Inne · 8 min czytania
Cynamon i zero-jedynki (uzupełnienie Cienia Sprze
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Ponownie zrestartował komputer i ze złością uświadomił sobie, że w ciągu ostatniej godziny zrobił to już po raz czwarty. Nigdy dotąd mu się nie zdarzało, by nie umiał skupić się na pracy, odwrotnie, pracując, odłączał się od rzeczywistości i bodźce zewnętrzne z trudem przebijały się do jego świadomości. Jednakże od pewnego czasu wszystko się zmieniło i jego uporządkowany zero-jedynkowy świat zaczął się rozpadać. Wiedział doskonale, kto jest odpowiedzialny za tę destrukcję! Niecierpliwym ruchem odsunął klawiaturę, wstał i wyszedł z pokoju spełniającego rolę warsztatu i biura. Zbiegł na parter i zajrzał do kuchni. – Czy Kira już wróciła? – Pytałeś o to dziesięć minut temu. Masz do niej jakąś sprawę niecierpiącą zwłoki? – Ewa Procner stłumiła uśmiech, widząc zmieszanie na twarzy syna. – Nie, ale jest już prawie siódma, a ona nawet nie zadzwoniła. Nie uważasz, że powinna uprzedzić, iż wróci później? – Kira jest pełnoletnia, przy tym nie jesteśmy jej rodziną, żeby musiała się nam opowiadać. Czy gdyby zamiast niej pokój wynajmował ktoś inny, też uważałbyś, że powinien przedstawiać nam swój plan dnia? -Mamo! – Mateusz nie potrafił ukryć zniecierpliwienia. – Kira nie wynajmuje tego pokoju! Przecież nam nie płaci. Mieszka tutaj, bo… bo… – zająknął się, nie mogąc znaleźć odpowiednich słów. – Bo ją przyprowadziłeś i poprosiłeś mnie i ojca, by mogła z nami mieszkać – dopowiedziała matka. – Nie rób min i przestań udawać Konrada, rzucając mi lodowate spojrzenia. Próżny trud, bratu nie dorównasz! Mateusz poznał Kirę w lecie. Jechał wtedy do domu stojącego na ukrytej w lesie polanie koło osady Równe, by dowieźć bratu paczkę zawierającą urodzinowy prezent. Był zaintrygowany, bo Konrad nigdy nie uczestniczył w żadnych przyjęciach urodzinowych i temu podobnych imprezach, a tu nagle nie dość, że kupił przepiękny bukiet herbacianych róż, to jeszcze wykazywał ewidentne objawy podenerwowania, bowiem dostawca nie dostarczył na czas paczki. Czyżby się zakochał? Oby tylko znowu nie trafił na taką płytką, żałosną idiotkę jak była narzeczona, która zerwała zaręczyny, gdy szalony nożownik zranił go, trwale oszpecając mu twarz. Mateusz ochoczo zadeklarował się, że dowiezie prezent natychmiast po jego doręczeniu, gdyż ciekaw był kobiety, która potrafiła rozbić lodowatą skorupę, jaką brat się otoczył. Jechał pnącą się stromo w górę drogą i nagle zobaczył dziewczynę idącą w tym samym kierunku. Średniego wzrostu, szczupła i niesamowicie zgrabna, poruszała się z niewymuszonym wdziękiem, lekko i prawie tanecznie, jak gdyby szła po scenicznych deskach, a nie trudną górską trasą. Obejrzała się w jego stronę i przy tym ruchu niedbale spięte włosy opadły skłębioną masą na plecy, a ich rudobrązowy kolor przywiódł mu na myśl cynamon Urzekł go ten widok i, równając się z nią, bezwiednie nacisnął hamulec. – Podwieźć panią? – zapytał, przekrzykując warkot motoru. Zwróciła ku niemu spojrzenie intensywnie niebieskich oczu. – Nie, dziękuję, nie opłaca się. Pan pewnie jedzie na Równe, a ja niedługo będę skręcać w lewo. – Ja także, proszę więc wsiadać. Obiecuję, że nie zawiozę pani na manowce. Nazywam się Mateusz Procner i nie stanowię zagrożenia dla otoczenia. Jej uśmiech niemal go oślepił. Podeszła i przytrzymując się jego ramienia, lekko wskoczyła na siodełko. – Kira Nowogrodzka – powiedziała, chwytając go w pasie. – Jedzie pan do Petry? To moja ciotka. I tak to się zaczęło. Dziewczyna była od niego o sześć lat młodsza, miała zaledwie osiemnaście lat, ale wolą dysponowała iście żelazną. Na nic zdały się protesty. Zmusiła go, by wszedł z nią do domu, gdzie najpierw ujrzał brata, a potem śliczną kobietę, na pierwszy rzut oka niewiele starszą od Kiry. To właśnie była ciotka dziewczyny i obchodziła trzydzieste urodziny, a on, patrząc na nią, nie mógł uwierzyć, że jest od niego o sześć lat starsza. Już po chwili zorientował się, że Petra jest tak samo…