Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 5 min czytania

Czarczaf

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Tyle mogło się dotąd wydarzyć… W tylu zakrętach los mógł ułożyć się inaczej. Nie pozwolił na to. Trwał w przyzwalającym na tę inercję milczeniu i nie podnosił wzroku. Wierny powziętym do tej pory postanowieniom i złożonym wcześniej obietnicom nie starał się nawet podważać dotychczasowej logiki następujących po sobie bezlitośnie zdarzeń. Bunt rodzący się w nim niekiedy tłumił w sobie natychmiast, z niewiarygodną skutecznością. Trwał, jakby było to warte tak wysokiej ceny… Zjawiała się co poniedziałek i po okazaniu studenckiej legitymacji znikała w labiryntach bibliotecznych regałów. Przeciskała się pomiędzy nimi godzinę, lub dwie, wynajdując interesujące ją tytuły. U kogoś, kto regularnie spędzał w bibliotece tyle czasu, spodziewałby się konkretnych preferencji. Niechby interesowała ją historia podboju kosmosu, malarstwo holenderskich mistrzów, meandry polityki okresu międzywojennego albo paprocie i skrzypy… Nic z tego. Gdy (pod jej nieobecność ciągnącą się od wtorku do niedzieli) przeglądał jej kartotekę, nie znajdował w spisie wypożyczonych pozycji żadnej, najmniejszej nawet prawidłowości, żadnego klucza na podstawie którego mógłby wywnioskować cokolwiek na temat jej zainteresowań, czy upodobań. Pozorna przypadkowość doboru lektur nie pozwalała mu myśleć na jej temat czegokolwiek (poza tym, co już myślał; że mianowicie emanowała nie dającym się opisać i niepokojącym wdziękiem). Łapał się na tym, że choć traktował swe zajęcie poważnie i do tej pory z oddaniem, zaczął je lekceważyć (miało to miejsce we wszystkie dni tygodnia, za wyjątkiem poniedziałków). Przychodził oto do pracy z tą jedynie myślą, by pozbyć się kolejnego, dzielącego go od jej odwiedzin dnia i nie znajdował już najmniejszej radości w byciu pomocnym czytelnikom odwiedzającym go we wtorki, środy, czwartki, a nawet w piątkowe popołudnia. Jeszcze niedawno rozkoszował się tym, że potrafił skrócić ich wędrówkę pomiędzy rzędami wysokich na dwa metry półek. W niektórych przypadkach pamiętał już bezbłędnie zainteresowania poszczególnych klientów i wychodził im naprzeciw, posyłając ich do konkretnego działu, czy też nawet polecając im konkretne tytuły. Budził tym ich uznanie, nawet podziw. Choć nie przyjmowały one żadnej wymiernej postaci, stanowiły jego premię. Miły dodatek do tych groszy, odbieranych w kasie Urzędu Miasta piątego każdego miesiąca (wyjątkiem były soboty i niedziele, jeśli piąty dzień miesiąca wypadał

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%