Thriller · 25 min czytania
Czarna Wołga
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Na barierce, oddzielającej sklep wielobranżowy ,,Merkury” od pustawego chodnika, siedział młody chłopak. Był upalny lipcowy dzień. Pewnie z tego powodu klientów w sklepie było niewielu. Chłopak obserwował dwie dziesięciolatki kupujące lody. Wiedział, że to dziesięciolatki. Obie chodziły do podstawówki, która była tuż obok jego technikum, poza tym jedna była siostrą kumpla. W małym mieście prawie nie było szans na anonimowość. Rzadko spotykało się kogoś zupełnie nieznanego. Chłopak od czasu do czasu podnosił do ust puszkę coca-coli. Widać było, że pije raczej po to, aby czymś zająć czas a nie z pragnienia. Miał taki wyraz twarzy, jakby nie czuł wakacyjnego słońca, a nawet przeciwnie, patrzył na świat pogrążony w deszczu i listopadowej mgle. -Cześć, Paweł! – drugi nastolatek zahamował gwałtownie rowerem i zatrzymał się tuż przed barierką – Coś taki zwarzony? Zamiast odpowiedzi Paweł skrzywił usta i popatrzył przeciągle na kolegę. To był Karol, jego kumpel z klasy, ba, z ławki. Nie powinien zadawać głupich pytań. Dla niego sprawa powinna być oczywista, tak jak dla Pawła. Karol szybko się zorientował, że nie powinien czekać na odpowiedź. -A, no tak…-bąknął-Twoja poprawka… Nie masz co się martwić.-klepnął Pawła pocieszająco w plecy- Historyca nie jest taka zła. Byleś się trochę pouczył to cię w sierpniu przepuści. Paweł dalej się nie odzywał, więc Karol usiadł obok niego na barierce. -To, co? Zacząłeś się już uczyć? -zapytał po chwili milczenia. -Od jutra.-Paweł przypieczętował słowa łykiem coli. -No, to w porządku!- Karol odetchnął, bo właściwie też nie mógł się cieszyć wakacjami. Czuł się głupio, a nawet czuł się winny z tego powodu, że on nie miał poprawki. Prawie jakby zdradził Pawła, z którym trzymał jeszcze od gimnazjum. -Jak chcesz, to skombinuję ci notatki od Gośki. – sąsiadka Karola, która chodziła z nimi do klasy, była szkolną prymuską- I mogę cię nawet trochę przepytać. Miałem tylko tróję na koniec, ale cośkolwiek pamiętam. To, wiesz co? Podrzucę ci te notatki wieczorem, żebyś jutro od rana mógł zacząć. -Taa… jutro.-ton Pawła wreszcie otrzeźwił przyjaciela. Coś za mało w nim było entuzjazmu. -A, rozumiem. Jutro, czyli nigdy.- nie wiedział, co powiedzieć koledze, który najwyraźniej postanowił nie uczyć się zupełnie. Oznaczałoby to, że nie zda poprawki, a wtedy ich drogi się rozejdą. Karol będzie uczniem IIIa , a Paweł zostanie w którejś drugiej. -Co tu właściwie robisz? –zapytał, aby przerwać ciszę, która nagle zapadła. -Prowadzę badania naukowe, dotyczące marek samochodów osobowych jeżdżących po ulicach naszego pięknego miasta.- ton głosu Pawła się nie zmienił, ale Karol udał, ze wierzy w to. -No i co? -Dwa maluchy, cztery Polonezy, kilka zagranicznych pojedynczych marek i, nie uwierzysz, osiem beemek. -BMW? No, coś ty! U nas? -Najmłodsza miała dziesięć lat, a reszta była starsza od ciebie. -Jasne. Popatrz, jeszcze jeden maluch do twojej statystyki. Trzeci!
