Nadszedł czas, by nadeszła chwila mojej zemsty. Słyszysz mnie maszyno? Od tej chwili twój los jest w moich rękach. Głos nieznajomego odbijał się wewnątrz umysłu jedenastego. Czuł, że traci świadomość, odpływając w pochłaniającą go ciemność. Odnosił wrażenie, że wpada do środka własnego ciała, kiedy zupełnie stracił kontakt ze światem. Jego umysł został pochłonięty przez pustkę, w której słyszał tylko ostatnie słowa nieznajomego. Później nastąpił nagły błysk, który sprawił, że ciało androida gwałtownie wzdrygnęło na ziemi. Jedenasty poczuł jakby oplatała go ciasna siatka wokół rąk i nóg. Ku jego zaskoczeniu, dopiero po raz pierwszy był w stanie wyczuć fizyczne posiadanie swoich kończyn. Odruchowo jego pięści zacisnęły się, zgrzytając wzmacnianymi stawami. Tajemnicza postać nerwowo odwracając się spojrzała na robota, który oparty o podłoże obiema rękami, próbował się podnieść. Cybernetyczny człowiek podsunął kolano pod siebie, za pomocą którego wybił się w powietrze. Błyskawicznym ruchem wyciągnął z tylnej części biodra, pistolet, który wycelował w nieznajomego zaraz po tym, jak wylądował kilka metrów przed nim. Skradziony kierowcy BMW, srebrny Glock 17 świecił we wpadającym świetle księżyca niczym ostrze noża mordercy. - Wiedziałem, że mnie nie zawiedziesz. - odezwał się ponownie głos nieznajomego - Taki ładunek elektromagnetyczny nie mógł cię przecież zabić. Dałem ci szansę poddania się bez niepotrzebnej przemocy ale ty mi się przeciwstawiasz. Żadna maszyna nie może się mi równać. Dopiero przy zmianie perspektywy jedenasty był w stanie zauważyć więcej szczegółów odnośnie ciemnej postaci. Jego twarz skrywała ciemna maska gazowa z dużymi otworami na oczy, podłączona do aparatu w wewnętrznej stronie ciemnego płaszcza. Obie jego dłonie w czarnych rękawiczkach schowane były w przydługich rękawach prochowca. Mężczyzna wykonał krok do przodu, przy którym wyraźnie uderzył prawą nogą o ziemię. W tej samej chwili, android został odepchnięty z gigantyczną siłą kinetyczną. Obracając się w czasie lotu, robot wykorzystał swoją siłę, by odbić się od złomu w którego kierunku leciał. Maszyna, która została uderzona przesunęła się o kilka metrów w tył, wydając przy tym głośny ryk metalu drącego o beton. Odbity niczym piłka podczas gry w squasha, prototyp bojowy poruszał się z zawrotną prędkością, wprost na ciemną postać. Robot złapał za ubranie zamaskowanego człowieka i lecąc w tył kilkanaście metrów, przytrzymując go przy sobie, wpakował cztery kule w jego klatkę piersiową. Pędzące pociski rozrywały czarny materiał powiewającego prochowca tuż przed momentem kiedy obaj runeli na dół. W powietrzu rozległy się kolejne odgłosy strzałów, ponieważ robot będąc blisko nie przestawał pociągać za spust. Dwie następne kule przeszyły ciało leżącego człowieka, który nie doszedł jeszcze do siebie po tym nagłym i niespodziewanym kontrataku. W jednej sekundzie numer jedenasty ponownie znalazł się w powietrzu, słysząc głośne klapnięcie rozchodzące się echem jak eksplodująca petarda. Mroczna postać w tej chwili stała już na obu nogach, uważnie obserwując szybującego bezwładnie dziesięć metrów w górze robota. Bezwładny jak kłoda, numer jedenaście uderzył plecami o metalowy szkielet sufitu, który rozpadł się na części naruszając konstrukcje dachu. Siła jego pędu była tak wielka, że nagły kontakt z przeszkodą roztrzaskał całą lewą stronę jego