Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

akcja · 7 min czytania

Cywilizacja

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Cywilizacja. - Co się dzieje? – pomyślał oszołomiony, a potem sam sobie próbował wszystko wyjaśnić: - Musieli mnie złapać, tym razem nie udało mi się uciec. – a potem znowu zadał sobie pytanie - Ale na Boga, przed kim miałem uciekać? Tego raczej nie wiedział. Za to czuł, że na domiar złego był skrępowany. Jednocześnie jego oczy były czymś zasłonięte, uszy skutecznie zatkane, a na głowie miał śmierdzący, drapiący worek. A może coś innego. Lecz było to okropnie nieprzyjemne. Nic nie widział i nie słyszał, tylko czuł ucisk na nadgarstkach oraz w okolicach kostek nóg, a do tego to cholerne drapanie i gryzienie w policzki i nos. W tym stanie rzeczy nie wiedział, co się z nim dzieje. Czuł jedynie, że gdzieś go wiozą, a potem przenoszą i sadzają na twardym, a do tego mokrym siedzeniu. Był gotowy na wszystko, lecz w złym tego słowa znaczeniu. Ale co by nie miało się dziać, pragnąłby się to wszystko skończyło. Gdy uwalniano go z krępujących więzów nie szamotał się. Nie wiedział co będzie, ale był zadowolony, że w końcu się dowie o co chodzi. I może nareszcie zdejmą mu z głowy ten okropny worek. W napięciu oczekiwał co się będzie dalej działo. Gdy w końcu zdjęto mu z głowy parciany, szorstki worek oraz opaskę z oczu, ujrzał, a po wyjęciu stoperów z uszu usłyszał wiwatujących ludzi. Był zdezorientowany, bo co było najdziwniejsze, ludzie na trybunach wiwatowali na jego cześć. Ta sytuacja zaskoczyła go, a jednocześnie nie wiadomo, dlaczego wywołała pozytywne podniecenie. A może nawet coś w rodzaju szczęścia. Po chwili usłyszał modulowane okrzyki człowieka ubranego w złoty smoking. Postawny mężczyzna obdarzony aksamitnym głosem, z mikrofonem w ręku, stał na podwyższeniu, w samym środku sześciokątnej, dużej klatki. Od razu zrozumiał, że był to konferansjer. Ale skąd i dlaczego” Lecz w tym momencie dotarło do niego zasadnicze pytanie: - Co jest do cholery? Skąd ta klatka? - zszokowany pomyślał. A konferansjer modulując głos wydzierał się: - Nnnaarruutttt Xxaaawwweeeryyy. Toooo! W interakcji publiczność darła się jeszcze głośniej – Bohater! Bohater! Oszołomiony i ciągle jeszcze niepewny pomyślał: - To o mnie? To ja, Xawery Narut. Konferansjer profesjonalnie wykonywał swoją pracę. Głośno nawoływał, a może raczej skandował: – Nnnaaarrrruuuttt! Nnnaaarrrruuuttt! Na przeciągle wykrzyczane jego nazwisko jeszcze głośniej wołała publiczność: - Xxaaawwweeeryyyy! Xxaaawwweeeryyyy! Konferansjer zapytał: – ktooooooo bohaterrrrrr?! – a publiczność gromko wykrzyczała: – Xaweryyyyy! Na to znowu konferansjer – To wasz bohater?! Ludzie na trybunach odpowiadali: - taaakkkkkk! To onnnn. Po czym konferansjer podniośle zawołał: - To naród wybiera swoich bohaterów! – Publiczność potwierdziła słowa spikera rzęsistymi oklaskami, a jednocześnie skandowaniem - Xawery, Xawery! Wtedy do jego uszu przebił się głos ludzi, którzy znajdowali się za jego plecami. Byli to trzej mężczyźni w różnym wieku, wszyscy ubrani w jaskrawożółte dresy. Usłyszał ich głosy. Pomyślał, że musieli to być jego sekundanci. Tłumaczyli mu: – Nic się nie bój. Stój tylko nisko na nogach i czekaj. Gdy na ciebie ruszy złap go za kark albo za kaganiec i przyciśnij do ziemi. Potem trzymaj mocno, tak długo, ile się da – słuchał oszołomiony. Słowa sekundantów mieszały się z okrzykami konferansjera, który głośno krzyczał: – Gdzieeeee wrrrrrróg? Rozentuzjazmowana publiczność wrzeszczała: – Bydleeee! Bydleeee! Wtedy on też spojrzał na

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%