Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 14 min czytania

Czarownica

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

CZAROWNICA.

Spotkałem czarownicę. Nie była to żadna straszna starucha. W zasadzie fakt, że była czarownicą odkryłem dopiero po jakimś czasie. Wchodziłem właśnie do budynku mojej nowej firmy, gdy w drzwiach minąłem sprzątaczkę. Trochę zdziwiło mnie, co taka ładna dziewczyna robi z miotłą, ale cóż w życiu różnie bywa. Spojrzała na mnie tak jakoś dziko, że dreszcz przeszedł mi po plecach. Odwróciła się i pobiegła do swojego pokoiku. - Niech pan uważa, - zagadnął mnie portier - to czarownica. Tym razem ja spojrzałem na faceta jak na wariata i tylko wzruszyłem ramionami. Ludzie są dziwni. W pokoju za jednym z dwóch biurek siedział mężczyzna w średnim wieku i o przyjaznej aparycji. Wyciągnąłem rękę i uścisnąłem podaną mi dłoń. Po krótkiej prezentacji i wprowadzeniu w sprawy zawodowe zacząłem wypytywać o stosunki panujące w firmie. - Wie pan, W zasadzie oprócz upierdliwego prezesa, z którym mało kto i kiedy ma okazję się spotka, to wszystko tu jest w porządku...- zawiesił na chwilę głos- prawie wszystko. - Coś nie tak? - zapytałem bardziej zaciekawiony, niż przestraszony. - Sprzątaczka jest czarownicą. - wypalił po krótkim wahaniu. " Co za brednie " pomyślałem, bo nie wypadało mówić tego głośno i zrażać sobie kolegi w pierwszym dniu znajomości. Choć odrobiny złośliwości nie mogłem sobie odmówić. - Acha. - przytaknąłem - a co ona robi? Gotuje zioła na kuchence? Ma czarnego kota? A może lata na miotle? A nie, teraz są szczotki. - Niech pan sobie nie żartuje. Kto jej podpadnie, długo nie będzie zdrowy, lub nawet żywy. Był tu taki jeden Marek Bartelik. Chciał ją poderwać i powiedział coś głupiego. Godzinę później znaleziono go w toalecie. Zmarł na atak serca. Dwudziestotrzyletni gówniarz!! A Wanda? Wystarczyło, że spojrzała na sprzątaczkę krzywo, zaraz spadła ze schodów i złamała nogę. Wszyscy się jej boją. - A ja nie.- odparłem buńczucznie - Zaraz pójdę i udowodnię panu, że to wszystko brednie. - wstałem i wyszedłem z pokoju, zanim mój kolega zdążył zamknąć otwarte ze zdziwienia usta i zareagować. Odszukałem pokoik sprzątaczki i zapukałem. - Proszę. - usłyszałem głos w którym pomimo ostrego tonu brzmiał atrakcyjnie. Otworzyłem drzwi i wszedłem. W pokoju nie było nikogo. Przez chwilę pomyślałem, że rzeczywiście w jakiś czarodziejski sposób zniknęła, gdy zobaczyłem wystające spod biurka stopy. - Przepraszam... - zacząłem. - Już, moment, tylko ją znajdę... - A czego pani szuka? - Spadła mi spinka do włosów, pamiątka po babci... - To może pomogę pani szukać... - mówiąc to klęknąłem i... trrrach, coś trzasnęło pod moim kolanem. Spojrzałem w dół. No jasne, spinka. Dziewczyna spojrzała na mnie w sposób, który zdrowego przyprawiłby o zawał serca. - Co pan zrobił? - Chy... chyba zniszczyłem pani spinkę - odparłem czując jak cała moja buta wyparowuje szybciej niż roztapia się kostka lodu na Saharze. - Przepraszam, nie chciałem, może mógłbym to pani jakoś wynagrodzić, no... na przykład kupię nową, albo coś... - mówiłem bez ładu, w głębi duszy zastanawiając się czy przypadkiem mój kolega zza biurka nie miał racji. Wtedy nastąpiło coś, co mnie zdumiało. Nigdy w życiu nie widziałem, by ktoś tak szybko poruszał rękami. Zataczała dziwaczne kręgi i co chwila wyrzucała ręce w moim kierunku. Ale nie to było najdziwniejsze. Najbardziej zdumiał mnie wyraz jej twarzy. Początkowa wściekłość powoli zmieniała się w zdziwienie, a po chwili w autentyczny strach. - To jak, - zapytałem - spotkamy się po pracy? Muszę pani wynagrodzić taką wielką stratę. Sprzątaczka opuściła ręce i spojrzała na mnie. Jej oczy nadal wyrażały zawziętość. - Dobrze - odparła - o wpół do piątej. Trochę zdezorientowany opuściłem jej pokoik. Portier, który przez uchylone drzwi przyglądał się moim poczynaniom z bezpiecznej odległości, z uwagą obserwował moje kroki najwyraźniej oczekując jakiegoś kataklizmu. Nie doczekał się. Wróciłem do swojego pokoju, i zrelacjonowałem sąsiadowi zza biurka moją przygodę. Facet nie mógł się powstrzymać, żeby nie podejść i dotknąć mnie, czy rzeczywiście istnieję. - Złamał pan jej spinkę? Pamiątkę po babce?? I nic panu nie jest??? - Nic. Mówiłem panu, że to normalna dziewczyna. Na dodatek umówiłem się z nią po pracy. -To nie może być. To nie może być... Mimo moich wielokrotnych prób nie dał się do końca pracy przekonać, że ona nie jest czarownicą, tylko trochę zdziczałą dziewczyną.

