Akcja · 11 min czytania
Czarny Anioł cz.3
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
6
Wiele się zmieniło od czasu, gdy miałam ten sen. Poczułam w pewnym sensie ulgę i znowu zapragnęłam żyć. Postanowiłam jak najszybciej się stąd wydostać, by zrealizować swoje zamierzenie. Nowy cel. Tylko o nim myślałam. Już nie spędzałam tyle czasu przed telewizorem, ale nadal miałam opory, by wziąć prysznic. Któregoś dnia się przemogłam, ale czułam się strasznie głupio. Bałam się poruszyć, bo cały czas czułam na sobie czyjś wzrok. Prawdziwa męka. W szafie, którą otworzyłam pierwszy raz w dniu tego pamiętnego snu, znalazłam swoje ubrania. Najwidoczniej ktoś pojechał do mojego domu, żeby go przeszukać i przy okazji wziął mi kilka ciuchów na przebranie. Czułam się strasznie zamknięta w tym pokoiku sama ze sobą. Toczyłam nieustanną walkę z sumieniem. Całą duszą pragnęłam wypełnić obietnicę, którą sobie złożyłam, a jednak ten głos, natarczywy szept, doprowadzający mnie do szału, nie dawał mi spokoju. Trzy dni po rozmowie z mamą, coś zaczęło się dziać.
*
Do pokoju wszedł ten sam zimnooki mężczyzna, którego poznałam na początku. Stanął przy drzwiach i obserwował mnie. Próbowałam nie zwracać na niego uwagi, ale w końcu jego wzrok był nie do zniesienia. Ukryłam się w łazience, oparłam dłońmi o umywalkę i wpatrywałam w swoje odbicie w lustrze. Często tak robiłam i zastanawiałam się wtedy kim jestem. Czym jestem. Jakaś cząstka mnie nadal nie mogła uwierzyć, że posiadam jakąś siłę, niepojętą dla przeciętnego człowieka. Nie umiałam nad nią panować. Nie mogłam nawet spowodować, aby pojawiła się, gdy tego zechcę. Ale w tym momencie myślałam o tym, czego chce ten mężczyzna. (Czyżby nadeszła moja chwila?) Postanowiłam, że czas najwyższy spotkać się ze swoim przeznaczeniem. Wyszłam z łazienki i stanęłam obok stolika. Mężczyzna stał nadal w tym samym miejscu. Patrzył na mnie, jakby oceniał czy jestem już dostatecznie opanowana i nagle nie dostanę ataku szału albo nie stracę przytomności. Po kilku minutach wpatrywania się we mnie, w końcu się odezwał: - Ja i moi koledzy, w tym Bob Tischner, uznaliśmy, że jesteś już gotowa, aby poddać cię pierwszemu testowi. Chodź teraz ze mną. Na miejscu wyjaśnię ci na czym to będzie polegało. Wyszłam za nim na korytarz, który wyglądał identycznie jak poprzednim razem. Miałam nawet wrażenie, że znajduję się w tym samym miejscu co poprzednio. Tym razem jednak skierowaliśmy się w prawo. Po przejściu kilkudziesięciu metrów, stanęliśmy przed metalowymi, rozsuwanymi drzwiami. Otworzyły się po naciśnięciu przycisku, więc weszliśmy do środka. To była winda. Od tych, które znałam różniła się tylko tym, że zamiast przycisków z numerami pięter miała mały ekranik. Mężczyzna (podświadomie nazwałam go „Mark”) przyłożył coś do niego i winda ruszyła. Wjechaliśmy wyżej, a gdy drzwi otworzyły się, zobaczyłam coś, co zupełnie mnie zaskoczyło. Spodziewałam się, że wyjdziemy na kolejny ogromny korytarz, a tymczasem znaleźliśmy się w pomieszczeniu do złudzenia przypominającym moją kuchnię. Nie mogłam pozbyć się wrażenia, że znowu jestem w domu. - W tym miejscu odbędzie się pierwszy z testów, którym zamierzamy cię poddać. Proszę, abyś teraz usiadła za stołem. Zrobiłam, co kazał, a z każdą chwilą czułam coraz szybsze uderzenia serca. - Teraz założę ci na głowę specjalne okulary, w których będą się pojawiać różne obrazy. Chciałbym, abyś mówiła mi co widzisz i czujesz. Rozumiesz? Przytaknęłam ruchem głowy, chociaż nie podobało mi się to wszystko. Po chwili „Mark” nałożył mi okulary. To było dziwne uczucie. Miałam wrażenie jakby na oczy opadła mi czarna kurtyna, która odcięła mnie od całego świata. Pojawił się pierwszy obraz, a właściwie zdjęcie. Ślubna fotografia moich rodziców. Zalała mnie fala gorąca, a serce przeszyła rozgrzana do czerwoności igła. - Co widzisz Sharon? Głos dobiegł mnie jakby z końca długiego tunelu. - Widzę swoich rodziców. To ich ślubna fotografia. Obejmują się i uśmiechnięci patrzą sobie w oczy. Tata ubrany jest w czarny garnitur, a mam w piękną, białą, atłasową suknię. Są szczęśliwi. Głos lekko mi drżał, ale nie mogłam nad nim zapanować. - Teraz Sharon, powiedz co czujesz. - Czuję… czuję…. Smutek, rozgoryczenie, tęsknotę, bezsilność, poczucie winy, złość… - Złość? Dlaczego Sharon czujesz złość? - Nie wiem. Ale wiedziałam. Byłam wściekła na siebie, bo gdybym coś zrobiła, oni nadal by tu byli. Nadal by żyli! Serce biło mi w szalonym tempie, niemal rozrywając pierś. Chciałam już skończyć cały ten głupi test, ale… Nie miałam wyboru. Siedziałam sztywno na krześle, wpijając palce w uda i panicznie bojąc się tego, co ujrzę za chwilę. Ślubna fotografia zniknęła, a w jej miejsce pojawiło się następne zdjęcie. - To zdjęcie zostało zrobione w miejskim parku podczas moich urodzin. Jestem na nim ja, gdy mam 3 lata i moi rodzice. Obejmujemy się i śmiejemy. Po prawej stronie widać kawałek pyszczka naszego psa. To był ciepły, słoneczny dzień i w parku było wielu ludzi. Słychać było śmiechy, rozmowy, wesołe poszczekiwania psów. Mama i tata byli w doskonałych nastrojach. Przedrzeźniali się, bawili ze mną… Boże jak ja za nimi tęsknię!!! Dlaczego każecie mi to wszystko przypominać?! Ja już nie chcę! - Jeszcze chwila Sharon. To będzie już ostatnie zdjęcie. Mimo