Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 10 min czytania

Czarodziej i Zosia - opowiadanie II

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Na szczycie kamiennej wieży, znajdował się okrągły dach z żelaznym kogutem na samym środku. Tego dnia pogoda nie była zbyt ładna, a kogut kręcił się w szalonym tempie. Drzewa tańczyły poruszane przez wicher, raz po raz gubiąc swoje piękne, zielone liście. Od starej budowli odbijały się krople deszczu, po czym spływały w dół po małej skarpie i kończyły swoją podróż wpływając do małego strumyka.

Zosia siedziała w bibliotece oglądając obrazki w jednej z książeczek. Dziewczynka zafascynowana pięknymi ilustracjami nawet nie zauważyła, kiedy na dworze zrobiło się ciemno. Tymczasem jej nowa mama, dokładała drewna do marmurowego kominka, wpatrując się w córkę i myśląc o tym, że nie mogło się w jej życiu wydarzyć nic równie pięknego, jak pojawienie się Zosi. Usiadła przy małej i razem przeglądały najciekawsze bajki, podczas gdy bibliotekarz odpoczywając w swoim ulubionym fotelu, czytał jedną ze ulubionych powieści przygodowych.

Nastała jednak noc, a Zosia poszła do swej komnaty aby położyć się spać. Nie mogła jednak zasnąć, przeszkadzał jej, jakiś dziwny hałas dochodzący z wnętrza piwnicy, pod wieżą. Cichutko, aby nie zbudzić swoich nowych opiekunów, podreptała do kuchni, gdzie było wejście na dół. Odchyliła drewnianą kładkę, delikatnie ciągnąc za przywiązany do niej sznur. - Ten hałas dochodzi ze środka – powiedziała cichutko do małego konika polnego, którego schwytała zeszłej soboty, bawiąc się w ogrodzie czarodzieja, swojego taty – ciebie też ciekawi co to za dźwięki wydobywają się z piwnicy? Konik nie odpowiedział, ale poruszył delikatnie główką, co Zosia rozumiała jako potwierdzenie. Trzymając w jednej dłoni świecę, a w drugiej świerszcza, powoli schodziła prostymi schodami w dół.

Ściany pełne były pajęczyn, a na dole było trochę duszno, w dodatku Zosia była uczulona na kurz, którego tutaj nie brakowało. Zaczęło się jej mocno kręcić w nosie, wytrzymała jednak i kichnęła dopiero, gdy znalazła się na samym dole. „A psik!” - kichnęła mała, z tak wielką siła, że zdmuchnęła płomień świecy.

- O nie, teraz nic nie widzę – powiedziała wycierając nos w rękaw, jak to miała w zwyczaju. - Czekaj zapale ci świece – powiedział jakiś obcy głosik. - Aaaa! - wrzasnęła wystraszona dziewczynka. Na ten przeraźliwy krzyk, zareagowała niemal błyskawicznie Justyna, która wbiegła ze świecznikiem za Zosią. - Nie bój się Zosiu, to tylko Misia, nasza druga córeczka. - Powiedziała mama. - Ale ona jest niedźwiadkiem – powiedziała zdziwiona dziewczynka przypatrując się brązowemu, puszystemu futerku Misi. - Nie bój się, ja nie gryzę, no chyba, że jestem głodna – zażartowała niedźwiedzica.

Nie był to zwyczajny miś, bo ten miś chodził na dwóch łapach, a w dodatku mówił ludzkim głosem. Z drugiej strony dziewczynka została przywołana z książeczki dla dzieci, może i Misia pochodziła z jakiejś bajki.

- Nie mówiliśmy ci o Misi, ponieważ tata nie znalazł jeszcze zaklęcia, które przywróci jej normalną postać – mówiła mama głaszcząc niedźwiedzią dziewczynkę po kudłatej główce – widzisz, dawno temu, kiedy magia była silna żyła sobie czarownica, która nie cierpiała śmiechu dzieci. -- Misia zbierając jagody w lesie, w którym mieszkała wiedźma, bawiła się bardzo wesoło, co zdenerwowało starą czarownice. Rzuciła na nią urok, a potem znalazł ją mój mąż, zbierając składniki do jakiejś mikstury... nie pamiętam jakiej... wziął małą i zaprowadził do czarownicy. Zażądał aby odczyniła urok, ale zła kobieta nie zgodziła się, wówczas czarodziej odebrał jej całą moc. - A potem zamieszkaliśmy razem – powiedziała Misia, wpatrując się w Zosie swymi małymi, czarnymi oczkami. - Tak właśnie było – rzekła mama. – Wacław postanowił wtedy, że odbierze magię każdemu, kto posługuje się nią w złej wierze – dodała Justyna podając dzieciom po cukierku, które trzymała w kieszeni szlafroka. - Tata mówił, że jest ostatnim czarodziejem, czy to znaczy, że odebrał moc wszystkim innym? - zapytała ciekawska Zosia wkładając karmelka do buzi. - Tak, nie ma już więcej magów, ani czarodziejów, wasz tata jest ostatnim, który posiada magiczną moc – powiedziała mama wesołym głosem. Strasznie nie lubiła czarów, wiązała się z tym jakaś historia, ale nie chciała jej na razie opowiedzieć. Zabrała dziewczynki na górę do kuchni i zamknęła kładkę. - Właściwie to miałyście się poznać dopiero jutro, ale skoro już się spotkałyście to nie widzę przeszkód abyście zamieszkały razem w jednej komnacie – rzekła mama przygotowując kakao dziewczynką – wypijcie kakao i idźcie spać, jutro się okaże, czy Wacławowi udało się znaleźć zaklęcie, które odczyni urok.

Wszyscy położyli się spać, z wyjątkiem oczywiście bibliotekarza, który z zawziętością równą dziecku, które próbuje stawiać pierwsze kroki, przeglądał stare manuskrypty szukając odpowiedniego zaklęcia.

Rano okazało się, że mu się udało. Nie czekając nawet na to aby Misia się obudziła, wypowiedział prastare zaklęcie. Szaro-zielone światło otoczyło czarodzieja i całą komnatę, w której spały dziewczynki.

- Coś…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Czarodziej i Zosia - opowiadanie II — czytnik · opowiadania