Komedia · 9 min czytania
Czarna dziura w nosie roz. 4
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
Rozdział4: Ci upierdliwi Plutończycy Po posiedzeniu Jasiek Kapuśniak poszedł do biura Jarosława Kiszki. -No, teraz wreszcie mogę być spokojny-powiedział premier-Ekspedycja uspokoi Henryka a ten wszechświat będzie istniał przez całą wieczność. -Ale jaką mamy gwarancję, że ekspedycji uda się wypełnić tę misję?-zapytał Jasiek -Niech pomyślę. Jeżeli zakończy się kompletną klapą a Henryk kichnie to ciebie jako szefa ekspedycji skażę na wieczne łaskotki. -Plan jest dobry, ale ma jedną, ogromną lukę. Jeżeli się nie uda, to wszechświat zostanie zniszczony jeszcze przed moim powrotem. -Psia mać, masz rację. -A poza tym szanse powodzenia ekspedycji jak na razie jest bardzo niskie. Nie mamy nawet potrzebnego sprzętu ani płynu do spryskania śluzówki Mańka. -O płyn się nie martw. Mój znajomy, Hipokrates Sika1, jest wyśmienitym lekarzem i badaczem nosa. Na pewno znajdzie jakiś odpowiedni płyn. -Więc pozostaje tylko sprawa sprzętu. -To też już mam załatwione. Kilka dni temu podczas spaceru natknąłem się na cztery plutońskie okręty wielozadaniowe. -Jakie?! -Wielozadaniowe. -Ale jeszcze jakie?! -Plutońskie. -No to mamy problem
*
Jakieś dwadzieścia kilometrów od miasta ludzi w czarnej dziurze plutony2 Plutończyków szykowały się do zwiadów. Byli wyśmienicie uzbrojeni, wyszkoleni, a ponadto mieli fajowskie trampki. Ich dowódca wyszedł przed swoich żołnierzy i powiedział: -Plutońskie plutony, to miejsce od teraz należy do nas. -Huuuura!!!-wrzasnęli Plurończycy -Ziemianie zginęli. Nam udało się uciec z wnętrza tamtej wielkiej galaktycznej krowy. Wygraliśmy wojnę i zamieszkamy tutaj. Osiągniemy to my, żołnierze plutonów z Plutona. Teraz chodźmy znaleźć miejsce na obóz. -Huuuura!!! Plutończycy ruszyli zwartą grupą w kierunku miasta zbiegłych Ziemian. Po drodze natknęli się na budkę z hot-dogami. Złupili ją a cały towar zjedli. Byli tak mało bystrzy, aby nie spostrzec, że w tamtej okolicy był ktoś oprócz nich. Wygląd zewnętrzny Plutończyków idealnie odzwierciedlał ich umysły. Byli zieloni, niscy, przygarbieni, mieli parę niebieskich oczu i coś co przypominało czerwonego guza na czole. Ogólnie rzecz biorąc wyglądali jak idioci. Plutończycy zostawiali za sobą ziemskie budki z hot-dogami i lodami. Nadal nie wiedzieli, że oprócz nich ktoś tam był, do chwili, kiedy zaatakowała ich grupa robotników z kilofami. Byli wtedy bardzo zdziwieni. Myśleli, co zrobić. Tym czasem robotnicy ukatrupili ponad połowę ich żołnierzy. W końcu dowódca Plutończyków zawołał: -Żołnierze, wydaję rozkaz zorganizowanego odwrotu! Plutończycy posłuchali się. U nich zorganizowany odwrót znaczył wyrzucenie za siebie broni i biegnięcie na oślep. Wykonali rozkaz. Robotnicy jeszcze chwilę postrzelali do nich z karabinów, które zostawili kosmici, po czym jak gdyby nigdy nic wrócili do pracy.
*
Część 22 / 2
W biurze Jarosława Kiszki panowało napięcie. -Czy jesteś całkowicie pewien, że tu są Plutończycy?-zapytał premier -Tak-odpowiedział Jasiek Kapuśniak-W końcu te okręty wielozadaniowe nie przyszłyby tu piechotką. -Niby tak, ale żaden obywatel nie zgłaszał obecności Plutończyków w okolicy miasta. Do biura premiera wszedł szczerzący się robotnik. -W jakiej sprawie przychodzisz, obywatelu?-zapytał go Kiszka -Psze pana, no bo znaleźliśmy Plutończyków, albo raczej to oni znaleźli nas-powiedział robotnik -No to klops. Starożytni Egipcjanie mieli plagi. My mamy Plutończyków. Co zrobiłeś potem? -No jak ja i moi kumple ich zobaczyliśmy to wzięliśmy kilofy i przywaliliśmy im po łbach. Oni ino stali w miejscu. Dopiero potem uciekli. -Dziękuję za informację. W nagrodę dostaniesz bilet do kina i puszkę kawy. -Ale fajnie, pójdę do kina! Uradowany robotnik wyszedł z biura. -Teraz już wierzysz, że w okolicy są Plutończycy?-zapytał Jasiek
*
Plutończycy wrócili zdołowani do swojego obozu. Po raz pierwszy ich Plutony dostały takie lańsko. Ich dowódca bezskutecznie próbował podtrzymać swoich żołnierzy na duchu. W końcu wkurzył się i zaczął wrzeszczeć: -Co to ma być?! Jesteście patałachami i mazgajami! Raz ktoś wam wklepał a wy od razu histeryzujecie! Jeżeli się nie uspokoicie to was zastrzelę. -Z całym szacunkiem panie dowódco, ale zabrali nam karabiny, więc pan nas nie zastrzeli-powiedział jeden z żołnierzy -Psiakrew, masz rację. Ale to nic. Przecież mamy jeszcze okręty…