Fantastyka · 8 min czytania
Czarny czarodziej (wesja zmieniona)
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
W mieście pojawił się gość bez zaproszenia. Przemierzał puste uliczki bez pospiechu z nisko spuszczoną głową obserwując własne stopy. Jego włosy były czarne, jego ubranie było czarne, bandaże, którymi był owinięty były czarne, no i obrośnięte piórami kikuty wyrastające z jego pleców też były czarne. Latarnie uliczne rzucały idealne okręgi pomarańczowego światła, a pozbawione liści gałęzie drzew poruszały się powoli w rytm szumiącego wiatru. Zegar na kościelnej wierzy wybił godzinę pierwszą trzydzieści. Zatrzymał się przy jednej spośród wielu zapuszczonych kamienic i przez chwilę wpatrywał w ostatnie okno po prawej, po czym jednym zgrabnym susłem wskoczył na parapet. Żarówka wisząca tuż pod sufitem dawała mało światła, jednak wystarczająco dużo, by móc przyjrzeć się wnętrzu pokoju. Musnął szybę brudnymi, chudymi palcami i bez problemu przeniknął przez cienkie szkło. Miejsce, w którym przyszło mu pracować tej nocy było ciepłe i przytulne. Ściany pomalowano żółtą farbą, a na podłodze leżał miękki brązowy dywan. Po lewej stronie stała duża drewniana szafa, a naprzeciw niej mahoniowe biurko i czarne, obrotowe krzesło. Na biurku w czerwonej doniczce rosła młoda dracena a obok niej leżał pistolet. - Jesteś już – usłyszał nieznajomy głos rozbrzmiewający tylko w jego głowie. Odwrócił się i ujrzał klauna. Klauna, którego usta bardzo powoli, niemo wymawiały jego imię – Zła Myśl Jakiegoś bOGA.
W głębi pomieszczenia, naprzeciw okna stało metalowe łóżko zasłane białą pościelą w czerwone kwiaty, a na nim pogrążona w wiecznym śnie, leżała mała dziewczynka ubrana w krótką, nocną koszulkę. Jej głowa została odchylona do tyłu, by fioletowe siniaki na szyi były dobrze widoczne, a ręce splecione i ułożone na piersi jak do modlitwy. Ten, który to uczynił siedział teraz na niskim stołku tuż obok i płacząc przyglądał się zastygłej w przerażeniu twarzyczce.
Panie Boże prowadź mnie dobrze, wybacz mi grzechy, proszę I wskaż, co w życiu najdroższe, bym mógł to wziąć w obie dłonie Na swych barkach ciężar ponieść godnie, przetrzeć skronie Spokojnie odpocząć, nazajutrz wstać, iść tą samą drogą Mając Ciebie za sobą, Tyś jest mą podporą, Panie Mą siłą i dumą, wierzę tylko w Ciebie, amen
Mężczyzna przymknął oczy i zaczął się modlić. Zła Myśl Jakiegoś bOGA zbliżył się do dziewczynki i przez dłuższą chwilę patrzył na nią wytrzeszczonymi czarnymi oczami jakby była wyjątkowo interesującym eksponatem dekoracyjnym. Klaun stanął po drugiej stronie i położył dłoń na jej czole. Blade jak kreda ciało ogarnęła jasna poświata, a po chwili uwolniony z cielesnej powłoki duch stanął przy swym opiekunie trzymając go kurczowo za rękę.
Morderca dokończył modlitwę, po czym wykonał znak krzyża i wstał. Duch dziecka wskazał na siebie samą leżącą na łóżku. Poruszał wargami, lecz nie mógł nic powiedzieć. Młode duchy nigdy nie potrafią mówić. Stróż rozumiał ją jednak i bez tego. - Tak kochanie, ale teraz wszystko będzie dobrze. Tak mi przykro, że nie mogłem cię ochronić… Zła Myśl Jakiegoś bOGA skrzywił się słysząc te przeprosiny. Mimo kolorowego makijażu i ubrania, klaun wcale nie wyglądał zabawnie, a blask, który zawsze towarzyszył niebiańskim opiekunom znikł zupełnie. Wziął ducha dziewczynki na ręce otulając go jednocześnie czerwoną pelerynką i ruszył w kierunku wyjścia, lecz w połowie drogi zatrzymał się i obejrzał przez ramię. Jego wzrok padł na Złą Myśl Jakiegoś bOGA i w tym samym momencie po plecach przeszły mu lodowate ciarki. - Co mu zrobisz? – spytał. Zła myśl jakiegoś bOGA potrząsnął głową jakby zastanawiał się nad odpowiedzią. Duch dziewczynki wyraźnie nie czuł się w jego obecności swobodnie. Mocno obejmował opiekuna za szyję i wtulał twarz w jego ramię. - Nie mogę ci powiedzieć – rzekł w końcu – ale to będzie „Zły Cud”. Stróż odetchnął z ulgą. - Chwała Panu. - Skoro tak uważasz. Boski wysłannik zrobił kwaśną minę, po czym odwrócił na pięcie i zniknął. Zła…