Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 9 min czytania

Czarne Ogrody odc.3

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Czarne Ogrody odc.3

Ależ on był z siebie dumny. Granitowa brew, chmurne wejrzenie, zadarty nos, głowa podniesiona wysoko w górę zdawała się mówić wszystko – gardził malutkimi ludźmi, szarymi zjadaczami chleba, a już na pewno swym bratem. Nie pierwszy raz przyszło mu zastanawiać się, jak to możliwe, że jest młodszy… Tyle razy udowadniał swój nieprzeciętny geniusz, błyskotliwą myśl i nadzwyczajny intelekt, a i tak zawsze zasługiwał wyłącznie na miano najmłodszego z rodzeństwa. Zadowolony, powoli zagłębiał się w mrocznej otchłani „Czarnych Ogrodów”. Z każdym ostrożnym, jakby niepewnym krokiem oddech Marka stawał się głębszy, a na czole pojawiały się raz po raz kolejne krople zmęczenia. To pewnie wyczerpanie, w końcu biegł tu całą drogę. Nawet nie przyjmował do świadomości, iż był to strach. Podekscytowanie, zniecierpliwienie, podniecenie, to tak, ale strach – na pewno nie. Nigdy. Nie bał się nikogo i niczego.

W końcu to on sam zakradał się jeszcze niedawno w pokoju brata, by sprawdzić, co też tak tajemniczego skrywa jego skrzyneczka skarbów. Jego brat był na tyle nieroztropny, by zostawić „to” w poszarpanym pudełku po zabawkach. Myślał, że jest „ukryte” pod łóżkiem. I oto teraz stał przed pokraczną skałą, raczej czymś, co kiedyś zdawało się być kamiennym blokiem, bo teraz po latach walki z czasem i nieustającą wilgocią zdawało się dogorywać w kształtach i posturze. Nerwowo spoglądał na zmięty kawałek papieru (przecież z wrażenia każdy by zmiął zdobycz), w każdym razie zastanawiał się, co jest nie tak, co się nie zgadza. Według tej mapy powinien właśnie spoglądać na otwór, na przejście w skale do kolejnej części nieczynnej kopalni. Czy wzrok go oszukiwał? A może to jednak brat robi sobie z niego żarty? Naprawdę mocno by się zdziwił, gdyby tak było. Na pewno coś przeoczył. Pomysł właściwie niezauważony, niczym niespodziewany gość rozjaśnił mu myśli. Z niemym okrzykiem, takim jaki towarzyszył słynnym odkrywcom, genialnym wynalazcą czy pozostałym dobrodziejom ludzkości, razem z okrzykiem euforii i podniecenia ostrożnie zbliżył się do powyginanego kamienia. Jak w filmach sekret ukryty był za tajemniczym przejściem. Różnica była jednak zasadnicza – odkryty otwór był zdecydowanie bardziej realny. Nie wiedział, co go czeka w dusznej ciemności korytarzy. Był za to pewny, że musi tu wrócić – przynajmniej z lepszą latarką, by w oświetlonej już ciemności znaleźć przygodę, a kto wie, czy nie skarby.

Uczucie ekscytacji dodatkowo wzmagała również złość. Gniew, że to nie on pierwszy odkrył tajemnicę „Czarnych Ogrodów”. Nie zdawał sobie z tego wtedy sprawy, ale była to zwyczajna zazdrość o starszego brata. A uczucia tego typu są nader destrukcyjne. Przypadek ten nie zamierzał też być wyjątkiem. Drobny kamyczek wcale jednak nie zapowiadał nadciągającej lawiny nieszczęść. W podziemiach opuszczonej kopalni zgubił rozsądek i cierpliwość. Toteż nie powinna nikogo dziwić wiadomość, że został po nim na niestarannie wybrukowanym korytarzu pognieciony, wytarty, stary kawałek papieru.

***

Drogocenna mapa niespokojnie drżała w trójpalczastej dłoni. Zdenerwowany i roztrzęsiony szybko pokonywał kolejne, coraz ciemniejsze korytarze. Nie potrzebował światła. Doskonale znał rozkład czarnych szybów, z pamięci, za każdym razem nieomylnie, wybierał, czy skręcić w prawo, w lewo, przejścia, które miały go doprowadzić do podziemnego pałacu. Był z siebie tak bardzo zadowolony. Wiedział, że za swoje odkrycie zostanie należycie wynagrodzony, że znajdzie uznanie w oczach króla, a może i wybudują mu pomnik. Spełni się jego marznie. Gdy tylko dostarczy gorące nowiny, zostanie na pewno bohaterem.

***

Milczącym chłodem oczu przypatrywał się zgromadzonym na radzie. Swą cichą i spokojną obserwacją doprowadzał wielu z nich do skrajnej irytacji, co sprawiało mu nieopisaną, dziwną satysfakcję. Doskonale wiedział, że przez to uważają go za upośledzonego, chorego, i tym dłużej, ku swej radości, nie zabierał głosu w ożywionej dyskusji. Był w końcu królem wszystkich koboldów i mógł robić z nimi to, na co ma akurat ochotę, wliczając w to zabawy takie jak ta.

- Co stało się ze znalazcą mapy? – Cichym sykiem rozeszło się po owalnej jaskini pytanie.

- Z kim? No tak… – Gruby kobold w czerwonym kapeluszu zawiesił na chwilę niski, basowy głos. – Biedaczysko myśli, że znalazł zwykły śmieć porzucony przez te…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%