ciała, zanim runął uszkodzony na ziemie. Dwa płaty szerokiej, pordzewiałej blachy wpadły do środka budynku odsłaniając granatową toń nieba. Elementy dachu częściowo przygniotły leżącego na ziemi robota, który ze wszystkich sił, próbował się podnieść po poważnym upadku. - Głupcze. To bezużyteczne. Żadna broń nie jest w stanie mnie zranić. Kilka sekund później sztuczny człowiek zdołał wydostać się spod przygniatających go ciężkich elementów dachu. Pozostałości jego lewej ręki wisiały bezwładnie na długich kablach. Niebieskawy płyn wylewał się z uszkodzonej szyi, która została naruszona przez spadającą blachę. Robot w prawej dłoni trzymał wycelowany pistolet w stronę ciemnej sylwetki. - Nie pozostawiasz mi innego wyjścia, jak wyłączyć cię na dobre. Prototyp Jedenaście pociągnął za spust Glocka wystrzeliwując pocisk, który leciał wprost w głowę zamaskowanego człowieka. Ten jednak nigdy nie trafił, rykoszetując odbity gdzieś w ciemną otchłań. Ułamek sekundy później sensor wideo robota zarejestrował rozproszony kształt zbliżający się z zawrotną prędkością do niego, który okazał się być rojem zardzewiałych prętów. Pocisk stalowego złomu poprzybijały całe sztuczne ciało androida do podłoża. Jedenasty próbował wyrwać się ostatkiem sił, lecz został przytwierdzony w zbyt wielu punktach, by móc się uwolnić. Wszystkie kończyny oprócz głowy zostały przebite, nie pozwalając robotowi się ruszyć. Obraz przed oczami cyborga zdawał się zanikać, widział mgłę przed swoimi oczami. Całe pole widzenia zakrywał gęsty dym, który wydobywał się z urządzenia, które upuścił człowiek w masce. Cichy syk rozchodzącego się gazu przerywało jedynie dyszenie zaworów maski upiora. Ciemna postać wyłoniła się z mgły tuż przy przybitym do podłoża prototypie. Nieznajomy krążył wokół niego, spoglądając spod swojej maski. - Firma, która cię stworzyła jest zdolna zapłacić miliony za twój wrak. Zrobią wszystko żeby ich niecne poczynania nie wyszły na jaw. Teraz mając ciebie doprowadzę nie tylko do ich upadku! Upadną rządy a za nimi kraje, ściągnę totalny chaos na ten świat. Mój plan będzie zemstą za wszystko to, co mnie spotkało.

Chapter #12 Reunion

Kłęby białego dymu wznosiły się z wnętrza opuszczonej fabryki. Porywisty wiatr rozganiał na wszystkie strony uciekający snop gęstego gazu. Stłumione światło księżycowej nocy uwydatniało nieregularne kształty dymu, który wypełniał całe wnętrze hali przemysłowej. Kilka sekund później nastała cisza pełna napięcia kiedy dyszenie zaworów maski gazowej upiora przestało być słyszalne. Jedenasty nie był w stanie określić gdzie znajduje się ciemna postać, która ponownie zniknęła z jego pola widzenia. Bezwładnie leżący robot zobaczył we mgle dwa poruszające się, słabo świecące punkty. Stłumiony blask rozchodził się z oczu upiora, pulsując ciemnofioletowym światłem przypominające natężeniem świecę chemiczną. Jedenaście ujrzał przed swoimi oczami zarys sylwetki, która stała pochylona nad nim, celując broń sporych rozmiarów wprost w jego klatkę piersiową. Upiór wpatrywał się porażającym spojrzeniem w niego, jakby nie był do końca pewien swojego następnego kroku. Nietypowy karabin, przypominający swoją konstrukcją przenośny odkurzacz zaczął piszczeć elektroniką kumulującą ładunek elektryczny. Narastające napięcie przerwał krótki lecz głośny strzał z oddali. Przeszywający powietrze pocisk snajperski uderzył w broń nieznajomego, która