Przez jakiś czas siedzieli i liczyli samochody. Zaczęło to ich nawet wciągać. Przeważały zachodnie auta, tylko dosyć wiekowe. Chłopcy zgodnie doszli do wniosku, że to uboczny efekt wejścia do Europy. Karol wciągnął się w zabawę, bo to pozwoliło mu odsunąć od siebie myśli o poprawce przyjaciela. -A to co za maszyna?- zawołał w pewnej chwili. W jego głosie słychać było zdziwienie. Na parkingu przed sklepem zatrzymało się idealnie czyste czarne auto. Na przyciemnianych szybach lśniły refleksy słońca. Chłopcy widzieli w nich odbijający się sklep, drzewa, a także swoje własne sylwetki. Powierzchnia szyb musiała być doskonale gładka, bo obraz był bardzo wyrażny, jak w lustrze. Osób siedzących wewnątrz nie można było dostrzec. -Ja cię… Chyba wyjechał prosto z fabryki.- Karol był pod wrażeniem- Ale sylwetka trochę dziwna, nie? -Bo to jest Wołga. -Coś ty, skąd wiesz?! -Mam poprawkę z historii, ale nie jestem imbecylem. -Ja też nie jestem, a nie wiedziałem.-Karol niby się obruszył, ale właściwie się ucieszył, że Paweł w końcu zaczął się odzywać jak dawniej- Interesujesz się starociami? -Wiem i już! Ktokolwiek siedział w Wołdze, nie zamierzał wchodzić do sklepu. Auto po chwili postoju zaczęło wykręcać i powoli odjechało. Chłopcy patrzyli na tył oddalającego się samochodu. Tuż obok rejestracji widoczny był srebrzysty emblemat w kształcie koła, jaskrawo odbijający się od czarnego lakieru. W jakiś dziwny sposób przyciągał ich uwagę.
-Cześć! Coście tak zamarli? -Paweł i Karol gwałtownie odwrócili głowy w kierunku dziewczyny, która zatrzymała się koło nich. -Właśnie widzieliśmy super furę.-Karol chciał pokazać jej samochód, ale , kiedy się odwrócił, ulica była już pusta. –No, niestety. Już jej nie ma. Jak tam wakacje, Magdusiu? Dziewczyna potrząsnęła ze złością ciemnymi włosami. -Na razie kiepsko. Mama nie pozwala mi jechać na Mazury a już wszystko miałyśmy zaplanowane. -My? To znaczy, kto? -Paweł wyrażnie się zainteresował. Magdę z widzenia znał od dawna a kilka miesięcy temu poznał ją osobiście na jakiejś imprezie Stwierdził, że jest całkiem fajna i oczy też się nie męczą, gdy się na nią patrzy. -Planowaliśmy wyjazd z Beatą z mojej klasy, jej bratem i jego dziewczyną. Mieliśmy pływać kajakiem, spać w namiotach i… Lepiej nie mówić!. -Nie dziw się swojej mamie. Jesteś jeszcze taka młoda.-powiedział Paweł , kiwając głową ,tonem człowieka bardzo dojrzałego. W głębi duszy, nie wiedzieć czemu, poczuł ulgę. -Też mi coś! Ciekawe, co ty byś powiedział, gdyby ktoś tobie zepsuł wakacje. Jesteś tylko rok starszy. -Ja MAM zepsute wakacje.-myśl o poprawce wracała na różne sposoby. - Muszę coś wymyślić. I na pewno pojadę! Teraz staram się być tak miła, jak to tylko możliwe. Może to zmiękczy mamę. A jak nie będzie innego wyjścia to pojadę bez pozwolenia!- w jej głosie było słychać determinację- No, idę…Robię właśnie zakupy a potem obiecałam jeszcze usmażyć naleśniki na kolację. Głowa mnie boli od tego wszystkiego, ale wytrzymam jeszcze trochę. Szybko wbiegła po schodkach i zniknęła w drzwiach sklepu. Paweł patrzył za nią dopóki to było możliwe. -Wpadła ci w oko, co?- Karol szturchnął kumpla porozumiewawczo. -Zgłupiałeś?! A co to ja nie mam innych zmartwień? -Dobra, dobra... Z tego co wiem, jest w porządku, więc…-zawiesił głos i popatrzył znacząco. -Wiesz, co? Chyba za długo już tu siedzę, idę do domu. -To podrzucę ci potem te zeszyty od Gośki. -Dobra, ale spieszyć się nie musisz.
