Fantasy · 8 min czytania
Czarny początek
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Pamiętam ostatnie chwile mego doczesnego życia. Cisza była w nich mym jedynym towarzystwem. Cierpiałam. Wraz z ciałem płakała dusza. Teraz nie wiem, kim byłam kiedyś. Teraz nie wiem, kim chciałam się stać. Teraz… Czasem zastanawiam się jak by to było zginąć naprawdę. Jak smakuje śmierć? Nie wiem. Nie poczuje jej. Mogę ją tylko zobaczyć. Zaciskam palce na uchwycie sztyletu kryjąc się w mroku. Doskonale widzę drobną sylwetkę zmierzającą wprost do ciemnego przesmyku między dwoma wieżowcami. To jeszcze dziecko. Niespełna dwunastolatek z grymasem na smukłej twarzy. - Boisz się? Przystaje. Rozgląda się nerwowo. - Słyszysz… Dostrzegam jak drżą jego dłonie. Panika ogarnia wątłe, młode ciało. Robię krok w przód przykładając ostrze do brudnej ściany. Przeciągły, nieprzyjemny dźwięk rozchodzi się echem w powietrzu. Duże pełne przerażenia oczy kierują się w ciemność, która skrywa mą postać. Przyspieszony oddech chłopakach dudni mi w uszach. Panika wręcz wyrywa się z jego wnętrza uderzając we mnie. Ja nie czuje nic. Wiem, że zaraz wbije ostrze w serce dziecka, unicestwię kolejne istnienie w dodatku tak niewinne tak krótkie. Lecz to niczego nie zmienia. Nadal jestem obojętna. - To tylko moja chora wyobraźnia… - szepcze pod nosem chłopak. Zaciskając dłonie próbuje opanować ciało. - Twoja wyobraźnia nie jest chora. Jest nieograniczona. Wychodzę z cienia. Światło latarni ogarnia teraz i mnie. Stłumiony jęk wydobywa się z gardła zaskoczonego chłopaka. Uśmiechając się nieznacznie kieruje wzrok ku swej prawej dłoni. Jego spojrzenie automatycznie podąża za moim. - Czzzeego…czego chcesz? Podnoszę sztylet. Ostrze lśni delikatnie. - Nie mam… - To, co materialne nie jest mi znane, więc tego nie pragnę. Otwiera usta. Próbuje nimi poruszyć, wydobyć z nich słowa. Daremnie. Cofa się niepewne obserwując mnie z przerażeniem. Stoję w bez ruchu wsłuchując się w świst wiatru. Coś jest nie tak, ktoś tu jest. Czuje to i słyszę. Moją uwagę na powrót przykuwa chłopak, który pada bezwładnie na bruk. Telepatyczny atak. Zły znak. Chowam sztylet. Dzieciak nie jest już mój. Teraz muszę jak najszybciej skryć się w mroku…Srebrzystoszara mgła sączy się już ze wszystkich stron. Czuje jej delikatny zapach. Nogi robią się ciężkie uginając się pod mym ciężarem. Nie mogę strącić kontroli. Przykładam rękę do twarzy ostatkiem sił. Na wpół przytomna wstrzymuje oddech. Palce natrafiają na szczelinie w starym murze. Dźwigam się niezdarnie. Nie widać już nic prócz świetlistej poświaty, która przebija się przez gęstą mgłę. Oparta o mur próbuje opanować ciało. Blask staje się coraz jaśniejszy aż łzawią mi oczy. Odwraca się gwałtownie. Ponownie natrafiam dłonią na niewielką szczelinę. Wciskam w nią palce. Wiem, że uda mi się wspiąć, jeśli tylko zdołam opanować swoje ciało. Kończyny zaczynają mnie słuchać. Ledwo udaje mi się dostać na szczyt, przekłam nogę na drugą stronę po czym odpychając się od ściany, padam na ziemie wyczerpana. Otępienie znika błyskawicznie. Klękam rozglądając się ostrożnie. Świeże powietrze i chłodny wiatr. Tu jej czary nie dotarły. Zostałam niezauważona. Ledwie słyszalne jęki wraz z już słabnącym światłem przedostają się przez szczeliny. Przysuwam się do muru. Powinnam natychmiast stąd zniknąć, lecz zamiast tego przykładam policzek do chłodnej ściany i patrzę. Tak jak podejrzewałam. Nad ciałem chłopca pochyla się smukła ubrana w zwiewną, długą, jasną suknie kobieta. Wieszczka światła. Jej długie białe włosy opadają na bladą twarz ofiary. Blask otacza ją tworząc piękną poświatę. Trudno oderwać od niej wzrok. Przykłada bladą dłoń do policzka dziecka, które jakby pod…