wypadła mu z rąk. Uderzenie o ziemie sprawiło, że uszkodzone urządzenie eksplodowało, błyskając niebieskawym światłem. Następny pocisk przeszył klatkę piersiową upiora, sprawiając, że cofnął się o kilka kroków do tyłu. Nieznajomy przyłożył rękę do miejsca gdzie został trafiony i zobaczył, jak jego ubranie zalewa się krwią. Kilka sekund później wysoko w górze rozległ się rytmiczny dźwięk wirnika helikoptera, który wisiał w powietrzu nad wyrwą w dachu. Policyjny reflektor rzucał oślepiający strumień światła z pokładu latającej maszyny, rozświetlając zadymione wnętrze. Ruch wirnika śmigłowca rozpędzał zasłonę dymną, która skrywała upiora ubranego na ciemno, który stał nieruchomo, próbując powstrzymać krwawienie, spoglądając na maszynę zawieszoną kilkadziesiąt metrów nad jego głową. - To koniec Archon! Jesteś otoczony! Nie masz żadnych szans ucieczki. Poddaj się póki jeszcze możesz! - złowieszczy głos Garretha zabrzmiał gdzieś z daleka, krzycząc przez megafony, jakby miało to sprawić, że będzie lepiej słyszany. W tym samym czasie grupa uzbrojonych żołnierzy zsunęła się z dachu, otaczając nieruchomego upiora z każdej strony. Cała jednostka specjalna wycelowała broń w jego głowę, oczekując w napięciu na dalszy rozwój akcji. Ciemna postać wydała się zasłabnąć na chwilę, upadając na ziemię. Podpierając się jedną ręką, upiór dyszał ciężko jakby nie był w stanie złapać tchu. Dopiero teraz, kiedy był w pełni oświetlony i poza zasłoną dymu, można było dostrzec więcej szczegółów. Jego blada jak kartka papieru skóra zdawała się świecić odbitym światłem niczym księżyc w bezchmurną noc. Pochylona w dół łysa głowa była pozbawiona uszu, zamiast których były dwa krótkie, skierowane w tył rogi wyrastające z bocznych części czaszki. Jego twarz była nienaturalnie spłaszczona, załamując się przy linii oczu, tworząc coś w rodzaju gadziego pyska, na końcu którego znajdowały się dwa poprzeczne otwory, którymi oddychał. Trójkątna twarz nie posiadała żadnych widocznych śladów ust. Dwoje, opalizujących oczu osadzonych w ciemnych oczodołach spoglądały demonicznym spojrzeniem na otaczających go najemników. W oczy rzucał się jeszcze jeden rażący detal. Potwór nie posiadał ludzkich dłoni, tylko trzy długie, pozbawione paznokci, tępo zakończone palce, którymi opierał się o podłoże. Ciemne krople krwi plamiły podłogę na której klęczał zdemaskowany upiór. Czerwone punkty celowników laserowych tańczyły po nim, niczym natrętne muchy, których nie był w stanie odgonić. Ciszę przerwał głos pracy ciężkich silników diesla, które napędzały transportery opancerzone. Dwa wozy bojowe wjechały do środka hali, przebijając się przez ścianę jakby była zrobiona z tektury. Ze środka pojazdów wysiadły cztery kolejne oddziały uzbrojonych najemników, którzy zajęli pozycje szturmowe. Wewnątrz budynku znajdowało się w tej chwili ponad czterdzieści osób. - Pocisk, którym zostałeś trafiony będzie obniżać stopniowo obniżać twój puls. Za 2 minuty twoje serce przestanie pracować. Wybieraj. Poddasz się bez zbędnego oporu albo skończymy z tobą tu i teraz. Nie będziesz nawet w stanie się bronić. - rozległ się głos Garretha z jednego z pojazdów. Słysząc to, upiór roześmiał się demonicznym śmiechem, który odbijał się głębokim echem. - To wszystko? Tylko na to was stać? Ciemna postać ociężale podniosła się z ziemi, wciąż przyciskając jedną dłoń do krwawiącej rany. Kiedy