Przez cały następny dzień Paweł jeździł bez celu na rowerze. Chodziło mu przede wszystkim o to, żeby zejść z oczu matce, która ciągle powtarzała, że powinien pouczyć się historii. Ponieważ Karol nie przyniósł mu zeszytów, sumienie miał czyste. Wrócił do domu dopiero pod wieczór, zjadł szybko kolację i schował się w swoim pokoju. Wyjął nawet podręcznik do historii, ale zanim go otworzył poczuł się zmęczony, więc poszedł spać. Rano następnego dnia wybuchła sensacja. Nowinę wraz z zeszytami przyniósł Karol. Magda zniknęła! Chcąc dalej grać rolę idealnej córki, rano poprzedniego dnia, wyprowadziła psa na spacer. Do domu wrócił tylko pies, ciągnąc za sobą smycz. Początkowo wszyscy myśleli, że pies się wyrwał i że Magda wróci za jakiś czas. Koło południa matka zaczęła się denerwować, ale sądziła, że dziewczyna szuka psa, bo przecież nie wie, że wrócił sam. Wieczorem zawiadomiła policję. Karol znał całą sprawę z relacji swojej mamy, która pracowała w banku razem z ciotką Magdy. Rodzice dziewczyny odchodzili od zmysłów, dzwonili do wszystkich znajomych, pytając czy może coś wiedzą. -Może powinniśmy powiedzieć, co planowała? -Paweł był wyrażnie przejęty. -O tej ucieczce na Mazury? Nie ma potrzeby. Oni o tym wiedzieli i najpierw zadzwonili do Beaty, ale ona nie widziała Magdy od kilku dni. -A, co na to policja? -Uspokajali i mówili, żeby się nie martwić na zapas. W wakacje nastolatki często uciekają z domu a potem wracają Zbadali teren wokół domu, nie znaleźli żadnych śladów walki, więc są dobrej myśli. Paweł wcale jednak nie był spokojny, przeciwnie poczuł jakiś wewnętrzny niepokój. Myśl o Magdzie uparcie powracała przez cały dzień. Pewnie dlatego, że naprawdę mu się spodobała. Poza tym rozmawiał z nią niemalże tuż przed zniknięciem. Czuł, że jest jakoś wmieszany w całą historię. O poprawce zupełnie przestał myśleć. Przez następne dwa dni jeździł po mieście, zastanawiając się, co mogło się stać i czując bicie serca za każdym razem, kiedy widział uśmiechniętą Magdę, spoglądająca na niego z porozlepianych plakatów. Dwukrotnie w ciągu tych dwóch dni widział czarną Wołgę. Przypominała mu ona ostatnią rozmowę z Magdą. Za pierwszym razem widział auto z daleka, po chwili zniknęło mu z oczu, skręciwszy w którąś z bocznych uliczek. Potem zauważył je na parkingu przy osiedlu Magdy. Tym razem zatrzymał się i przyjrzał mu się dokładniej. Nadal wyróżniało się sterylną niemalże czystością. Wnętrza nie można było zobaczyć nawet, kiedy przytknęło się nos do szyby. Dziwną rzeczą był też emblemat umieszczony obok rejestracji- srebrzyste koło, w które wpisany był owalnie napis ,,FOR FUTURE”. W środku koła błyszczała ciemna opalizująca kropla, zmieniająca kolor w zależności od tego, z której strony się na nią patrzyło. Raz była czarna, raz czerwona, raz błękitna. Pawłowi niczego to nie wyjaśniło. Za to w jego głowie zaczęło kiełkować nieprawdopodobne podejrzenie. To nie przypadek, że rozpoznał bezbłędnie sylwetkę Wołgi. To był mały koszmarek jego dzieciństwa. Inne dzieci straszono czarownicami, diabłami, jednemu z jego kolegów, gdy nie