historia · 7 min czytania
Czarny i Biały
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Czarny i Biały
Mroźny, nocny wiatr uderzał mnie w twarz. Przecinałem powietrze dzięki galopowi mojego białego wierzchowca. Światło księżyca w pełni, odbijało się od mojej srebrnej zbroi. Mój najbardziej zaufany towarzysz, miecz, podrygiwał w pochwie, a tarcza na plecach uderzała co chwila o tył metalowego stroju. Kopyta białego konia wbijały się w grunt, wydrążając za każdym razem trochę ziemi. Rytmicznie bił o podłoże. Balansowałem między gałęziami leśnych drzew, prawie się nie ruszając. Miałem pojęcie o ważności mojego zadania. Miałem uratować mieszkańców miasta od Złego Rycerza - ich postrachu - siejącego zło, zbrodnie w moim mieście. To ode mnie - wojownika Króla zależało bezpieczeństwo słabszych, na honor i na Boga. Zaciętość pojawiła się na mojej twarzy, w oczach pojawiło się zdecydowanie, a wygląd mojego oblicza był co chwila cięty przez moje czarne, jak noc włosy, smagane przez wiatr. Jechałem w selenim świetle, przez gęsty las. Tak gęsty jak mrok nocy i zła świata wciąż mnie otaczający. Zwolniłem wjeżdżając na dużą, leśną polanę skąpaną w srebrzystym świetle. Ujrzałem jego - mojego wroga, Złego Rycerza. Dumnie zsunąłem się z białego wierzchowca i spojrzałem na niego. Siał strach jak wiatr sieje nasiona. Miał czarne włosy, niezwykle bladą cerę, czarną zbroję, czarnego konia. Syn nocy. Przybliżyłem się powoli. Na twarzy przeciwnika widniała pewność siebie ale również zaciętość. Miał mroczne czarne oczy, ze złem w ich głębi. - Więc jednak przyjechałeś - rzekł wolno. - Taki dostałem rozkaz, zgładzenia cię. - Dlaczego sądzisz, że ci się to uda? - Nie sądzę, to pokaże los. - A więc, zginiesz tak jak wszyscy, którzy odważyli spotkali się z moim mieczem - mówiąc to zgrabnym, niezwykle szybkim ruchem wydobył miecz z pochwy. Widząc jego ruch, zrobiłem to samo. - Przekonamy się -powiedziałem i zarazem odbiłem nagły atak wroga. Zaczęliśmy taniec do którego muzyką był szczęk żelaza. Poruszaliśmy się naokoło ostrożnie, badając umiejętności tego drugiego. Czarny Rycerz był dobrym wojownikiem. Lekko podchodził w moją stronę zadając ciosy ostrzem, lecz bez skutków. Dumnie i ostrożnie patrzyłem na jego ruchy, by móc wiedzieć co zrobi. Nagle naprężył się i skoczył w moją stronę. Instynktownie, z praktycznie nadludzką szybkością ściągnąłem z pleców tarczę i zasłoniłem się nią, jednocześnie odbijając rycerza. Odbił się i stanął miękko na nogi. Tym razem to ja zaatakowałem. Pchnąłem klingę w stronę Czarnego. Ledwie się obronił. Ostrze wydrążyło szparę w jego zbroi. Spojrzał na mnie, a w jego czarnych oczach płonął ogień gniewu, nie spodziewał się ataku, ani takiej mocy mojego miecza. Szybko sam zaatakował, pędząc z bronią na mnie. Zgrabnie odbiłem jego klingę. Nagle przerwaliśmy, znów chodziliśmy naokoło, mierząc się spojrzeniami. Ściskałem w jednej ręce miecz, w drugiej tarczę. Wydawały się być zbyt lekkie w moich ramionach. Mój wróg zastanawiał się nad atakiem, widać było niezdecydowanie na jego twarzy. Patrzyłem z powagą i uwagą na jego oblicze. Znów się…