Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Dla dzieci · 7 min czytania

Czarodziej i Zosia - opowiadanie V

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Na horyzoncie pojawił się niesamowity widok, olbrzymi pałac na samym szczycie największej z trzech szarawych gór. Twierdza otoczona była masywnym murem, na którego krańcach znajdowały się wysokie, niczym wieża bibliotekarza wieże. Majestatycznego Popielatego Pałacu chronili rycerze w srebrzystych zbrojach, ze znakiem białego konia przeszywającego płomienie, zamieszczonego na tarczach, rękojeściach mieczy i siwych płaszczach.

Jeden ze strażników widząc nadjeżdżający wóz, pociągnął za linkę. Stary, mosiężny dzwon wydał z siebie dudnienie tak głośne, że postawił na nogi całą wartę. W jednej chwili w zachodniej bramie, pojawiło się dziesięciu wojów, a na murach kilku łuczników gotowało łuki do wystrzału.

Justyna widząc całe zamieszanie i znając obyczaje rycerzy, którzy musieli reagować na każdy, nawet najmniejszy powóz, wyciągnęła białą flagę i pomachała nią tworząc kilka okręgów w powietrzu. Był to znak świadczący o tym, że zbliża się przyjaciel, a nie wróg.

Kiedy wóz zbliżył się do bram, dowódca straży rozpoznał księżniczkę.

- Witaj w domu Lodowa Pani – powiedział rycerz kłaniając się do pasa, przed siostrą króla. - Tadeuszu, a ty znowu swoje – powiedziała Justyna podnosząc kapitana – tyle razy powtarzałam, że dowódca straży miejskiej nie musi mnie się kłaniać, byłeś przecież moim nauczycielem, a nadal jesteś przyjacielem. - Ale i pokornym sługą pani – rzekł kapitan z wielkim uśmiechem na twarzy. - Uparty jesteś, jak osioł – powiedział z lekką złośliwością księżniczka. - Ale takim mnie lubisz droga kuzynko – roześmiał się już na całe gardło Tadeusz. - Kim są te dwie damy, bo o tego starego capa to nie pytam – żartował dalej. - Tobie też latek nie ubywa Tadek – powiedział Wacław zsiadając z wozu. - To nasze córki, przedstawcie się wujowi. - Jestem Zosia – śmiało krzyknęła dziewczynka zeskakując z wozu za ojcem. - A ja nazywam się Michalina – powiedziała jej siostra, przygryzając pierniczka, którego otrzymała od sołtysowej na odchodne. - Śliczne z was pannice, ciekawe czy ciągnie was bardziej do miecza, czy do ksiąg? - pytał wuj Tadeusz. - Do ksiąg! - wykrzyczała Zosia. - Do miecza! - krzyknęła Michalina. - Znakomicie, bo tylko jedna może zostać magiem – rzekł kapitan, ale widząc minę rodziców szybko zmienił temat – pewnie chciałybyście poznać Sławomirę. Moja córka ucieszy się na wieść o tym, że do pałacu przybyły dziewczynki. Ostatnimi czasy, rodzą się tylko chłopcy i mała nie ma z kim się bawić, ani jednej rówieśniczki, wyobrażacie to sobie? - Zły to znak – powiedział były czarodziej – gdy rodzą się sami chłopcy. Idzie wojna. - Nie wygaduj głupstw, nikt nie wierzy już w takie zabobony, tak chciał Pan. Nie doszukujmy się tu żadnej filozofii – rzekła Justyna witając się zresztą straży, ludźmi których znała od dziecka. Byli to najlepsi paladyni w królestwie. Rycerz, który pokonał w boju wroga, malował na tarczy czerwoną strzałę, a każdy z tych dzielnych wojów miał ich po dwadzieścia.

Cała rodzinka ruszyła w stronę zamku, mijając drewniane domy na przedzamczu, a potem rynek, na którym handlarze oferowali swe towary: cudownie pachnące chleby, warzywa, wędzone mięsa i ryby, a także owoce zza morza, banany i pomarańcze. Dalej znajdowała się druga brama, która prowadziła do zamożniejszej dzielnicy. Tutejsze domy zbudowane były z kamienia, a ich dachy pokryte były glinianymi, brązowymi dachówkami, a nie ze słomy, jak niżej.

Na środku stała fontanna, a wzdłuż niej, w jednym szeregu stało kilkudziesięciu zbrojnych. Na

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%