Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Historia · 11 min czytania

Cykl Słowiański - Intro

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

„Tak, wy prawi w tom ćito słyszeli, bratri Pomerany.

Waregów korabi bezliki pryszli k grodu naszemu wielkiemu, a z nimi Dany i Niemce ot ziemli strony. Wojów tysaczi… Arkona[1], mati nasza wielka…. zgoreła!”

„Tak, to prawda co słyszeliście bracia Pomorzanie. Niezliczone okrętu Wikingów przypłynęły do naszego wielkiego grodu, a z nimi Duńczycy i Niemcy przyszli od strony lądu. Wojów tysiące… Arkona, matka nasza wielka… spłonęła.”

Łzy potoczyły się z oczu starca, a groza padła na słuchających go w gospodzie wojów i ciżbę. Roztoczył się pomruk grozy, tu i ówdzie rozległ się płacz. Gwar podnosił się, aż wreszcie młodzi woje pomorscy jęli uderzać glinianymi kubkami i stoły i przez łzy jednym dzikim głosem zawyli jak wilki, niczym bracia Ranowie[2], na których to wyspie mieścił się ten pradawny, święty gród.

„Nie możet to byti!” „Nie może to być” – zakrzyknął młodzieniec – „a ćito z wielkim Swarogom?” „a co z wielkim Swarogiem?”

Starzec milczał, a łzy płynęły mu z oczu coraz szerszym strumieniem. Twarz młodzieńca była pełna grozy.

„Zgoreł?” Spłonął? - kontynuował w stanie bliskim szaleństwa –„A ćito ze swetłu? Budie jeszczo dinie?” „Cóż więc będzie ze światłem? Czy będzie jeszcze dzień?”.

Starzec popatrzył na niego, jego twarz lekko rozchmurzyła się i położył mu z trudem dłoń na ramieniu, „budie synu, budie”. Potoczył wzrokiem po pomieszczeniu. Otaczali go woje i woje-kupcy od których czuć było solonym śledziem przywiezionym od Danów, na który to cenny towar Pomorze świeżo utraciło monopol a był on jednym z głównych źródeł pomorskiego bogactwa. Niektórzy mieli świeże blizny i nietrudno domyslić się było, że pokarm ten cenny zabrali kupcom Danów siłą. Korable wojów tych, niewielkie wprawdzie, ale były w stanie dopaść większe drakkary groźnych Waregów. Tym razem to Danowie byli jednak górą. Starzec uchodził z Arkony – najświętszego miejsca Słowian. Gdzie Światowit spoglądał w wysokiego wzniesienia na cztery strony morza, gdzie koń biały skakał przez oszczepy co roku, przynosząc wróżbę pomyślności wypraw wojennych, gdzie Perun w drzewie rozłożystym mieszkał łącząc niebo z ziemią, obdarzał lud miodem z lasu słodkim. Gdzie znaki w drewnie tajemne wykute dla mocy zatrzymywania słowa w drzewie. Gdzie obrazy ludów zapomnianych chowane były, a gdy spojrzałeś jakbyś człowieka żywego ujrzał czy to na koniu, czy w roli, na polowaniu czy w bitwie. Kral Franków ongiś w darze magiczne te materie przysłał a i kral Danów obłudnie dary słał do Arkony. Wszystko przepadło.

Sześć sta godów sześcset lat stała Arkona. Domy jej i świątynie w drewnie misternie kute były. Zabrał ją ogień przez zdrajcę opłaconego przez Waregów podłożony. Tera żerci[3] wareskie Christa przeklętego na Rugię przywlekli. A co gorsza kniaźie Ranów z Danami już bratri, złoto pokochali i walczyć za Swaroga ani myślą! Dzieci wyrodne, nie Swarożyc, słońce ciepłe nam dający, ojcem ich, a Porońce i Strzygi[4]!

„Bratri Pomerany!” Bracia Pomorzanie – rzekł nagle starzec silnym już głosem. „Słyszati mnie w imia Swaroga wielikiego. W imia Peruna, krala nieba, moria i drew kriakowistych, swietu podobnych[5]. Bude eszcze swarożnyje dinie!” Słuchajcie mnie w imieniu wielkiego Swaroga. W imieniu Peruna, króla nieba, morza i drzew rozłożystych, światu podobnych. Sporzał kilku wojom w oczy!

„Boite se Waregów korabli, boite se meczi Nemców i Danów?” Boicie się okrętów Wikingów? Boicie się mieczy Niemców i Duńczyków?.

„Neeeeeeeeee!!!!!” – furia ogarnęła wojów pomorskich, ci bogatsi dobyli drogich mieczy i wznieśli je w powietrze, mniej zamożni wznieśli w górę topory.

„Marana[6], zesli mor na te deti wolków: Waregów, na Nemecke żmiji, na Danów i na zdradnika – polsko kniazia, ktoż Chrystowi proklatemu lud Lechów zaprodał. Mor im i smert!”

Marana, ześle zarazę na te dzieci wilków: Wikingow i na niemieckie żmije i na Duńczyków i na tego zdrajcę – polskiego księcia, który Chrystusowi przeklętemu zaprzedał lud Polaków. Zaraza im i śmierć!

„Moooor i smeeert!” – pomieszczenie wypełniło się wrzaskiem. Wspomnienie obłudnego księcia polski, który na początku owszem, sypał pieniędzmi na zamorskie wyprawy, ale później odwrócił się od bałtyckich braci i pomocy od niego żadnej czekać nie można było, wywołało równie wiele emocji jak przywołanie stałych wrogów: Wikingów, Duńczyków i Niemców.

„Pryszoł ja do kniazia waszego, Bolesława! Sidi on na grode a zabył on otców swoich! I wy zabyli? Tak, ja Jarosław, Ran z Arkony wam rozkażu”. Przyszedłem do księcia waszego – Bolesława. Siedzi on w grodzie a zapomniał ojców swoich? I wy zapomnieliście? Zatem ja Jarosław, Ran z Arkony wam opowiem I stary Jarosław rozpoczął swą opowieść….

Przecisnął się również do stołu wareski wyzwoleniec porwany ogniś z norweskiej Kunungaheli, imieniem Olaf, a jego oczy zaczęły płonąć ogniem.

„Jarosław, Jarosław” – zaczęli krzyczeć woje i uderzać kubkami o stoły, domagając się opowieści.

***********************************

„Jarosław!” – wrzeszczy rosły mąż ze swojego okrętu. „Jeżeli nie powstrzymasz swoich wilków to jak wilki wyrżnę i ciebie i twoich Ranów przeklętych, klnę na Peruna!”. „Brać korable i brańców do floty a nie ofiary urządzać, bośmy nie w Arkonie z kapłanami waszymi, a na Danów wodach!” – głos jego niesie się po spokojnym morzu.

Jarosław spojrzał na zbliżającą się szybko łódź księcia Racibora i odkrzyknął „Buta twa przeklęta niech będzie a sami bogowie zesłali nam Danów w ręce”. Ranowie z wilczym wyciem dokonywali właśnie rzezi kilkunastu opieszałych…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Cykl Słowiański - Intro — czytnik · opowiadania