Fantasy · 13 min czytania
cz2historie i bohaterowie sródziemia-upadek władcy
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Po dwóch miesiącach armia znowu ruszyła. Przeszli przez Udun. W tym czasie nie było żadnej ważnej bitwy, zaledwie kilka oddziałów orków stawiło im czoło, były to jednak ataki iście samobójcze, ich małe oddziały nie były w stanie zagrozić potężnej armi sojuszu. W koncu dotarli pod barad-dur. Czarna twierdza Saurona była ogromna i wydawała się niezdobyta. Zaczęło się długie i ciężkie oblężenie. Zdawało się, że ono nigdy się nie skończy. Rzeczywiście, trwało bardzo długo, a w dodatku wojska ludzi i elfów były cały czas nękane przez małe oddziały orków nadciągające ze wschodu i południa. Na dodatek elfy nie posiadały katapult czy trzebuszetów, a ludzie tylko nieznaczną ich ilość. Postepy w oblężeniu były niewielkie, choć ciągłe i systematyczne. Jednakże twierdza Saurona mogła jeszcze wytrzymać dziesiątki lat oblężenia. Po pewnym czasie z Gondoru i Arnonu dotarłu kolejne, znaczne posiłki. Wiedząc że trwa poważne i ostatnie oblężenie, nawet z daleka przysłano dużą ilość maszyn oblężniczych. Oblężenie trwało już sześć lat, kiedy ludzi spotkał dotkliwy i przejmujący cios – zginął Anarion. Jakiś ork-łucznik przyczaił się na wieży przy murze i niezauważony, kiedy Anarion objeżdżał warty, wypuścił śmiercionośną strzałę. AAnarion był bez hełmu i strzała trafiła go w tył głowy. Zginął natychmiast. Jego zwłoki natychmiast wyniesiono z tamtąd, a następnie, po opłakaniu, przewieziono do Gondoru. Tam Anarion został pochowany w nowym Domu przodków, blisko Białego Drzewa, zgodnie z numenorejskim obyczajem. Żałoba po nim trwała miesiąc. Ludzie szturmujący Barad-Dur mieli jeszcze jeden powód do zemsty. Wkrótce jednak doszło do ucieczek z obozu ludzi. Obce plemiona nie chciały ginąć za arnor i teraz przy decydującym oblężeniu zdezerterowały. Jeszcze widząc ich, Elendil Krzyknął takim głosem, że uciekający go usłyszeli: -Zdrajcy! Ale jeszcze będziecie musieli służyć królestwom waszą przysięgę wierności! To wymuszę ja lub któryś z moich potomków! Lecz uciekający nie przejęli się tym. Uciekli w niedostępne góry, by uniknąć kary. Głupcy! Nie wiedzieli , że będą musieli wypełnić służbę na wezwanie potomka Elendila. Minęło wiele wieków do czasu kiedy musieli dopełnić słowa wierności. W Czasie wojny o Pierścień. Tymczasem Elendil myślał, co trzeba zrobić, by uniknąć dalszych ucieczek. Niskie morale armii było czymś poważnie utrudniającym walkę z takim wrogiem, jakim był Sauron. On umiał wykorzystać każdą ludzką słabość. Był Panem strachu, umiał go tak spotęgować, że pomimo oblężenia Barad-Duru mógł wygrać tę wojnę. Szczególny strach budzili przywódcy jego wojsk – owiani posępną sławą Czarni Jeźdźcy, ci sami którzy brali udział w Wojnie O Pierścień, tej samej która spowodowała ostateczny upadek Saurona i jego sług. Czarni jeżdżcy posiadali Dziewięć Pierścieni: „dziewięć dla śmiertelników, ludzi śmierci podległych” wykutych lata temu. Pochodzili ze szlachetnych plemion, a onegdaj byli wśród swoich ludzi moznymi i dobrymi władcami. Takim właśnie Sauron podarował Pierścienie. Nieświadomi ich prawdziwej mocy stosowali je często i długo. Nie mieli pojęcia że to okrutny podstęp Saurona. Pierścienie nienaturalnie wydłużyły ich życie, lecz w końcu