Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Środowisko · 4 min czytania

Czapi

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Czapi

To osobista historia, którą pragnę opowiedzieć. Dotyczy ona wielkiej przyjaźni, jaka zawiązała się przypadkowo między mną, a psem. Zaczęło się tak niewinnie. Nowy Jork - upalny sierpień 2008 roku. Młoda para moich przyjaciół postanawia się pobrać. Mieszkamy w tym samym sześciopiętrowym budynku. Jest jeszcze dwóch lokatorów - Toffik i Czapi, to dwa niewielkie pieski. Toffik wychowywany od szczeniaka, był już "pełnoprawnym" członkiem rodziny. Natomiast Czapi zaadoptowany przed tygodniem, wzięty z najbliższego schroniska dla zwierząt, czuł się paskudnie. Przestał wierzyć w człowieka. Wychudzony, dotknięty apatią, chory, ratował się zapomnieniem, uciekając w sen - na "okrągło" spał. Tylko te "mówiące", mądre oczy wyrażały ogromny ból przeszłości. Trzeba przyznać, że młoda para troszczyła się o swoje urocze pieski - były kochane, pieszczone. Nic im nie brakowało. Nieubłaganie zbliżała się data ślubu, który miał odbyć się w posiadłości rodziców chłopaka, gdzieś w bezkresie pól Michigan. Przyszłe małżeństwo, to Monika i Jeffy, przesympatyczni, wykształceni, młodzi ludzie. On Amerykanin, ona naturalizowana Amerykanka, polskiego pochodzenia. Szykuj się na weselisko Walter, patrząc mi w oczy powiedział Jeffy - tak, tak potwierdziła Monika. Byłem przygotowany na tę rozmowę. - Przykro mi moi kochani, ale muszę odmówić - powiedziałem, wyliczając przydługie uzasadnienie. Z wielkim trudem, nie obrażając moich przyjaciół, udało mi się przekonać ich o swoich racjach. Minęło parę dni - znów wizyta. Po wstępnej ostrożnej rozmowie, której tło dyplomatycznie schodzi na temat psów, pada propozycja. - Walter, czy mógłbyś zaopiekować się przez dwa tygodnie Czapim? - no wiesz wesele, ślub - zapytała Monika. -

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%