Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 9 min czytania

Cremare

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

W momencie gdy płomienie zaczynały dopiero drażnić się z trumną zrozumiałem, że kremacja nie jest jednak najlepszym pomysłem. Ale zacznijmy od początku.

Podczas moich siedemdziesiątych czwartych urodzin toastom nie było końca. Siedziałem na honorowym miejscu przy stole i z pewnym znużeniem obserwowałem jak kieliszki wędrują w górę i w dół. Doskonale wiedziałem do czego to wszystko zmierza i zastanawiałem się czy aby nie wyrwać się z jadalni tłumacząc się starczym przemęczeniem.

Mrugnąłem do mojej żony, a ona odpowiedziała mi uśmiechem. Domyśliła się o co mi chodzi. Nic dziwnego, byliśmy małżeństwem tak długo, że teraz moglibyśmy robić furorę jako duet telepatów. Musielibyśmy tylko dobrze wybierać momenty pokazów żeby nie przeszkadzały nam w nich dziury w pamięci. Albo te smutne chwile kiedy proste oddawanie moczu w głupi sposób zabiera nam zbyt wiele nielicznych minut, które zostały nam do końca.

Moja córka zaczęła coś pokrzykiwać, dołączyła się do tego reszta gości, których twarze były mi w większości obce. Od kilku lat grono moich szkolnych znajomych systematycznie się pomniejszało. Dzięki temu spotykaliśmy się częściej ale wbrew pozorom stypy rzadko bywają okazją do wymiany ciepłych żartów na temat zmarłego. Częściej kończy się to wszystko wzajemną wyliczanką swoich kłopotów z prostatą, wzrokiem czy żylakami.

Przemowa. Po to krzyczeli i tego się domagali. Idiotyczny zwyczaj służący chyba tylko temu żeby solenizant poczuł się jeszcze bardziej skrępowany niż przy otwieraniu źle wybranego prezentu. Wszyscy uroczyście wstali, ja natomiast pozwoliłem sobie na luksus pozostania na moim miejscu.

Wiek miał swoje prawa, a ja korzystałem z nich z ogromną przyjemnością - Kochani!- zacząłem oryginalnie- To wspaniałe przyjęcie wymaga jeszcze wspanialszej przemowy!

Dla podtrzymania napięcia zrobiłem dłuższą pauzę. Przypuszczam, że parę osób pomyślało, że zwyczajnie zapomniałem co chciałem powiedzieć.

- Dlatego przygotowałem sobie kilka, krótkich zdań, którymi chciałbym was uraczyć.- oczywiście kłamałem ale zaczęli klaskać więc papieskim gestem pokazałem im, żeby mi nie przerywali- Ale na to będzie czas za chwilę. Kiedy przekracza się siedemdziesiątkę o wypełnienie pewnych potrzeb fizjologicznych organizm dopomina się wyjątkowo dokuczliwie.

Oklaski rozległy się w chwili kiedy wstawałem od stołu co mogło być przeze mnie zrozumiane dosyć dwuznacznie, ale nikt się nie zorientował. Korytarz do toalety był niepraktycznie długi. Kiedy byłem młodszy i wracałem do domu pijany, rezygnowałem z zygzakowania po nim, długim susem lądowałem w kuchni i sikałem do zlewu. Beztroskie czasy. Pięćdziesiąt lat później po prostu się męczyłem. Kłuło mnie serce. Uch, to pewnie to wino dawało o sobie znać. Zatoczyłem się na ścianę i uderzyłem w nią twarzą.

Wróć.

To nie ściana.

Upadłem na podłogę. Rozwaliłem sobie nos, czułem jak krew powoli się z niego sączy, ale zagłuszał go bolesny ucisk w klatce piersiowej. Chciałem kogoś zawołać. Zawsze tak strasznie bałem się śmierci, że nawet w tej chwili odpychałem od siebie myśl, że to już koniec. Strach był obezwładniający, niemal nie mogłem myśleć. Poczułem rozlewające się ciepło. Pęcherz wytrzymał krócej niż moje serce. Ale z moczem ulatniało się też przerażenie i chyba każde inne uczucie jakie mnie ogarniało. Może oprócz zobojętniałego, bezdusznego spokoju. Udało mi się tylko wytchnąć powietrze z płuc. Jak się okazało był to mój ostatni oddech. Zajęło mi trochę czasu zanim zrozumiałem, że to już. Mimo to wszystko widziałem, słyszałem. Nie mogłem się tylko ruszać.

Nie widziałem żadnego światła w tunelu, moja dusza nie unosiła się nad moim ciałem. Jeśli miałem anioła to wziął sobie wolne.

Śmierć okazała się strasznie banalna i było mi z tego powodu nieco smutno. Po drugiej stronie nic nie czekało.

-Tato, wszystko w porządku? Ta…- słyszałem jak moja córka zaczyna krzyczeć i wołać uczestników mojej pożegnalnej imprezy. Ktoś mnie odwrócił, widziałem ich, ale nie mogłem nic powiedzieć. Słyszałem jak dzwonią po karetkę. Przyjechała szybko, a ja leżałem jak przedmiot. Koncentrowałem się żeby wyjść z ciała, zrobić którąkolwiek z tych rzeczy, o których opowiadają ludzie, którym wydawało się, że umierają. Po prostu byłem.

Kiedy mnie przenosili do auta czułem się jakbym oglądał film z kamer, które zamontowano w moich oczodołach. Bardzo żałowałem, że nie mogę wcisnąć przewijania. Moja żona siedziała koło mnie i szeptała mi do ucha. Nie za bardzo…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%