Dla dzieci · 5 min czytania
Cyklop
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
CYKLOP
Za siedmioma górami, za siedmioma morzami, na Wiecznie Zielonym Kontynencie leżał Wiecznie Zielony Las. W lesie tym i wokół niego, od wielu stuleci elfy, krasnale i ludzie prowadziły zgodny żywot. Dbali o rośliny i zwierzęta, i o to, aby nikomu nigdy niczego nie zabrakło. Kraina ta, mlekiem i miodem płynąca, była istnym rajem na ziemi do czasu, aż nie pojawił się w niej wielki i straszny stwór. Ów stwór był sześciokrotnie większy od najwyższego człowieka w Wiecznie Zielonym Lesie. Był równy wzrostem młodym sosnom, miał potężne ramiona, a jego głowę zdobiło tylko jedno oko. Swym wyglądem wzbudzał wielki strach mieszkańców lasu. Zapytacie pewnie, jak znalazł się w Wiecznie Zielonym Lesie? Złocistoskrzydłe elfy widziały, jak pewnego dnia wyszedł z morza i wszedł do lasu depcząc wszystko swymi wielkimi stopami. Niszczył nimi zagajniki, ogrody przez pokolenia pielęgnowane przez ludzi i elfów. Tąpnięcia jego kroków echo leśnie niosło kilometrami wprawiając mieszkańców krainy w zgrozę. Na trzeci dzień od pojawienia się olbrzyma ludzie, krasnale i elfy zebrały się, by na srebrzystej polanie aby zaradzić problemowi. Wszyscy byli zgodni, iż stwór nazwany przez nich Cyklopem musi przestać niszczyć las. Najbardziej wojowniczo wołały krasnale, które postanowiły wziąć na siebie ciężar przepędzenia olbrzyma. Ludzie jednak doradzali połączenie sił, gdyż wtedy z pewnością szansę na sukces misji wzrosną. Nagle, ku zdziwieniu wszystkich, głos zabrała, siedząca na ramieniu ludzkiego chłopca malutka elfka Mutriel: - Dajcie mi jeden dzień, a zaradzę problemowi. – I nie czekając na zgodę zgromadzenia odleciała pozostawiając za sobą złocistą łunę. Mutriel nie szukała długo Cyklopa. Głębokie ślady po jego stopach były bardzo wyraźne i prowadziły na skraj Wiecznie Zielonego Lasu; na wybrzeże. Bardzo się zdziwiła widząc Cyklopa siedzącego na kamieniu, przy brzegu. Olbrzym patrzył w horyzont morza i wzdychał ciężko. Mutriel podleciała do niego, a że była dwa razy mniejsza od jego paznokcia, postanowiła przywitać się z nim, mówiąc wprost do jego ucha, żeby być w ogóle usłyszana i zauważona. - Witaj, Cyklopie! Jestem… - Kto tu jest!? – krzyknął spanikowany olbrzym zrywając się na równe nogi i machając w panice wielkimi rękami. Mutriel ledwie uniknęła uderzenia jego potężnych ramion. – Słuch mam doskonały, ale cię nie widzę! – wołał Cyklop.