Thriller · 6 min czytania
"Czarno-biały ptak" cz 1 z 3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
„Przebudzenie” Obudził go strumień lodowatej wody. Rozejrzał się dokoła. Oczy powoli przyzwyczajały się do panującego mroku. Był w jakiejś piwnicy, w powietrzu panowała wilgoć i chłód. Jedyne źródło światła pochodziło z żarówki, prowizorycznie zamontowanej do wystającego z sufitu przewodu. W jej blasku Marcin dostrzegł młodego mężczyznę w czarnej skórzanej kurtce. Tajemniczy osobnik uśmiechał się ironicznie. Odstawił na podłogę metalowe wiadro i podszedł bliżej. Marcin spróbował wstać. Nie mógł. Okazało się, że jest mocno przywiązany do krzesła, na którym siedział. Poczuł silny ból z tyłu głowy, ręce obcierał mu gruby sznur. Próbował rozeznać się w sytuacji. Ostanie co pamiętał, to że wyszedł z restauracji, otwierał samochód, ktoś za nim przechodził i ... . No tak! Uderzył go w głowę.
Mężczyzna przyglądał mu się z uwagą. Marcin chciał zaprotestować przeciw tej absurdalnej sytuacji, ale nie miał pojęcia co powiedzieć. Nic nie miało sensu. Ktoś, kogo z całą pewnością nie znał, porwał go, związał i najprawdopodobniej nie zamierzał wypuścić w najbliższym czasie. Przecież nie mogło chodzić o żaden okup. Był zwykłym nauczycielem, żona pracowała jako kasjerka w banku. Nie posiadali oszczędności, jedynie kredyty do spłaty. Nie mogło być mowy o zemście, bo przecież nigdy nikomu nie zrobił krzywdy na tyle poważnej, żeby mogła skłonić do porwania. Nie zdarzyło mu się nawet postawić jedynki na koniec roku. To nie wyglądało dobrze. Jedyne logiczne wyjaśnienie tej kabały w jaką został wpakowany, brzmiało; mężczyzna jest psychopatą i nie ma co liczyć na racjonalne zachowania z jego strony. A to nie dawało powodów na zachowanie nadziei. - Widzę, że mnie nie poznajesz – porywacz przerwał milczenie. Marcin pokręcił głową. - Może powinienem się przedstawić? Może jestem niegrzeczny? Co, kurwa!? – wrzasnął. Marcinowi po plecach przeszły dreszcze. Z powodu emocji przestał odczuwać chłód, ale teraz kiedy mężczyzna wydarł się na niego, zatrząsł się jak galareta. - Tomasz Jarecki - przedstawił się. - Mówi ci to coś? - Nie – wybąkał nieśmiało. - No, Kononowski, zacząłeś gadać. Ale pamięć nadal zawodzi. Marcin spojrzał na Jareckiego wymownie. Nie miał pojęcia, skąd miałby znać to nazwisko. - Jakby ci to przypomnieć? Schylił się nad Marcinem, oparł dłonie o jego ramiona i przez moment w milczeniu wpatrywał się w źrenice związanego. Kononowski zaczął uciekać wzrokiem, nie potrafił wytrzymać tego spojrzenia. - Ty kurwo! Nazywam się Tomasz Jarecki, przypomnij sobie! – wydarł się z całych sił prosto w twarz ofiary. Marcin poczuł lepką ślinę na czole i policzkach. Pokręcił tylko głową. Nie mógł spełnić rozkazu Jareckiego, a zdawał sobie sprawę, że odpowie za bezsilność. Jarecki odchylił się mocno i z całych sił trzasnął głową w szczękę Marcina. Zatrzeszczało. Kononowskiemu krew wypełniła usta i nagle go olśniło. Widział już tego człowieka. Pierwszy raz zauważył go dokładnie tydzień wcześniej.
Wychodził wtedy do pracy. Podszedł do…