Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 7 min czytania

Czarodziej i chimera

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

(...) Te jego włosy. Ognistego koloru czupryna sterczała pomiędzy skierowanymi do góry cienkimi, czarnymi rogami i niesfornie opadała z obu stron pyska. Dużych rozmiarów nos w kształcie dzioba drapieżnego ptaka współgrał z wielkimi, żółtymi ślepiami o malutkich źrenicach. Ogromne, zakończone pazurami skórzaste skrzydła obiecywały szybką śmierć każdemu, kto chciałby walczyć z ich właścicielem. Potwór pochylił się nad świecącą szklaną kulą i wsłuchał w ciche słowa wypowiadane przez czarodzieja. Czerwona, luźna szata maga kontrastowała z zieloną skórą muskularnego stwora. Jogo spokojny, niemal kojący głos i groźnie brzmiące pomruki zwierzęcia były jedynymi wypełniającymi jaskinię dźwiękami. Czarodziej wiedział, że kamienne ściany są jedynymi świadkami tej konspiracji człowieka i chimery. - Zrozumiałeś? - zapytał mężczyzna wyciągając rękę w kierunku drapiącego się po głowie stwora robiąc gest umożliwiającym mu rzucenie czaru, który nie pozwoli chimerze zapomnieć niczego, co przed chwilą usłyszała. Odpowiedzią było jedynie mrożące krew w żyłach warknięcie i odgłos ogromnych pazurów orzących skalną podłogę. - Masz tylko trzy dni - rzucił czarodziej za odchodzącym, - nie zawiedź mnie. Chimera po raz ostatni spojrzała na siedzącego mężczyznę i skręciła w korytarz prowadzący do wyjścia z groty. Czarodziej oparł się o skalną ścianę, jedną ręką przysunął do siebie jaśniejącą żółtym blaskiem kulę, drugą zaś głaskał się w zamyśleniu po swojej krótkiej, spiczasto zakończonej siwej brodzie rozważając, jakie konsekwencje będzie miało wcielenie jego planów w życie.

Chimera zaczęła opadać zmęczona kilkunastoma godzinami bezustannego lotu. Od samego świtu jedyne, co widziała, to piaski niekończącej się pustyni. Od dawna nie zauważyła choćby jednego poruszającego się zwierzęcia lub choćby źdźbła trawy świadczącej o istnieniu tu jakiegokolwiek życia. Coraz ciężej jej było lecieć w pełnym słońcu, które niesamowicie mocno grzało na tej wysokości. Leciała jednak pamiętając ostatnie słowa swojego pana „Nie zawiedź mnie” Panicznie bała się nie wykonać zadania i chyba tylko ten strach trzymał ją jeszcze przy życiu. Zaczęła opadać niezgrabnie w kierunku stojących samotnie skał. Góra złożona z ogromnych kamieni usytuowana pośrodku niezmierzonych piasków wyglądała niczym wyspa otoczona morzem, tyle, że morzem suchego rozgrzanego piasku. Chimera opadła na jedną ze skał wbijając potężne pazury w kamień niczym w miękką ziemię. Oderwane kawałki skał posypały się w dół tworząc miniaturową lawinę, upadły na piasek by po chwili zapaść się w nim nie pozostawiając żadnego śladu swojego istnienia poza rysami na skale, które i tak zatrą ziarenka piasku pędzone wiatrem. Potwór złożył skrzydła i skierował się do wejścia do groty położonego nie opodal miejsca gdzie stał. Było mu gorąco i chciało się pić, przyśpieszył kroku chcąc jak najszybciej schronić się w cieniu jaskini. Wszedł do dusznego wnętrza i zaczął wchodzić coraz głębiej często skręcającym korytarzem. Szedł kilka minut, aż ujrzał słaby blask i poczuł na rozgrzanych skrzydłach chłodne i wilgotne powietrze…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%