Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 10 min czytania

Czarodziej

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Czarodziej

Uliczkami, pogrążonego w wieczornym półmroku miasta, przechadzał się młody mężczyzna. Ubrany w elegancki frak, podążał dystyngowanie w jedynie sobie znanym kierunku. Czarna peleryna powiewała w rytm miarowych kroków. Wiatr bawił się, spychając raz po raz lśniący cylinder z półdługich, kruczoczarnych włosów. W jednej z dłoni, obleczonych białymi, satynowymi rękawiczkami, trzymał pałeczkę, której końcówka owinięta była śnieżnobiałym materiałem. Wybrał sobie za przyjaciółkę noc. Lubił przyglądać się cieniom na ścianie, tańczącym w półmroku, lubił światło, które rzucała uliczna latarnia. Lubił tę ciszę i pustkę nocy, jej piękno i tajemniczość. Nikt nie wytykał go palcami, nikt się nie śmiał, nie odwracał bezwstydnie wzroku. Wsłuchał się w dźwięk swoich kroków. Miarowe, spokojne uderzenie buta o jeden z tysiąca kamieni, którymi wyłożona była ulica. Nie zakłócane dźwiękiem innych, tych bardziej pośpiesznych lub mniej, kroków, nie przerywane hałasem turkocących kół, ciężkich stąpań powozowego konia. Lubił noc za to, że była równie samotna jak on... W oknach starych kamienic odbijało się migotliwe światło latarni. Gdzieś chyłkiem przemknął wychudzony kot. Jakaś para, wracająca ze spaceru kiwnęła mu uprzejmie głowami. Nie miał pojęcia co o nim sądzili, lecz w odpowiedzi uśmiechnął się i grzecznie uchylił kapelusza. Dobroci na tym świecie nigdy za wiele, pomyślał. Może to dlatego jest jej tak mało, ponieważ za dużo myślimy o drugim człowieku. A wystarczyłoby tak odrobinę, tak w sam raz. Zbliżył się powoli do bramy parku miejskiego. Bez zastanowienia wszedł do środka. Chodź co noc tutaj przychodził, zawsze ciekawą rzeczą było dla niego poruszanie się po opustoszałym parku tyloma z możliwych do wyboru dróżek. Zawsze też zastanawiał się, jacy ludzie nimi chodzili i czy kiedyś ich spotka, czy kiedyś do niego przyjdą... Park otulony płaszczem nocy trudno jest opisać. Poezja przeplatająca ze sobą wszystkie barwy czerni, mroku. Garbate sylwetki drzew, łączące się w uścisku cieni. Jedynym jasnym punktem były rozsiane po nocnym niebie gwiazdy, okalające mleczny księżyc. Pod stopami mężczyzny zachrzęścił żwir. Powolutku dał pochłonąć się otchłani parku. Stara wierzba zaskrzypiała, chyląc ku ziemi swoje witki. Silny powiew wiatru zbudził do życia wszystkie drzewa. Cylinder mężczyzny podskoczył na wietrze, zatoczył koło i zniknął w mroku. Kruczoczarne włosy zalśniły rozwiane na wszystkie strony świata. Peleryna zafurkotała wesoło, gdy mężczyzna obrócił się w poszukiwaniu zguby. Po dłuższej chwili znalazł go pod krzakiem morwy, otrzepał dokładnie z brudu, założył i ruszył dalej. Park nigdy nie brzmiał dwa razy tą samą melodią. Za każdym razem była inna, równie cudowna jak poprzednia. Lubił się w nią wsłuchiwać, nucąc do jej rytmu. Jednak dzisiejszej nocy była jakaś inna... Jakby wzbogacona o nową nutę, nowy dźwięk. Nagle zrozumiał, co przyczyniło się do upiększenia pieśni nocy. Dochodził go dźwięk przejmujący, ledwo słyszalny. A było to... łkanie dziecka. Rozejrzał się , przeglądając najmniejsze zakamarki, w których głównie czaił się mrok. Wreszcie na jednej z ławek dostrzegł skulony kształt. Zbliżył się powoli, niemal bezszelestnie. Usłyszawszy go, dziecko podniosło na niego zapłakane oczy, które natychmiast zaokrągliły się ze strachu. - Nie zrobię ci krzywdy – zapewnił cicho. – Czemu płaczesz? - Boję się – szepnęło. Mężczyzna zauważył, że z jednego z warkoczyków zsunęła się czerwona wstążeczka. Podniósł ją i spytał. - Mogę się przysiąść? Dziewczynka skinęła lekko głową, nie przestając szlochać. Mężczyzna usiadł. - Powiesz mi, co się stało? Dziewczynka milczała, znów schowawszy twarz w ramiona. Chmury przysłoniły księżyc i mrok spowił ich oboje. - Popatrz, pokaże ci coś – powiedział mężczyzna. Dziewczynka podniosła głowę. Mężczyzna zdjął kapelusz, który dopiero co założył. Dotknął lekko pałeczką w jego rondo i delikatnie dmuchnął. Sięgnął do środka ręką, a gdy ją wyjął, na rękawiczce siedział mu mały, biały gołąbek. Ptak zamrugał czarnymi jak węgielki oczkami, zakwilił, rozłożył skrzydełka i odleciał w mrok nocy. Do gwiazd. - Jesteś czarodziejem? – spytało dziecko zdumione, zapominając na chwilę o płaczu. Mężczyzna uśmiechnął się. - Jeśli chcesz, możesz mnie tak nazywać – szepnął tajemniczo. Ciemność otaczała ich ze wszystkich stron, jedynie słabe światło księżyca przedzierało się przez skołtunione korony drzew. Gdzieś w oddali zaskrzeczał ptak i dziewczynka zadrżała. Dziwne, pomyślał nagle czarodziej, że to właśnie księżyc jest dla ludzi natchnieniem i czymś szczególnym, że to pod jego wpływem poeci piszą wiersze, pary przed jego bladym obliczem wyznają sobie miłość. A przecież…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Czarodziej — czytnik · opowiadania