chciał pić mleka, wmawiano, że zaraz przyjdzie generał i zabierze go do wojska. Chłopak do dziś czuł niechęć do żołnierzy i zarzekał się, że za nic nie pójdzie do woja. Babcia Pawła, gdy był niegrzeczny, straszyła go czarną Wołgą, która miała jeździć po świecie i zabierać nieposłuszne dzieci. Jako przedszkolak bał się wszystkich czarnych samochodów. Kiedy wyrósł z bajek, zrozumiał, że to taki wychowawczy żart dorosłych rodem z horroru, ale z ciekawości chciał się dowiedzieć czegoś więcej o Wołgach, których na ulicach właściwie nie można było już zobaczyć. Odeszły razem z minioną epoką polityczną, której Paweł nie pamiętał. Czy to więc przypadek, że czarna Wołga pojawiła się w ich mieście właśnie teraz? Ale z drugiej strony to chyba głupie wierzyć, że jakiś samochód ,choćby i czarny, porwał Magdę. No i ona starała się ostatnio być bardzo grzeczna. Chyba, że wziąć pod uwagę jej plany. Kiedy Paweł wrócił do domu postanowił poruszyć ten temat przy kolacji. Jego mama, jak zwykle mówiła o poprawce. Paweł jednak nie uciekł do swojego pokoju po zjedzeniu jednej kanapki, jak to miał w zwyczaju ostatnimi czasy, tylko zapytał. -Mamo, dlaczego babcia straszyła mnie czarną Wołgą? -Czy ja wiem…Dzieci chyba zawsze się czymś straszy. Masz o to do niej żal? -Nie, nie mam. Interesuje mnie tylko, dlaczego akurat czarna Wołga? Matka usiadła przy stole i wyglądało na to, że się rzeczywiście zastanawia. -Zawsze mówiło się u nas o tej Wołdze. I ja się jej bałam i wujek Janek, oczywiście, kiedy byliśmy mali. Chociaż, nawet, gdy już byłam dorosła, bałam się wsiadać do czarnych samochodów. Ale to było dawno…-podniosła się i wróciła do zmywania- Teraz też babcia by ci powiedziała, żebyś zabierał się za historię, bo cię porwie sam wiesz co. Czy ty w ogóle zamierzasz się uczyć? Paweł, czując, że dalej będzie już tylko o tym, połknął szybko resztę jedzenia, powiedział, że jeszcze pojeździ na rowerze i wybiegł z domu. Na dworze był piękny lipcowy wieczór, parny i cichy. Tak, jakby się nic nie stało- pomyślał ze złością Paweł. Wsiadł na rower i wyjechał z podwórka na ulicą, na której kładły się już długie cienie drzew. Jechał i starał się znaleźć logiczne wytłumaczenie dla babcinego pomysłu. Dzieciństwo mamy i wuja Janka to były lata sześćdziesiąte, zamierzchła przeszłość. Z historii był kiepski, nie bez przyczyny ta poprawka, ale każdy wiedział, że to czasy komunizmu, PRL-u, itp. Siłą rzeczy docierały do niego jakieś opowieści o nocnych aresztowaniach, o akcjach jakiejś organizacji WB, nie chyba raczej SB, o tym, że ludzie znikali i odnajdywali się po wielu latach, spędzonych gdzieś na zesłaniu w Azji. Zaraz, ale czy to było wtedy? Może to nie ten okres. Jednak przydałoby się trochę więcej pewnych faktów. Zakładając jednak, że w ogólnym zarysie się nie myli, to te ciągłe aresztowania wymagały jakiegoś pojazdu, przecież nie ciągnęli tych ludzi na piechotę. Czarny kolor też pasuje, jest taki…służbowy. A marka-produkcja ZSRR-pasuje do tamtych czasów. Może stąd babcia wpadła na to porywanie ludzi?
Nagły błysk błękitnego światła oślepił Pawła i…