Fantasy · 8 min czytania
Cyklon Rozdział II: Burza i Pioruny
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Cyklon Rozdział II: Burza i Pioruny
Cyklon zniszczył miasto Beorelin i zniknął gdzieś niedaleko rzeki Idgary. Rybak z Dreiwen podążał dokładnie za cyklonem aż dotarł do Terenu Khalinoru. Przejechał Idgarę i zmierzał właśnie do największego punktu w tym obszarze, czyli miasta Khalinor. Było to tak zwane Miasto Wielu Nacji. Mieszkały tam bowiem: elfy, ludzie, krasnoludy, rasy pośrednie takie jak pół skrzaty, trolle oraz gnomy. Miasto to słynęło z ogólnej wiedzy, ponieważ miało wiele rozbudowanych uniwersytetów i innego rodzaju szkół. Rybak z Dreiwen szukał drogi do Zakonu Klasztorników. Był to zakon, w którym on i Gehmarig razem się uczyli tajników magii. Jechał długo, gdy nagle jego starym oczom ukazało się miasto Khalinor. Mocne, marmurowe mury, wysokie wieże i pełno istot, wjeżdżających lub wyjeżdżających. Nie zastanawiając się wjechał.
*** -Hei’cer hangeer bon tuer’del dobrel’bratt? – Rzekł północno elficką gwarą pijany elf zataczający już koła. W ludzkiej mowie brzmiałoby to tak „Psy ludzkiej rasy pobiły i nazwały „Śmieciem z rąk Boga”! Rozumiecie?! A, że mówił do elfich kompanów mógł sobie pozwolić na takie słownictwo. Rybak z Dreiwen wszedł do tawerny i zamówił jedno piwo. Usiadł gdzieś w kącie przy tablicach ogłoszeniowych i uważnie czytał. Nagle ktoś go zaczepił. Rybak z Dreiwen odwrócił się i dostał w twarz. Upadł, przewrócił krzesło i uderzył się w głowę. Za nim stał wysoki elf z nożem w ręce. - A masz ty psie i żryj mój nóż!! – Krzyknął po ludzku elf i wyprowadził proste pchnięcie w głowę Rybaka z Dreiwen. Rybak odepchnął jego rękę a nóż wbił się w ścianę. Potem złapał długą elfią rękę za łokieć i przedramię i jednym zgrabnym ruchem ręki złamał ją. Potem uderzył elfa mocno w twarz i kopnął w brzuch. Elf przewrócił się na ziemię i chwilę skręcał się z bólu, a potem pod wpływem czaru padł nieprzytomny. Do Rybaka podszedł barman i rzekł. - Witamy w Khalinor! A przy okazji, dzięki, że się go pozbyłeś. To nie kto inny jak elfi rozbójnik. Nie przynosi chwały tej i tak zasranej rasie zdziczałych szpiczasto usznych gnojków z lasów. Mogę ci zapłacić, jeśli chcesz? - Nie, szukam tylko drogi do Zakonu Klasztorników. – Odrzekł Rybak z Dreiwen. - Trza jechać Alejami Nieśmiertelnych aż do Obrębu Murów, gdzie cię sprawdzą i może przepuszczą. - Dziękuję.
*** Lekko zapukał do wrót Zakonu. Otworzył mu stary mnich ze zwisającą brodą. Miał na sobie biały habit z kapturem zasłaniającym mu twarz. Wpuścił go a on odetchnął z ulgą widząc wielką ciepłą i rozjaśnioną ciepłem świec dużą salę Zakonu Klasztorników. Nie zwlekając jednak poszedł na wyższe piętro. Znajdował się na czwartym piętrze w wieży Słońca i Burzy. Otworzył drzwi do Sali Burz. Przy eliksirach stał meteorolog alchemik. Rybak z Dreiwen dotknął go lekko w ramię, ten odwrócił się i krzykną widocznie uradowany: - Rybaku – przyjacielu!!!! Miło znów cię widzieć!! - Mnie też ciebie Milgorze. - Rybaku, muszę ci powiedzieć, że najlepiej nie jest. Burza, o jakiej nie śniliśmy nigdy zbliża się od Wielkich Gór! - Ale był tylko jeden taki przypadek, i to nie było zwykłe zdarzenie atmosferyczne… - Tak, to była zemsta Boga Wiatrów. - Milgorze, myślisz, że popełniliśmy znów jakiś wielki błąd. Khalinor zostanie zniszczony po raz drugi? - Nasze losy są zapisane tylko w księdze Najwyższego Boga. - Masz może jakiś pomysł co moglibyśmy zrobić? - Musielibyśmy kapłaństwo święte odnowić w Terenie Khalinoru – świętym Khalinor’Idgar. - Jak powinniśmy to zrobić? - Kiedyś, w zamierzchłych już czasach nasi kapłani chodzili po mieście i zabijali niewiernych, bądź dawali im trzy dni na naprawę duszy. Jednakże potem miasto widocznie ucierpiało. Zginęło wielu ludzi, w tym kupców, naukowców i rzemieślników. W wielu przypadkach byli to też wojownicy. - Hmm… Moglibyśmy użyć naszej magii by odwrócić kierunek burzy i skierować ją do Flerodar. - Rybaku… Rybaku, to nie takie proste jak myślisz, trza by było wielkiej grupy magów. - Ilu? - Ponad pięćdziesiątkę trzeba by było. Nie tak łatwo…