Inne · 6 min czytania
Cóż tam, panie, w czytelnictwie?
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jakiś czas temu miałem okazję przeczytać pewien felieton osoby podpisującej się nickiem „Spooky”. Owa osoba przez większość swego felietonu o czytelnictwie narzekała na fakt, iż coraz mniej osób czyta klasykę – przynajmniej takie odniosłem wrażenie. Błąd. W zasadzie, przez cały felieton narzeka na ten Aby nie zanudzać i nie streszczać czyjegoś felietonu, powiem tylko tyle, że czytając pracę tejże osoby można odnieść wrażenie, iż jej świadomość czytelnicza jest silnie zakorzeniona w czasach zamierzchłych, które musiały odejść w zapomnienie i rzeczywiście odchodzą. Osoba ukrywająca się pod nickiem „Spooky” narzeka, że już prawie nikt nie czyta klasyki. Ale czy naprawdę warto do niej wracać? Już od samej podstawówki, od samego momentu nauczenia się składania literek w słowa, a tych w zdania, jesteśmy bombardowani lekturami, które odbierane są przez większość uczniów jako coś złego. W świadomość ucznia, który woli się pobawić z kolegami (teraz już usiąść przed komputerem, by pograć, czy coś w tym stylu) niż uczyć się do szkoły jest wprogramowana jedna myśl: szkoła nie tyle uczy, co pozbawia cię wolnego czasu, możliwości robienia czegoś innego, co w Twoim odczuciu jest ważniejsze. A więc od samego dziecka nastawiamy się na "nie" do szkoły, którą odbieramy jako obowiązek i traktujemy tak wszystko co jest z nią związane. A więc i czytanie lektur. Chcąc nie chcąc uczeń od najmłodszych lat zniechęca się do lektur, które w wielu wypadkach powinny być proste. Nie powinno wymagać się od ucznia zrozumienia czytanej książki, która przede wszystkim adresowana jest do starszego odbiorcy. Lektury szkolne mają to do siebie, że zazwyczaj są trudne w odbiorze i wymagają maksymalnego skupienia, co zniechęca do brnięcia przez kolejne karty opowieści. Historia opisana w lekturach powinna być „lekka” i wciągająca. Nie uważam by dziecko czytające „Chłopców z Placu Broni”, czy „Tego obcego” było wciągnięte w wir opowieści, które z grubsza są nijakie. Nie ma w tych historiach niczego niezwykłego, żadnej magii, potworów – nie ma nic, co pozwoliło by poczuć czytelnikowi, iż obok naszego świata istnieje inny, bardziej magiczny. A przecież dzieci chodzące do podstawówki mają w głowie historie o smokach, księżniczkach czy jeszcze innych magicznych rzeczach. Nikt nie śni o tym, by być heroicznym patriotą, ratującym swój kraj. Dlatego też błędny dobór książek zniechęca uczniów do klasyki i, można by rzec, już w samej „kołysce” jesteśmy zarażani awersją do owego gatunku (że tak powiem), co w późniejszym okresie przekłada się na tak niski stopień czytania klasyki, którą mamy za nie wiadomo jakie zło. Ja sam,