Po zakończeniu pracy czekała na mnie przed budynkiem. W "cywilu" była bardzo atrakcyjną brunetką o zielonych oczach. Ubierała się modnie, ale nie ekstrawagancko. Nie powiem, podobała mi się. - Przepraszam, ale nie przedstawiłem się pani - powiedziałem na powitanie - jestem Tomasz Starski. A pani? - Iwona Carcz. - odparła sucho. - Jedziemy pana samochodem? - Tak, tu niedaleko jest sklep jubilerski, może tam znajdziemy coś odpowiedniego. - Dobrze. Droga, trwająca dziesięć minut upłynęła w całkowitym milczeniu. Nie potrafiłem rozgryźć tej kobiety. Jedno było pewne - nie zachowywała się normalnie. Po znalezieniu miejsca do parkowania, poszliśmy do jubilera. Zacząłem uważać na to co robi Iwona. Po wejściu do sklepu pochyliłem się nad gablotą ze srebrną biżuterią, żeby obejrzeć spinki do włosów, ale kątem oka zobaczyłem w odbiciu w lustrze przede mną, jak dziewczyna wykonuje jakieś posuwiste ruchy nad moimi plecami. Przyszły mi wtedy do głowy dwie myśli. "Może ona rzeczywiście jest czarownicą?" i "Ale na mnie jakoś nie działa!". Postanowiłem sprawdzić jej reakcję. Prostując się chwyciłem się za plecy i głośno jęknąłem. W lustrze zobaczyłem wyraz triumfu przebiegający po jej twarzy. - Przepraszam, ale gdy siedzę zbyt długo, to potem boli mnie kręgosłup. - O już dobrze.- rzekłem uśmiechając się. Iwona jęknęła tylko cicho. Nie zwróciłem na to uwagi, ale kilka osób wypuściło jednocześnie przedmioty trzymane w rękach. Nie skojarzyłem tego z błyszczącymi oczami Iwony. - I jak, spodobało się coś pani? - zapytałem. - Może ta, - wskazała na jedną ze spinek, - jest podobna do spinki mojej babki. - Dobrze. Proszę pana... - zawołałem do sprzedawcy. - Słucham. - nie wyglądał na zbyt zainteresowanego klientami chcącymi kupić srebro. Widziałem wcześniej jaki był przymilny przy gablocie ze złotem. Chciałbym kupić tą spinkę do włosów. Ile kosztuje? -Mężczyzna chwycił pokazany przedmiot i metka odwróciła się pokazując cenę. Trochę mnie zmroziła. Bardziej wyczułem, niż zobaczyłem, że moja towarzyszka znów coś majstruje. Jubiler pobladł i nieswoim głosem powiedział: - Ten towar jest przeceniony. Kosztuje połowę starej ceny. -Acha! Dobrze, biorę. - uśmiechnąłem się pod nosem. Nie jestem świętoszkiem, i choć nic co ludzkie nie jest mi obce, to i to co nieludzkie może się przydać. Po wyjściu ze sklepu, zapytałem czy nie poszłaby ze mną do kawiarni, ale powiedziała, że się…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Czarownica — czytnik · opowiadania