zamieniły ich w upiory, będące całkowicie oddane Władcy Ciemności. Ci, niegdyś sprawiedliwi, teraz najpodlejsi słudzy Saurona. Posiadali broń – Strach. Samo ich pojawienie powodowało panike wśród ludzi, nawet tak odważnych jak Numenorejczycy. -strzelać do nich, nie zblizać się – krzyknął w trakcie jednego z ataków Isildur, widząc zbliżających się Czarnych Jeźdźców. Salwa z łuków nie trafiła w żadnego z upiorów, ale spowodowała panikę ich koni. Następna salwa była celniejsza – dwa konie zostały trafione. Wtedy dziewięciu wydało Krzyk, który mroził krew w żyłach. Ludzie nieświadomie się cofnęli, co dało Jeźdźcom czas na ucieczkę. Oblężenie trwało już bardzo długo. Barad-dur nie otrzymywał dostaw, więc sytuacja ludzkich sojuszników Saurona była tragiczna. Którejś nocy zbuntowali się, a orkowie ich wtedy wyrżnęli. Tylko kilkunastu zdołało uciec i zasiliło szeregi armii Elendila. Sytuacja oblegających była lepsza, ale również daleka od dobrej – na granicach Mordoru dostawy żywności były napadane przez orków. W końcu doszło do ostatecznej bitwy. Sauron postanowił rzucić wszystkie swe siły do boju. Wielka armia orków i górskich trolli. Pierwsza grupa wybiegła z twierdzy i uderzyła na straż liczącą kilkuset ludzi i kilku elfów, w której żaden nie spodziewał się ataku całą siłą twierdzy. Ludzie szybko zostali wyrżnięci, ale zdołali wysłać konnego gońca do głównej armii. W gorączkowych przygotowaniach widziano jak z otwartej bramy Barad-Duru wychodzi nieprzebrane mrowie orków. -uruchomić trebuszety! – krzyknął Elendil do obsługi maszym oblężniczych, chciał bowiem wprowadzić zamieszanie wśród oddziałów przeciwnika, co z kolei dałoby więcej czasu ludziom i elfom. Kilka wielkich kamieni trafiło w grupy orków, pozostali zaczęli biec szybciej, doszło do starcia. Isildur mieczem rozrąbał głowę atakującego orka. Następnie wdał się w walkę z innym orkiem, który przed chwilą zabił oficera oddziału Isildura. Wtedy Isildur zauważył jak na oddział elfickich łuczników wpada grupa trolli, specjalnie hodowanych przez nieprzyjaciela – część była zdolna wytrzymywać światło słoneczne. Silnymi uderzeniami pięści zabijały kolejnych łuczników, nie zważając na strzały, czasem któregoś chwyciły i rozgryzały mu krtań. Elfy musiały ratować się ucieczką. Isildur krzyknął do swego oddziału i wraz z nim zaatakował trolle. Udało mu się wskoczyć na kark jednego z nich. Wbił w jego czaszkę swój miecz. Innemu rozpruł brzuch, wyleciały szare jelita. Z trudem wtedy zdołał rozciąć twardą skórę, ale był niezwykle silny. Nagle zauważył, że jego oddział przegrywa tą walkę. Miał jednak szczęście, bo w tej chwili szarża kawalerii wpadła na trolle, siekąc je, miażdżąc...z pozostałymi poradzili sobie żołnierze z jego oddziału. Tymczasem ta sama konnica uderzyła w sporą grupę orków. Przeszła przez nią tak jak rzeka burzy tamy, jak nóż kroi masło... pozostawiła za sobą zmiażdżone podkowami ciała orków. walka zblizyła się do stoków Orodruiny. -trzeba ruszyć kolejne oddziały – powiedział Elendil. Wysłał gonców do kilku grup, gdy nagle, w oddali zobaczył coś...coś strasznego. Gil-Galad zaś, widząc dokładnie swoim elfickim wzrokiem co to, aż cofnął się o krok z grozy. -co widzisz? – spytał się Elendil. -Sauron osobiście ruszył do walki. -teraz rozstrzygnie się cała walka. Wysłać gońców do wszystkich…