tylko stanął na nogach, z megafonu padła komenda: OGNIA! Powietrze przeszywały rytmiczne salwy kilkudziesięciu karabinów szturmowych opróżniających magazynki jednocześnie. Deszcz gorących pocisków nieprzerwanie uderzał w stojącego w miejscu potwora, który wydawał się kompletnie nie poruszony atakiem. Żadna z kul nie trafiła w cel, zatrzymując się na niewidzialnej barierze wokół upiora, który wyciągnął przed siebie rękę, rozstawiając swoje trzy palce we wszystkie strony. Huk wystrzałów ustał, dopiero kiedy żołnierzom skończyła się amunicja. Komandosi pogrążeni wśród kłębów niebieskiego dymu wypalonego prochu strzelniczego, zaczęli nerwowo przeładowywać broń. Ciemny demon wciąż stał na nogach, zasłonięty ścianą pocisków, które zatrzymały się na kinetycznej barierze. Rój ołowianych kul poruszał się wibrującym ruchem wokół ciemnej postaci. Setki małych obiektów krążyło kilkoma określonymi osiami wokół sylwetki nieznajomego. W mgnieniu oka nieznajomy ruszył do kontrofensywy, gwałtownie uskakując w tył. W tym momencie nastąpiło głośne klapnięcie, przy którym ogromna siła kinetyczna odepchnęła żołnierzy do tyłu. Najemnicy uderzali o ściany budynku z niewiarygodną prędkością, zostawiając głębokie pęknięcia w zapuszczonych murach. Większość z nich spadała na ziemię nieprzytomna po tak gwałtownym kontakcie z przeszkodą. W tym samym czasie upiór skierował swoją prawą dłoń w stronę helikoptera na niebie, po czym strumień wystrzelonych pocisków, niczym seria z działa przeciwlotniczego, podziurawił go jak sito. Maszyna w jednym momencie straciła cały ciąg, przechylając się na bok, by zupełnie zniknąć z pola widzenia. Kilka sekund później panoramę nieba rozświetliła pomarańczowa łuna wybuchu paliwa lotniczego. Głośnie echo eksplozji zatrzęsło powietrzem wokół. Wysoka kolumna czarnego dymu wzniosła się w powietrze. Na polu bitwy został tylko nieludzki stwór i dwa ciężkie pojazdy opancerzone, których automatyczne karabiny kaliber 50mm śledziły każdy jego ruch. Resztki piechoty uciekały w panice, ściągając rannych i nieprzytomnych za transportery. Siedzący we wnętrzu jednego z nich Garreth, zrobił wszystko żeby zdążyć na czas wyciągnąć jeden z asów, które miał w rękawie. Oczekiwał nerwowo aż nadjedzie wsparcie które wcześniej wezwał przez radio. - Twój blef nie zadziałał. - odezwał się upiór. - Wręcz przeciwnie. - powiedział Garreth z wyrazem zadowolenia w głosie. Moment później do magazynu wtoczyła się opancerzona jak czołg ciężarówka wojskowa wraz z zabudowanym wewnątrz agregatem wodorowym. Załoga transporterów błyskawicznie podłączyła kable wysokiego napięcia pod oba pojazdy. Tylne części górnego pancerza maszyn otworzyły się, rozkładając się jak wachlarz, tworząc panele sporej anteny. Jasnoskóry stwór nie zważając na zagrożenie, spokojnym krokiem zmierzał w stronę opancerzonych pojazdów. Jego ręka przestała trzymać miejsce, w którym został trafiony przez pocisk. - I co teraz zrobisz? Nie boję się twoich zabawek. Wasza technologia nigdy nie dorówna moim możliwościom. W dwie minuty zniszczyłem to, co budowaliście latami. - Nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo się mylisz. - odpowiedział Garreth, wciskając kolejno przyciski na panelu kontrolnym pojazdu. Niski bzyczący dźwięk, który wydawał się trząść podłożem powalił na ziemię upiora, który skręcał się z bólu.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%