Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 11 min czytania

Cywilizacja

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Przybył w południe, jednak wyglądano jego nadejścia już od poprzedniego wieczoru. Mężczyzna z brodą przetykaną siwymi nitkami, o mądrych oczach, w których odbijało się doświadczenie przeżytych lat. Ubrany w brunatną, wytartą szatę, przewiązaną w pasie zwykłym kawałkiem sznurka. W ręku trzymał długą laskę, gładką i lśniącą, zakończoną misterną rozetą. Uwagę przyciągał złoty medalion, który nosił na piersi – kropla otoczona brzozowymi liśćmi. Miasteczko, ukryte w głębi lasu, przywitało go pełną szacunku ciszą, którą mącił tylko śpiew ptaków, bzyczenie owadów i szum liści. Zatrzymał się na niewielkim rynku, koło studni, gdzie ustawiono dla niego skromną ławę. Zanim usiadł, skłonił się w kierunku wschodu i rzekł: – Niech będzie pobłogosławione to miejsce przez Pana Jutrzni i niech opływa w dostatki przynależne rodzajowi ludzkiemu! – Odwrócił się ku zachodowi i znów się pokłonił. – Niech będzie pobłogosławione to miejsce przez Damę Westalską, panią dobrobytu i opiekunkę pokoju! Cześć władcom nad nami, a ludziom łaska na niskości! Uderzył laską w ziemię trzy razy na zakończenie błogosławieństwa, po czym usiadł na przygotowanej ławce. Ludzie zgromadzeni na placu ustawili się w kolejce i jeden po drugim podchodzili do przybyłego. Jedni trzymali na rękach dzieci, aby starzec złożył dłonie nad ich głowami, inni skromnie znosili potłuczone garnki, aby je zreperował. Niektórzy nie przynosili niczego poza odrobiną prowiantu, którym mu płacili za poradę w problemie. Ale byli i tacy, których w malignie prowadzono przed oblicze mędrca, by ich uzdrowił lub choćby ulżył im w cierpieniu. Trwało to cały dzień, aż do zachodu słońca. Gdy plac już opustoszał, reprezentant starszyzny wioski złożył na jego ręce tradycyjną gałązkę wierzbową, aby jeszcze powrócił w te strony. Mag skinął głową z aprobatą, urwał jeden liść z witki i wrzucił do sakiewki. Gałąź wbił w ziemię zaraz za wyjściem z wioski, by kolejny przybyły wiedział, że zostanie tu godnie przyjęty. Nim na dobre udał się w swoją drogę, odwrócił się raz jeszcze i laską zakreślił na ziemi runę pokoju, aby pomiędzy ludzi nie wkradł się demon zawiści, który tak bardzo rozpanoszył się w ostatnich czasach… *** – Dlaczego za mną idziesz? – zapytał mędrzec, nie odwracając się nawet. Dziewczynka nawet nie drgnęła. Wpatrywała się tylko w plecy mężczyzny szeroko otwartymi oczami. Również gdy odwrócił się do niej, nie ruszyła się z miejsca. – Wracaj do domu. – Nie… - odezwała się cicho. Mag zmierzył ją wzrokiem. Miała nie więcej jak dwanaście lat, ubrana była w coś, co łudząco przypominało stare i brudne prześcieradło zszyte w prostą sukienkę. Na nogach miała byle jak sklecone sandały z rzemyka i deski. – Chcę się uczyć – rzuciła butnie. Tylko pokręcił głową. – Wracaj. – Nie. Wzruszył ramionami i ruszył dalej swoją drogą. Jednak dziecko nie chciało się poddać i z uporem godnym osła wciąż parło naprzód, mimo widocznego wyczerpania. Po kilku godzinach marszu miał wrażenie, że idzie już tylko i wyłącznie pchana siłą woli, niżeli resztkami energii skupionej w wątłych ramionach. Z rezygnacją zdjął swój płacz i rozścielił go na niewielkiej polanie na skraju lasu. Z niewielkiej sakwy wyciągnął kawałek czerstwej bułki i bukłak wody. Skinął na dziewczynkę, która przykucnęła w cieniu drzew. Podeszła niepewnie, łypiąc spod skołtunionej grzywki. Podał jej pieczywo i wskazał miejsce koło siebie. Usiadła, a raczej upadła na ziemię, krzyżując nogi. Chleb pochłonęła w oka mgnieniu, jakby nie jadła od wielu dni. Zachowywała się przy tym nieco dziko, jak zlęknione zwierzątko. Okruchy gęsto opadały na brudną tunikę. Jadła tak łapczywie, że niewiele brakowało a zakrztusiłaby się suchym pieczywem. – Dlaczego za mną idziesz? To nie jest miejsce dla dziecka – odezwał się oschle. – I tak nie mam dokąd pójść – rzuciła niedbale, jakby niewiele ją to obchodziło. – Nie wrócę do wioski, jestem ‘przeklęta’. – Przeklęta? – zapytał, zaciekawiony. Miejscowy folklor bywał fascynujący, ale niekiedy niezwykle brutalny w swych uprzedzeniach. – Gdy byłam mała dom moich rodziców spłonął, a mnie znaleźli wśród ruin nietkniętą. – Wzruszyła ramionami. – Uznali, że to diabelskie sztuczki. Od tamtej pory zajmowała się mną babka, ale zmarła zeszłego nowiu… Zapadła cisza. Mała nie odzywała się przez chwilę, zaciskając zęby. – Mam moc. Wiem, że mam. Babka mi powiedziała. Chcę się uczyć. – Podniosła głowę spojrzała mu w oczy. Spojrzenie jasnych szarych oczu było przenikliwe i twarde. Spuściła wzrok, nim zdążył doliczyć do piętnastu. To i tak o pięć więcej niż przeciętnie. Może i coś w tej małej jest. – Jak się nazywasz? – Kaehra. Skinął głową. – Możemy spróbować. *** Stanęli na skraju lasu, częściowo skryci w cieniu drzew. Kilkoro starszych ludzi przyglądało im się zza na pół przysłoniętych zasłon w oknach. W tym miejscu nieczęsto widywano podróżnych z głęboko zasuniętym na oczy kapturem i wspierających się na długiej leszczynowej lasce. – Mistrzu… nie przyjmą nas tutaj – rzekła dziewczyna, w której z trudem można było rozpoznać niegdyś wyklęte…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Cywilizacja — czytnik · opowiadania